Pył Ziemi (Rafał Cichowski) - recenzja


    O zaletach i wadach bycia recenzentem można by rozprawiać długo, lecz nie czas i miejsce na to. Trzeba tylko wspomnieć, że to zajęcie wiąże się niekiedy z czytaniem książek, po które samemu pewnie nigdy by się nie sięgnęło. Tak było w moim przypadku z „Pyłem Ziemi” Rafała Cichowskiego. Czy lektura okazała się stratą czasu, czy może nowym, ciekawym doświadczeniem?

    Ziemia umarła, ludzie ją zniszczyli. To, że niedługo obróci się w pył, wydaje się być kwestią czasu. Jedyną opcją jest stworzenie statku kosmicznego, który ewakuowałby ludzkość. Ale przecież nie może zabrać wszystkich... Setki lat później statek Yggdrasil oddelegowuje na Ziemię Lilo i Reza. Ich zadaniem jest odnalezienie Biblioteki Snów, w której przechowywane są wspomnienia wszystkich ludzi kiedykolwiek zamieszkujących naszą planetę. Ta wiedza pomogłaby uratować pasażerów Yggdrasila przed grożącym im niebezpieczeństwem. Dostęp do Biblioteki jest jednak strzeżony przez Królową Lys, która ani myśli dopuścić do niej nietypowych przybyszów. Jak wygląda obecnie Ziemia, spisana przed wiekami na straty? Czego jeszcze dowiedzą się podczas swojej wyprawy Rez i Lilo?

    „Nie potrafisz patrzeć. Używasz oczu, dlatego nie widzisz!”

    Głównym bohaterem i zarazem narratorem jest Rez. Mimo to nie poznałam go tak dobrze, jakbym chciała, bo po prostu nie było na to okazji. Wiadomo co nieco o jego dzieciństwie, o tym, z kim zostały połączone jego losy i co czuje do tych osób, ale poza tym niewiele więcej. Zabrakło mi u niego ekspresji, podania wprost swojej opinii na temat tego, co się aktualnie dzieje, a działo się sporo. Myślę, że Rez niestety nie poradził sobie z brzemieniem bycia głównym bohaterem. Uważam, że to postać o sporym potencjale (to w końcu nieśmiertelna istota, żyjąca od zawsze na olbrzymim statku kosmicznym!), posiadająca jednak zbyt wiele niedociągnięć w swojej kreacji. O Lilo – można by twierdzić: drugiej czołowej postaci – jesteśmy w stanie powiedzieć jeszcze mniej. Często porozumiewała się z Rezem w myślach i przez to też miałam wrażenie, że fizycznie nie jest obecna w tej książce. Wydawała mi się jakaś eteryczna, ulotna, niekiedy wręcz nieistniejąca.

    „Pył Ziemi” to jedna z dziwniejszych książek, z jakimi się zetknęłam. Jest nieoczywista pod każdym względem. Przedstawione wydarzenia są pokazane z przymrużeniem oka, nigdy nie można mieć pewności, czy to, co ma miejsce, dzieje się naprawdę. Niekiedy wszystko wskazuje na to, że powieść Cichowskiego należy traktować najzupełniej poważnie, a chwilę później ma się wrażenie, że wręcz ocieka absurdem. W rozstrzygnięciu tego nie pomaga też specyficzny styl autora, momentami dość zawiły i mało przejrzysty.

    „– Zastanawiam się...
    – Nad czym?
    – Czy kiedykolwiek uda nam się o sobie zapomnieć.
    – Chciałabyś tego?
    – Tak – odpowiada. – Ale tylko po to, żeby mieć co odkrywać na nowo”.

    Nie lubię, gdy książka jest reklamowana jako zabawna, bo zwykle kończy się na tym, że wszystkie (w założeniu) śmieszne dialogi są po prostu sztuczne. „Pył Ziemi” na szczęście nie zalicza się do tego grona. Humor, jak deklaruje blurb, jest – i to faktycznie ostry jak brzytwa. Zbudowany co prawda głównie na wulgaryzmach, ale w tym tkwi właśnie jego urok.
    Zwracam dużą uwagę na zakończenia, bo nie raz się zdarzyło, że jedno zdanie (czy właśnie jego brak), ogromnie wpływało na mój odbiór całej powieści. Podobnie jest z najnowszą książką Rafała Cichowskiego. Nie wzbudziła we mnie większych emocji przez pierwsze 250-300 stron. To, co autor zrobił później, sprawiło, że o „Pyle Ziemi” za zapomnę tak szybko. Szok, niedowierzanie i automatyczne przetwarzanie raz jeszcze przeczytanych wcześniej setek stron, będąc bogatszą o nową, kluczową wiedzę. Kolejna powieść, która sporo zyskała na swoim mocnym, zaskakującym zakończeniu.

    „Pył Ziemi” to powieść science-fiction dla osób, które nie czytają science-fiction, choć myślę, że przypadnie do gustu i miłośnikom gatunku. Ziemia, jaką zastali główni bohaterowie, była nietypowa (jak się okazuje, jak wszystko w tej powieści). Lilo i Rez odwiedzili replikę Londynu z... czasów wiktoriańskich, a także zetknęli się z prymitywnym, cofniętym w rozwoju o setki lat, plemieniem. Ale to nie wszystko. Książka Cichowskiego łączy w sobie szereg przeróżnych elementów tworzących nieco chaotyczną, ale bardzo ciekawą całość. Jest w niej walka o miłość i prawdę; zemsta, przyjaźń; motywy: nieśmiertelności, końca świata i podróży kosmicznych. Znalazło się nawet miejsce na bardzo trafny, ale i zarazem kontrowersyjny wywód o poezji (!). Przyznaję, że powieść Rafała Cichowskiego mnie nie olśniła, ale czas spędzony na jej lekturze wspominam bardzo przyjemnie. Dobrze wiedzieć, że w literaturze science-fiction nie wszystko zostało już pokazane, że nadal można zaskoczyć czytelnika czymś nowym i świeżym – nawet jeśli miałaby to być mieszanka dobrze wszystkim znanych motywów. Dobrze też wiedzieć, że mamy w Polsce autorów, którzy wiedzą, co z czym i jak zmieszać.

    Patrycja „Ilussia” Ratajczak
    Redakcja i korekta: Kira Leśków

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    wydawnictwu SQN

    Tytuł: Pył Ziemi
    Autor: Rafał Cichowski
    Wydawca: SQN
    Projekt okładki:Paweł Szczepanik
    Ilustracja na okładce: Marcin Karaś
    Data wydania: 29.03.2017
    Liczba stron: 320

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus