Quiet Little Melody. A Simple Fairytale (Sebastian Skrobol) - recenzja

    Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga...

    Łatwo można zauważyć, że baśnie mają dwa oblicza. Z jednej strony to grzeczne, wesołe i umoralniające historie, jakie opowiada się dzieciom... i którym ta „druga strona” natychmiast zadaje kłam, ponieważ odkrywamy, że z pozoru niewinne fabuły okazują się o wiele trudniejsze i brutalniejsze, niż by się na pierwszy rzut oka wydawało. Odnoszę zresztą wrażenie, że od pewnego czasu panuje trend na po pierwsze, „odbrązawianie” baśni (vidé utwory braci Grimm), a po drugie na przeróbki wydobywające z nich właśnie co bardziej niepokojące wątki i okraszające sporą dozą groteski czy nawet makabreski (vidé American McGee’s Alice).

    Nie umiem powiedzieć, skąd bierze się przekonanie, że dzieciństwo skrywa o wiele więcej strasznych tajemnic, niż się niejednemu dorosłemu wydaje, jednak całkowicie podzielam to przeświadczenie. Dlatego też błyskawicznie pozwoliłam się zauroczyć komiksowi Quiet Little Melody. A Simple Fairytale.

    Zacznę zatem od początku: dawno, dawno temu...

    ... Mała dziewczynka w czerwonej bluzie z kapturem stanęła na brzegu ciemnego, przerażającego lasu. Dął porywisty wiatr, a drzewa wyciągały ku niej powyginane na kształt drapieżnych pazurów gałęzie. Słońce dawno już zaszło. Gdzieś tam, wśród ciernistych krzewów, słychać było cichą, słodką melodię. Gdzieś tam czaiło się niebezpieczeństwo.

    Quiet Little Melody zaczyna się trochę jak mroczniejsza wersja opowieści o Czerwonym Kapturku (moim pierwszym skojarzeniem było tu The Path), lecz bynajmniej się tak nie kończy. Pojawi się zły wilk (przypominający raczej ogromnego wilkołaka i to pod postacią Crinosa), ale również Baba Jaga, Jaś i Małgosia, kruk rodem z poematu Edgara Allana Poego i, oczywiście, czarny kot czarownicy. Widać, że autor garściami czerpał zarówno ze znanych utworów, jak i legend, podań oraz archetypów. Dlatego jego komiks można uznać za prototypową realizację uniwersalnej baśni.

    Dzieło Sebastiana Skrobola charakteryzuje przede wszystkim wspaniały styl rysunków. Kreska jest nierówna i niepokojąca, a przy tym kadry cieszą oko mnogością szczegółów. Nieważne, czy ujęcie przedstawia monochromatyczny step, splątane poszycie lasu, czy przekrój przez glebę – każdemu z tych obrazków można przypatrywać się długo i z osobna. Do tego dochodzi wyrazista, acz dość oszczędna kolorystyka – dominują różne odcienie brązu, często niemal wpadające w czerń, a na tym tle wyraziście wybija się czerwień (tak, na przykład krwi) oraz jadowita zieleń. Nastrój poszczególnych scen świetnie oddaje fantastyczna kolorystyka nieba – niekiedy jest ono ciemnozielone, kiedy indziej krwistoczerwone, czasem przybiera barwę patyny.

    A teraz jedna z ciekawszych cech Quiet Little Melody – w komiksie nie pada ani jedno słowo (no, poza jakąś tam onomatopeją). Żadnych dialogów w dymkach, wypowiedzi narratora. Cała fabuła rozgrywa się wyłącznie na płaszczyźnie graficznej – i to zupełnie wystarczy. Chociaż opowiedziana na nowo, historia błądzącej po lesie dziewczynki jest dla odbiorcy niczym stary dobry znajomy: to coś, co każdy zna od najmłodszych lat, i dlatego sam potrafi sobie dopowiedzieć to, czego nie wyrażono za pomocą słów.

    (A teraz otwieram nawias, ponieważ muszę zganić wydawców, a robię to z niejaką przykrością. Jak już wspomniałam, w komiksie nie padają żadne słowa. Pojawiają się one za to na stronie redakcyjnej pod postacią krótkiej odautorskiej dedykacji oraz nieco ubarwionej prośby o nierozpowszechnianie komiksu nielegalnymi drogami. Jest tego wszystkiego bardzo mało, ledwie kilka niepełnych linijek, a roi się w tym od błędów, zwłaszcza interpunkcyjnych. Wstyd. Dlatego zamykam nawias i spuszczam na ten fakt zasłonę milczenia).

    Quiet Little Melody. A Simple Fairy tale to – wbrew pozorom – śliczny i bardzo liryczny komiks, ukazujący jednocześnie tę niepokojącą, wręcz przerażającą stronę nie tylko dzieciństwa, ale marzeń i bajań w ogóle. Przypomina mi trochę Mglistego Billy’ego, lecz brak w nim elementów humorystycznych. A tym, którym nadal się wydaje, że baśnie to wesołe historie dla grzecznych dzieci, dedykuję cytat z książki Terry’ego Pratchetta: W Genoi opowieści ożywały. W Genoi ktoś próbował spełniać sny. Pamiętacie niektóre ze swoich snów?

    Anna „Kresyda” Jakubowska
    korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    Wydawnictwu Komiksowemu

    Tytuł: Quiet Little Melody. A Simple Fairytale
    Autor: Sebastian Skrobol
    Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
    Miejsce wydania: Warszawa
    Data wydania: 2014
    Liczba stron: 64
    ISBN: 978-83-7961-105-8

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany