Rodzina Wenclów. Układ (Lena Najdecka) - recenzja

Po pierwsze: nie wymagać za wiele

Paweł Wencel, prawnik, orientuje się, że jeden z jego klientów został oszukany – i to przez nikogo innego, jak przez jednego ze współpracowników Wencla! Mężczyzna musi sobie teraz radzić nie tylko z ranami emocjonalnymi po nieudanym małżeństwie, ale również z problemami zawodowymi, mocno trącącymi korupcją. Tymczasem jego brat, Mateusz, stoi przed zgoła innym zadaniem: stara się pogodzić rolę troskliwego męża Karoliny z rolą namiętnego kochanka Antośki.

Z mojej perspektywy największym grzechem Rodziny Wenclów, reklamowanej przez wydawcę jako „pierwsza polska saga o dorobkiewiczach” (brzmi jak zachwalanie na wyrost, ale niech będzie), są koszmarnie nakreśleni bohaterowie. Konstrukcja postaci jest – w przeważającej liczbie przypadków – prosta jak konstrukcja cepa: ci negatywni są źli, skorumpowani i pozbawieni honoru, tworzą jedną sitwę, nie przebierają w środkach do celu. Ci pozytywni – różnie: sam Paweł Wencel rzeczywiście jawi się jako postać w miarę wiarygodna, bardziej skomplikowana od innych, pchana do działania różnymi emocjami i motywami. Gorzej już z jego asystentką, Agnieszką: skromną, pracowitą, odznaczającą się iście nadnaturalną intuicją (albo szczęściem?), z jedną jedyną skazą w życiorysie, ale i ta skaza szybko zostaje usprawiedliwiona. Jest jeszcze Mateusz, średni z trzech braci Wenclów, ale trudno zaliczyć go do postaci pozytywnych, skoro jego głównym zadaniem na kartach powieści jest zdradzanie ciężarnej żony i branie łapówek.

Rażą sztywne, nienaturalnie brzmiące dialogi: prawie wszyscy mężczyźni w tej książce zwracają się do siebie non-stop „stary” i „stary” i od tych „starych” można dostać zawrotów głowy. Zresztą naiwność postaci też robi wrażenie: fakt, że Beata tak łatwo daje się uwieść Kwaśniakowi (czyli jednemu z tych bezwstydnych, jednoznacznie złych), każe czytelnikowi wołać o pomstę do nieba; w scenie rozprawy Wencel dość skutecznie podważa zeznania świadka i poświęcono temu sporo miejsca na kartach powieści, a mimo to sędzia ostatecznie uznaje, że zeznania świadka były spójne (każdy czytelnik, nawet bez prawnego wykształcenia, może palcem pokazać: nie, nie były!). Naiwność leży chyba u podstaw całego świata przedstawionego, ponieważ niemal wszystkie postaci czy tematy przedstawiono w sposób absurdalnie jednostronny, często graniczący z płytkimi stereotypami.

Choć same ramy fabularne są przecież dość atrakcyjne: skorumpowane środowisko prawnicze, trochę korporacyjnych aferek, romanse. Relację Pawła z Agnieszką opisano w umiarkowanie ciekawy sposób (to znaczy: wyróżniała się na plus w porównaniu do innych wątków), bez – wybaczcie niewielki spoiler – naiwnego happy endu; mimo to toczyła się torem, który dla średnio otrzaskanego czytelnika powinien być doskonale przewidywalny.

Rodzina Wenclów. Układ to zdecydowanie niewymagająca pozycja, lekka i sensacyjna. Jednak wydaje mi się, że nawet wśród takich thrillerów „czytadeł” dałoby się znaleźć o wiele ciekawsze, lepiej przemyślane i sprytniej skonstruowane powieści.

Anna „Kresyda” Jakubowska
korekta: Kira Leśków

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
Instytutowi Wydawniczemu Erica

Tytuł: Rodzina Wenclów. Układ
Autor: Lena Najdecka
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Projekt okładki:Krzysztof Rychter
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2013
Liczba stron: 536
ISBN: 978-83-62329-05-2

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany