Władca Cienia (Jon Sprunk) - recenzja

W trzeciej odsłonie Trylogii Cienia Caim kontynuuje swoją podróż na Północ. Odczuwa ogromne napięcie i siłę przyciągania, która nie pozwala mu spocząć, dopóki jego stopa nie postanie w krainie wiecznego mroku. W poszukiwaniu zemsty za los, jaki spotkał jego matkę, protagonista nie zawaha się stanąć do pojedynku z samym Władcą Cienia.

Jon Sprunk przedstawia czytelnikowi ostatnie akty przygód płatnego zabójcy. Autor nie próbuje uładzać rzeczywistości, a wręcz przeciwnie – zupełnie nie oszczędza odbiorcy. W zakończeniu trylogii znaleźć można wiele scen walki, a trup ściele się gęsto. Wątki batalistyczne stanowią równocześnie jeden z najmocniejszych punktów tej pozycji. Nie ma miejsca na piękne słówka, ale dzięki temu czytelnik dostaje niezwykle wizualne przykłady śmierci, odciętych kończyn i tryskającej krwi. Do tego walki nie ograniczają się do wymiaru jednostkowego. We Władcy Cienia znajdują się zarówno indywidualne potyczki, jak i wielkie bitwy o zachowanie niezależności kraju.

Sami bohaterowie budzą we mnie pewne wątpliwości. Caim jak najbardziej należy do typu protagonistów, który bardzo lubię. Jasno wie, czego chce, i dąży do swojego celu. Jest uparty, odważny i nieufny. Nie można też zapomnieć, że włada potężną mocą, którą w czasie swojej podróży jeszcze udoskonala. Obie postaci kobiece z Władcy Cienia nie przypadły mi jednak do gustu. Z jednej strony czytelnik obserwuje poczynania cesarzowej Josephine. Podejrzewam, że autor chciał stworzyć silną postać żeńską. Niestety, powielił wiele stereotypów i w rezultacie bohaterka ta budziła jedynie moją niechęć. Miała być samodzielna, a tak naprawdę nie potrafiła radzić sobie bez pomocy mężczyzn. Wyruszyła na poszukiwania Caima, twierdząc, że go kocha, a wystarczyło, że poznała pewnego młodego szlachcica i wszystkie jej „pewne i silne” uczucia nagle się zachwiały. Z drugiej strony odbiorca poznaje Kit, pochodzącą z niezwykłego rodu i również kochającą protagonistę. Ze względu na swoją widmową postać nie może ona dotknąć mężczyzny. Jej nastroje są bardzo zmienne. Raz ostrzega Caima przed czyhającym niebezpieczeństwem, by za chwilę obrazić się i zniknąć na kilka dni.

Trzeba przyznać, że Jon Sprunk napisał Władcę Cienia bardzo przemyślanie. Bez znajomości poprzednich odsłon przygód Caima można z łatwością nadążać za rozwojem akcji. Nie potrzeba też dużo czasu, by zorientować, jakie relacje łączyły protagonistę z innymi bohaterami, gdyż te również zostały wspomniane. Na uwagę zasługuje magia, jaką posługiwał się Caim i reszta mieszkańców mrocznego miasta. Nie ma ona nic wspólnego z pięknem. Jest taka, jak kraj bez słońca – niebezpieczna, żądna krwi, żarłoczna i przerażająca.

Tę powieść z pewnością można polecić każdemu, kto rozpoczyna swoją przygodę z gatunkiem lub ma dość opowieści rodem z ugrzecznionych wersji baśni. Z łatwością można śledzić rozwój głównego bohatera oraz zanurzyć się w opisach krwawych potyczek. Nie można niestety spodziewać się silnych postaci kobiecych, a i zakończenie jest raczej mierne, ale styl Sprunka wynagradza niektóre z tych braków. Władca Cienia na pewno jest pozycją, z którą warto się zapoznać i wyrobić sobie na jej temat własne zdanie.

Joanna „Sachmet” Posorska
Redakcja i korekta: Kira Leśków

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Papierowy Księżyc

Tytuł: Władca Cienia
Autor: Jon Sprunk
Tytuł oryginalny: Shadow's Master
Tłumaczenie: Marcin Moń
Wydawca: Papierowy Księżyc
Cykl: Trylogia Cienia
Tom: 3
Data wydania: 2016
Liczba stron: 500

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany