Woła mnie ciemność - recenzja przedpremierowa

    Agata Suchocka nie jest znana szerszemu gronu mimo dwóch książek na koncie. Zapewne powodem jest to, że obie zostały wydane w wydawnictwach typu selfpublishing / vanity press. "O jeden krok za daleko" ukazało się nakładem Ridero IT Publishing, a "Woła mnie ciemność" - nakładem Novae Res. I to właśnie ta druga powieść zostaje wznowiona przez Wydawnictwo Initium, co daje nadzieję, że tę całkiem interesującą autorkę pozna więcej osób.

    "Woła mnie ciemność" to pierwszy tom cyklu "Daję ci wieczność". Okładka drugiego wydania w zestawieniu z tytułem nie pozostawia wątpliwości - rzecz jest o wampirach. Nie są to jednak wampiry spod znaku Edwarda Błyszczącego - Suchocka zdecydowanie odwołuje się do twórczości Anne Rice. Pierwsze kilkadziesiąt stron książki mogłoby swobodnie być częścią "Kronik wampirzych" - mamy Luizjanę, plantatorów, ich czarnych niewolników biorących udział w przerażających obrzędach, a jakby dla kogoś były to zbyt niewyraźne poszlaki, szybko pada imię "Louis". I na tym etapie lektury byłam pewna, że w recenzji napiszę po prostu, że to niezła powieść dla ludzi tęskniących za twórczością Rice. Potem jednak trochę się zmienia, dzięki czemu "Woła mnie ciemność" jest czymś więcej niż udanym hołdem.

    Ciekawe jest to, że wampiry długo nie wkraczają na scenę (a samo słowo "wampir" nie pada zresztą ani razu). Od pewnego momentu czytelnik jest pewien, że tak, to one, ale główny bohater kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy. W końcu żyje w XIX wieku i nie czytał "Wywiadu z wampirem" ani nawet "Draculi". Wspomniałam o podobieństwach do "Kronik wampirzych", ale co Agata Suchocka dodaje od siebie? Przede wszystkim ciut inną wizję wampiryzmu, której zdradzać nie będę, by nie psuć nikomu lektury. Powiem tylko, że fajne jest, że nawet wiekowych wampirów nie pozbawia ona słabości, co bywa męczące w innych tytułach, a Suchockiej pozwoliło uniknąć "przepakowania" postaci. W końcu trudno drżeć o losy kogoś, kto jest niezniszczalny, prawda? A najistotniejszą chyba różnicą stanowi to, że w momentach, w których Rice zatrzymałaby się na podtekstach erotycznych, polska autorka idzie na całość.

    "Woła mnie ciemność" to powieść pełna erotyki. Widzimy relacje męsko-męskie, damsko-męskie, damsko-damskie, trójkąty i inne wielokąty, relacje BDSM, a jedna z pierwszoplanowych postaci jest gender fluid, czyli swobodnie przechodzi od jednej płci do drugiej. Warto też uprzedzić czytelnika, że w powieści pojawiają się wątki gwałtu i przemocy (i ta występuje nie tylko na linii wampir - jego posiłek). Jeśli dla kogoś duże stężenie seksu jest problemem, siłą rzeczy książka może nie przypaść mu do gustu. Ale jeśli ktoś uważa, że jeśli autorka mówi A, powinna powiedzieć też B - będzie usatysfakcjonowany.

    Nieźle zarysowane są postaci - Lothar czy transseksualny bohater, którego tożsamości zdradzać nie będę, żeby nie spoilerować. Moją osobistą faworytką jest jednak Blanche Avoy, babka protagonisty, pojawiająca się głównie w tle, we wspomnieniach. Mam nadzieję, że jeden z planowanych przyszłych tomów będzie dotyczył jej młodości. Wyzwolona, liberalna intelektualistka, podróżująca po całej Europie, by w końcu osiąść na plantacji w Luizjanie i dbać o edukację potomków.

    Na uwagę zasługuje też gorzki komizm - na przykład gdy bohaterowie deklarują, że w końcu są obywatelami XIX wieku, więc w tak nowoczesnych czasach pewne kwestie powinny być oczywiste – a poruszają tematykę kontrowersyjną nawet w XXI wieku.

    Językowo powieść też daje radę – autorka potrafi budować nastrój zarówno gdy oprowadza nas po Luizjanie, europejskich winnicach, zaułkach Londynu, jak i po libertyńskich sypialniach. Chwilami pojawiają się drobne zgrzyty w scenach erotycznych, jak np. określanie penisa "trzonem pożądania", które trochę wybijają z rytmu, ale nie ma tego wiele, a biorę pod uwagę, że język polski jest kłopotliwy w kwestii erotyki (wulgarny, infantylny lub naukowy, praktycznie brak określeń neutralnych) oraz że "Woła mnie ciemność" to debiut.

    I skoro już jestem przy błędach - zdarzają się też nieścisłości w fabule, np. raz matka protagonisty została zaręczona w wieku kilku lat, a stronę dalej – przed swoim narodzeniem. Tego typu potknięcia pojawiają się dwa czy trzy razy w całej powieści i wyglądają, jakby autorka zmieniła koncepcję już po ukończeniu tekstu, a nanosząc poprawki, przegapiła jeden z fragmentów. Zaznaczę jednak, że czytałam egzemplarz przedpremierowy, więc nieścisłości te mogą zostać jeszcze wychwycone i wygładzone, czyli siłą rzeczy - zniknąć z ostatecznego wydania. Żałuję też nieco, że okładka zdradza, że to pierwszy tom – kompozycja powieści sprawia, że da się napisać kontynuację, ale można by też traktować ją jako zamkniętą całość. I jako ta zamknięta całość naprawdę mi się podobała.

    W skrócie: jest dobrze. Jest klimatycznie, ale też jest ostro (z czego autorka i wydawca doskonale zdają sobie sprawę, zamieszczając na czwartej stronie okładki ostrzeżenie o treściach tylko dla dorosłych). Jeśli ktoś lubi wampiry, ale niekoniecznie paranormal romance – powinien być zadowolony.

    Anna Tess Gołębiowska
    Korekta: Adam Gotan Kmieciak

    Za udostępnienie egzemplarza przedpremierowego
    dziękujemy wydawnictwu Initium

    Tytuł: Woła mnie ciemność
    Autor: Agata Suchocka
    Wydawnictwo: Initium
    Rok wydania: 2018
    Oprawa: miękka
    Wydanie: II 
    Ilość stron: 384
    ISBN: 978-83-62577-66-8

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Polski

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus