Wodnik (Åsa Larsson, Ingela Korsel) - recenzja

Długie serie mają ten plus, że dają twórcy szansę na szlifowanie swoich umiejętności. Porównując pierwszy i ostatni tom sagi, można wyraźnie zauważyć, czy autor poprawił warsztat. Czy jego styl stał się lepszy? Czy w bardziej przemyślany i zawiły sposób buduje intrygi? Niestety, czasem pisarz stoi w miejscu i jego książki zaczynają w końcu nudzić.

Tak właśnie stało się z serią PAX. Wiązałam z nią wielkie nadzieje. Zastanawiałam się nawet, czy stanie się nowym „Harrym Potterem”. Zdecydowanie zmieniłam zdanie po lekturze szóstej odsłony przygód kruczych braci. Liczyłam, że Larsson i Korsell rozwiną swój styl, wejdą na bardziej zawiłe ścieżki. Jednak każdy kolejny tom jest taki sam – nijaki. Ale od początku.

W szóstym tomie serii PAX autorki piszą o wodniku, który pojawił się w Mariefred. Wabi on ludzi do wody, po czym upaja się widokiem tonących ofiar. Alrik i Viggo wraz z przyjaciółmi muszą szybko rozwiązać zagadkę i odnaleźć ukrywającego się gdzieś w miasteczku wodnika. Sprawy nie ułatwia fakt, że w tym samym czasie postanowiła odwiedzić ich matka, mająca problemy z alkoholem.

Protagoniści serii praktycznie nie zmienili się od pierwszego tomu. Rozwój ich charakterów jest tak znikomy, że nawet trudno go wskazać. Można to zrozumieć przez pierwsze dwie, trzy części, ale nie przez sześć. Kruczy bracia przeszli już tyle niebezpiecznych prób, że powinni dojrzeć. Nigdy nie jest tak, że z sytuacji zagrożenia życia można wyjść bez jakiegokolwiek szwanku. W przypadku Alrika i Vigga odnosi się wrażenie, że walczą z piekielnie groźnym stworem (o którego istnieniu jeszcze niedawno nie mieli przecież pojęcia), a za chwilę jakby nigdy nic wracają do szkoły i przekomarzają się z rówieśnikami. Zdecydowanie brakuje tu wiarygodności.

Kolejną rzeczą jest styl. To, że książki są przeznaczone dla młodzieży, nie oznacza, że trzeba je napisać bardzo prostym językiem. Zbyt prostym. Zdania są krótkie, momentami urywane, co daje kiepski efekt. Autorki chciały zapewne posłużyć się stylem reportażowym i w ten sposób zwiększyć dynamikę.. Skutek jest niestety marny. Z każdą kolejną odsłoną serii ten prosty język coraz bardziej irytuje. Nie wiem, dlaczego Larsson i Korsell zdecydowały się właśnie na taki zabieg. To, że grupa docelowa składa się z młodych ludzi nie znaczy, że nie zrozumieją oni trudniejszych słów i bardziej złożonych zdań. Do tego autorki powinny zdecydowanie popracować nad dialogami. Są one momentami tak sztuczne, że aż zabawne. Tym bardziej gdy czytelnik przypomni sobie, że rozmawiają dzieci.

Szkoda, że autorki zmarnowały tak dobry materiał, jakim są mity skandynawskie. Z dopracowanym stylem i lepiej przemyślaną fabułą mogłyby to być opowieści, które porwałyby nie tylko młodzież, ale i dorosłych. Niestety, jedynym prawdziwym plusem serii PAX są ilustracje. Książki nie kupuje się jednak dla „obrazków”. Dziwny styl, sztuczne dialogi i zbyt szybkie rozwiązywanie wszelkich niejasności sprawiają, że odechciewa się czytania o przygodach kruczych braci. Akcja mogłaby trwać dłużej, a intryg powinno być zdecydowanie więcej. Do tego lepiej poprowadzonych, gdyż te autorstwa Larsson i Korsell zbyt łatwo można rozpracować.

Cóż więcej mogę powiedzieć? Seria PAX jest poprawna, tomy są dość krótkie i czyta się je szybko. Ale czy tego szuka się w książkach? Stylu, który można określić jako „mogło być gorzej”? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi.

Joanna „Sachmet” Posorska
Redakcja i korekta: Matylda Zatorska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Media Rodzina

Tytuł: Wodnik
Autor: Åsa Larsson, Ingela Korsell
Tytuł oryginalny: Näcken
Tłumaczenie: Magdalena Landowska
Wydawca: Media Rodzina
Cykl: Pax
Tom: 6
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 2016
Liczba stron: 212

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus