World of Warcraft. Zbrodnie wojenne (Christie Golden) - recenzja

    Pragnienie zemsty nie jest podobno wzniosłym uczuciem, raczej takim, jakiego należałoby się wystrzegać. Czasem jednak okazuje się to trudne, wręcz niewykonalne. Jak nie chcieć zguby kogoś, kto zabił ogromną liczbę istot? W tym również takich, które się znało, może nawet kochało. Wyzbycie się pragnienia mordu staje się trudniejsze, gdy całe otoczenie je podziela, a oskarżony nie okazuje żadnej skruchy. Tak też wygląda to w przypadku powieści opartej na „World of Warcraft”.

    Christie Golden stworzyła historię wpisaną w realia popularnej gry. „Zbrodnie wojenne”, jak można przeczytać na okładce, znalazły się na liście bestsellerów „New York Times”. Opowiadają o procesie toczonym przeciwko Garroshowi Hellscreamowi – orkowi i byłemu przywódcy Hordy – za m.in. ludobójstwo, porwania czy przymusowe przesiedlenia. Lista zarzutów jest długa, tak samo zresztą jak osób nienawidzących oskarżonego i domagających się jego śmierci.

    Nigdy nie grałam w „World of Warcraft” i sięgnęłam po książkę jako kompletny laik w tej dziedzinie. Nie wróżyło mi to dobrego początku, gdyż nie miałam pojęcia, jakimi krainami są Pandaria czy Wichrogród, nie wspominając już o tym, że nie wiedziałam, gdzie leży różnica między krwawym a nocnym elfem czy spiżowym a czerwonym smokiem. Christie Golden zarzuciła czytelnika ogromną liczbą bohaterów, używając na przemian ich imion, nazwisk i pełnionych funkcji. Bardzo szybko zgubiłam wątek i nie potrafiłam powiedzieć, kto jest kim. Tym bardziej, że ta wyliczanka znajdowała się w kilku pierwszych rozdziałach. Na szczęście później autorka zmieniła taktykę i poświęcała więcej stron na przedstawienie losów określonych postaci.

    Jak wspomniałam wyżej, bohaterów w powieści było mnóstwo. Od oskarżonego orka Garrosha, przez jego obrońcę taurena Baine’a Bloodhoofa, po księcia Wichrogrodu Anduina Wrynna. Bardzo trudno było więc wytypować główne charaktery „Zbrodni wojennych”. Akcja nie skupiała się na konkretnych postaciach, żadna z nich nie wiodła prymu w opisywaniu sytuacji ze swojego punktu widzenia. Jednakowoż można by wyłowić z tego gąszczu kilku bohaterów, którym poświęcono więcej uwagi. Zaliczyliby się do nich: lady Jaina Proudmoore, książę Anduin, król Varian Wrynn, tauren Baine, nocna elfka Vereesa Windrunner oraz królowa banshee Sylwana Windrunner. Każda z tych postaci była zupełnie inna, dla każdej liczyły się odmienne wartości. Jaina Proudmoore straciła przez Garrosha miasto Theramore, a wraz z nim zginęli jej przyjaciele i poddani. Serce kobiety wypełniła nienawiść i pragnienie zemsty. Zmieniła się nie do poznania, oczywiście na gorsze. Książę Anduin Wrynn to kapłan Światłości. Nadzwyczaj łagodny, niepragnący niczyjej krzywdy oraz wierzący, że każdy może się zmienić. Wydawałoby się, że to cechy świadczące o słabości i takie też było na początku moje zdanie, jednak z każdą kolejną stroną zaczynałam coraz lepiej rozumieć, że tak naprawdę wszystko to wskazuje na mądrość Anduina. Król Varian to ojciec księcia Wichrogrodu. Postać wyjątkowo ciekawa. Sam przeszedł w przeszłości ogromną przemianę, z ciemności zwrócił się ku światłu. Ostrożny w osądach, rozsądny, wymaga jednak bezwzględnej szczerości. Baine Bloodhoof był najwyższym wodzem klanu Krwawego Kopyta. Bohater zawsze starał się żyć w zgodzie z własnym sumieniem i robić wszystko, czegokolwiek się podjął, z pełnym zaangażowaniem. Dlatego też postanowił z całych sił bronić Garrosha Hellscreama, mimo wewnętrznego rozdarcia (ork zabił jego ojca) oraz pewności o winie oskarżonego. Sylwana i Vereesa Windrunner to siostry – różniące się od siebie jak ogień i woda. Nocna elfka była członkinią Przymierza, królowa banshee – Hordy, walczyły więc po przeciwnych stronach. Zjednoczyła je jednak sprawa Garrosha, gdyż obie bezwzględnie pragnęły jego śmierci. Oprócz wymienionych wyżej postaci wystąpiło jeszcze dużo bohaterów pobocznych. Należy przyznać, że wszyscy zostali dobrze wykreowani. Starannie i przemyślanie. Trzeba tylko przebrnąć przez te kilkanaście pierwszych stron, by pozbyć się poczucia dyskomfortu, jakie sprawiała zbyt wielka liczba charakterów w początkowych rozdziałach.

    Akcja w „Zbrodniach wojennych” rozgrywa się niezwykle szybko. Kolejne strony zdają się wręcz znikać i człowiek ani się nie spostrzeże, a już dociera do końca powieści. Mogłoby się wydawać, że opis procesu nie będzie należał do najciekawszych pomysłów na fabułę, ale nic bardziej mylnego. Christie Golden przeplata wydarzenia z rozprawy najróżniejszymi intrygami i knowaniami. Idea Wizji Czasu – czyli możliwości pokazania uczestnikom procesu wspomnień któregoś ze świadków – sprawia, że nawet sceny w sądzie nabierają szybkiego tempa.

    „Zbrodnie wojenne” są ciekawą, wciągającą powieścią przeznaczoną nie tylko dla miłośników „World of Warcraft”. Osoby nieznające realiów gry muszą jednak poświęcić odrobinę czasu i cierpliwości, by zorientować się dobrze w fabule i zacząć rozpoznawać bohaterów. Szkoda, że nie opisano różnic pomiędzy niektórymi rasami, ale nie stanowi to aż tak dużej wady i z kolejnymi stronami po prostu się o tym zapomina. Christie Golden stworzyła niezwykle wciągającą opowieść z ciekawymi postaciami i zawiłą siecią intryg. „Zbrodnie wojenne” z pewnością zasłużyły, by znaleźć się na liście bestsellerów „New York Times”.

    Joanna „Sachmet” Posorska
    Redakcja i korekta: Anna „Kresyda” Drwal

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Insignis

    Tytuł: World of Warcraft. Zbrodnie wojenne
    Autor: Christie Golden
    Tytuł oryginalny: World of Warcraft. War Crimes
    Tłumaczenie: Przemysław Bieliński
    Wydawca: Insignis
    Miejsce wydania: Kraków
    Data wydania: 2014
    Liczba stron: 432
    ISBN: 978-83-63944-50-6

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany