Zgiełk wojny (Kennedy Hudner) - recenzja

Ludzkość opuściła Ziemię, gdy ta przestała być dla niej przyjazna. Odkrycie tuneli czasoprzestrzennych umożliwiło o wiele szybsze przemierzanie bezkresnego kosmosu. Ekspansja człowieka poza rodzimą planetą była nieunikniona, gdyż chęć poznawania i zdobywania nowych terytoriów jest typowa dla rasy ludzkiej. W ten sposób powstały Dominium Solarne, królestwo Tilleke i Sektor Victorii.

Sektor Victorii to węzeł komunikacyjny znajdujący się na skrzyżowaniu szlaków handlowych. Jest on bardzo ważny z perspektywy strategicznej, ponieważ mieści się w nim siedem tuneli czasoprzestrzennych. Każdy z nich prowadzi do innej części kosmosu, opanowanej przez Dominium Solarne. Kontrolowanie szlaków, a ściślej mówiąc, narzucanie ceł, przekłada się na zwiększanie kapitału, za czym idzie szeroko pojęty rozwój Wiktów, jak nazwała się nacja zamieszkująca ten sektor. Oczywiście Dominium i Tilleke muszą płacić za każdym razem, gdy przelatują przez sektor, co przyczynia się do wzajemnej niechęci. W Zgiełku Wojny ludzkość od stuleci nie prowadziła wojen, zatem wywołanie konfliktu z Wiktami to żmudny proces, ciągnący się latami. Aczkolwiek gra jest warta świeczki. Dominium chce, podobnie zresztą jak Tilleke, zdobyć tunele czasoprzestrzenne oraz utrzeć Wiktoriańskiej Wspólnocie Narodów nosa za secesję planety Windsor na rzecz Wiktów.

Główna bohaterka książki, Emily Tuttle to wykształcona dziewczyna, która chce badać historię wojskowości. Ponieważ jako cywil nie ma dostępu do dokumentów armii, postanawia zaciągnąć się do Ojczystej Floty Victorii. Gdy jako rekrutka uczestniczy w procesie szkoleniowym, Tilleke i Dominium Solarne spiskują, by przejąć władzę nad Sektorem Victorii.

Zgiełk wojny to pierwsza odsłona serii, w której autor skupił się na przedstawieniu bohaterów, świata i sytuacji politycznej. Bardzo podoba mi się to, że uwzględnił perspektywę obu stron konfliktu, dzięki czemu czytelnik ma szerszy obraz sytuacji. Niestety w pierwszej połowie książki poświęcił zbyt dużo miejsca na opis przebiegu szkolenia wojskowego w ośrodku szkoleniowym floty Wiktów Camp Gettysburg. Większość militarnych książek science fiction zaczyna się od wdrażania rekruta w struktury militarne w trakcie okresu unitarnego. Z kolei fakt nadawania miejscom nazw o znaczeniu historycznym to bardzo przyjemny zabieg, ponieważ Emily jest historykiem z wykształcenia. Sporo tu również batalistyki, jak na pozycję SF przystało. Jednak całość nie jest ani nowatorska, ani specjalnie ciekawa. Główna bohaterka bywa momentami sztuczna, a jej smykałka do wojskowej strategii jest dla mnie naciągana. Owszem w warunkach bojowych spryt i tęgi umysł są niezwykle ważne, jednakże nic nie zastąpi doświadczenia. Podobnie jest z przyjaciółmi Tutte, którzy są absolutnie najlepsi w swoich dziedzinach. Po pewnym czasie to zaczyna męczyć. Wszystkie akcje militarne i fortele są przewidywalne, takie wzajemne przechytrzanie się nie sprawdziłoby się w warunkach kosmicznych batalii. Z ciężkim sercem przyznaję, że Zgiełk wojny nie przypadł mi do gustu. Jest to jednak pozycja, która daje nadzieję na wyższy poziom w kolejnych odsłonach serii. Jednak byłabym niesprawiedliwa, gdybym wystawiła całkowicie negatywną opinię. Zgiełk wojny to przyzwoite czytadło, nieco sztampowe, jednakże dostarczające przyzwoitej dawki rozrywki.

Wiktoria Vanilliowa Mierzwińska
Korekta: Matylda Zatorska


Tytuł: Zgiełk wojny
Tytuł oryginału: Alarm of war
Autor: Kennedy Hudner
Wydawca: Drageus Publishing House
Tom: I
Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2016
Liczba stron: 528

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus