Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
portret użytkownika Salantor
W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 3 gości.

Strona główna

Alicja w Krainie Czarów

Tima Burtona można kochać, lub nienawidzić, nie można jednak zanegować faktu, że w chwili obecnej jest jednym z najbardziej charakterystycznych twórców Hollywood, zarówno pod względem estetyki tworzonych dzieł, jak i zachowania. Dziwak, samotnik, wariat, obdarzony przy okazji niezwykłą wyobraźnią, sporą dawką czarnego humoru i zamiłowaniem do makabry. W jego produkcjach zawsze można było odnaleźć historie niejednoznaczne, mroczne, choć niepozbawione elementu jarmarcznej zabawy. Bohaterowie okazywali się postaciami tragicznymi, skrzywionymi przez życiowe traumy, których ostateczne zwycięstwo było okupione ogromną stratą – życia, miłości, wiary.

Opowieść o Alicji w teorii doskonale pasuje do wyobraźni Burtona, do jego pokręconego poczucia estetyki, groteskowych wizji i obrazu ludzkiej psychiki. Tym razem Alicja to już dorosła pannica, która ucieka od odpowiedzialności i niechcianego małżeństwa, wpadając do króliczej nory. Tutaj zaś wszyscy dają skołowanej dziewczynie do zrozumienia, że jest, lb nie jest kimś, na którego wszyscy czekają. W efekcie, wbrew sobie, zostaje wplątana w spisek przeciwko Królowej Kier, ciemiężącej Krainę Czarów i postawiona przed niezbyt przyjemną wizją bitwy na śmierć i życie z groźnym Jabberwocky'em. Tyle historii i teorii. W praktyce okazuje się, że ogromny potencjał, jaki niosło takie przekształcenie opowieści, pozostał niewykorzystany, a góra koniec końców urodziła mysz, choć całkiem sporą i wypasioną.

Problem filmu wypływa z jednego, podstawowego czynnika: scenariusza. Autorem skryptu, w przeciwieństwie do poprzednich filmów, nie jest sam reżyser, ale Linda Woolverton . I to się niestety czuje. Przede wszystkim zniknęła gdzieś ironia, satyra podgryzająca łydki mieszczańskiemu uładzeniu i harmonii, a także tragizm bohatera, samotnego i wyobcowanego, niezdolnego do socjalizacji z powodu swojej odmienności. W Alicji w Krainie Czarów wątek ten jest zredukowany do ramy, w której Alicja staje przed koniecznością wyboru: podporządkowaniu się oczekiwaniom otoczenia, lub podążeniu własną drogą. Jest to dylemat dziewczyny, która wchodzi w dorosłość, na barki której zostaje z całą mocą zrzucony ogrom oczekiwań wypływających zarówno od własnej rodziny, jak i (w późniejszym czasie) mieszkańców Krainy Czarów. Jednak droga, którą pokonuje bohaterka ku uświadomieniu sobie swoich powinności i możliwości nie ma w zasadzie żadnych zakrętów. Nie wymaga żadnych ofiar, oddaniu części siebie w zamian za wyższe dobro; nie ma tragizmu, cechującego chociażby Edwarda Nożycorękiego. To jest kolejny problem filmu: jego „rodzinność”. Podczas gdy Sleepy Hollow czy wspominany Edward były mrocznymi, gotyckimi opowieściami, Alicja… przypomina momentami kino familijne. Nie wiem, na ile przyczyna tkwi w samym scenariuszu, a na ile w wytwórni (w końcu trudno oczekiwać, żeby Disney łożył kasę na krwawą jatkę), nie ulega jednak wątpliwości, że w swej wymowie film jest pochwałą indywidualizmu, ale w naiwnej, cukierkowej wręcz formie. Apogeum tej cukierkowatości jest zakończenie: ckliwe, przesłodzone i przesadnie dydaktyczne, przypominające laurkę złożoną idei wolności i wyboru (niektórzy dodaliby także feminizmu, ale nie przesadzajmy). Przy okazji laurka ta jest zupełnie nieprzekonująca i najzwyczajniej w świecie irytuje.

Z seansu można wyczytać, że autorka scenariusza dużo filmów oglądała, natomiast zastrzeżenia można mieć co do wyboru lektur i sposobu ich spożytkowania. Wspomnieć wystarczy o motywie miecza, który zniszczy złego, żywcem niemal wyjęty z Władcy Pierścieni, lub postać nastolatki-wybrańca, zdolną pokonać złą królową, która nasuwa na myśl rozwiązania znane z Narnii. Zresztą, z filmową Narnią skojarzenia miałem nie raz i nie dwa, natomiast w czasie finałowej bitwy, widząc Alicję zakutą w zbroję, owo skojarzenie było tak nachalne, że z trudem powstrzymywałem śmiech. Doprawdy, brakowało jeszcze, żeby na ekran wskoczył lew i odgryzł Królowej Kier głowę. Byłby komplet.
Na dodatek, gdzieś podział się typowy dla Burtona świat: ciemne lasy, mroczne zaułki, gotyckie katedry, noc, ciemność, groteska. W najnowszym filmie elementy te są niemal niewidoczne, zniwelowane do sekwencji, gdy Alicja po raz pierwszy spotyka Kapelusznika. Zamiast tego mamy fantazyjne ogrody, pełne gadających roślin, megalomański i przesadzony w każdym calu pałac Królowej Kier, biały do przesady pałac Białej Królowej i posępną szachownicę będąca polem ostatecznej bitwy. Niewątpliwie w każdej z tych wizji widać ślad burtonowskiej estetyki. Problem polega na tym, że jest to tylko ślad.

Jedynym w zasadzie elementem, gdzie Burton w pełni pokazał, na co go stać, to bohaterowie. Są całkowicie zakręceni, przepuszczeni przez groteskowo-absurdalny filtr reżysera. Kapelusznik, grany przez niezastąpionego John’ego Deppa jest intrygujący i irytujący zarazem, miotając się między resztkami zdrowego rozumu, zapalczywością rewolucjonisty a napadami szaleństwa. Niewiele ustępuje mu Helena Bonham – Carter w roli wielkogłowej Królowej Kier, jednocześnie przerażającej i zabawnej, absurdalnej despotki i groteskowej wariatki, a także Kot z Cheshire – cwaniak, obibok, lekkoduch i cynik, który jednak okazuje się całkiem sympatycznym draniem o szerokim uśmiechu. Dobrze wypada również Biała królowa (Anne Hathaway) sprawiająca wrażenie nieustannie naćpanej, tajemniczy Absolem i zupełnie pokręcony Marcowy Królik. Na tym tle Alicja (w tej roli Mia Wasikowska) wypada blado. Całkowicie bezpłciowo, bezbarwnie, zupełnie jak emocjonalny obojnak. Możliwe, że twórcy chcieli ukazać ją w trakcie przebudzania się w niej kobiecości, ale chyba nie wyszło. Nawet jej pyskówki budzą raczej politowanie, niż śmiech.

Zarzut do Alicji w Krainie Czarów jest podstawowy: za mało Burtona w Burtonie. Nie ulega wątpliwości, że film jest całkiem przyjemny i estetyczny. Zawiera kilka naprawdę dobrych scen, projekty postaci i samej Krainy mogą się podobać, a na dodatek film zawiera całkiem spora dawkę niezłego humoru. Tyle tylko, że fani talentu twórcy Vincenta oczekiwali raczej filmu w klimacie Sleepy Hollow, lub chociażby Gnijącej Panny Młodej, a nie Alicji w krainie Narnii, pozbawionej w dużej części mrocznego i groteskowego klimatu, na dodatek z wyjątkowo naiwnym i irytującym zakończeniem. Dla swojego dobra niech Tim już nie wchodzi w spółkę z Disneyem, bo jej efekt być może jest interesujący (i kasowy), ale przy takim Edwardzie Nożycorękim wygląda nieco jak Kopciuch.

Tytuł oryginalny: Alice in Wonderland
Tytuł polski: Alicja w Krainie Czarów

Gatunek: familijny, fantasy, przygodowy
Kraj produkcji: Stany Zjednoczone

Główne role:
Mia Wasikowska jako Alicja Kinglsey
Johnny Depp jako Szalony Kapelusznik
Helena Bonham Carter jako Czerwona Królowa
Anne Hathaway jako Biała Królowa
Crispin Glover jako Walet Kier
Michael Sheen jako Biały Królik
Alan Rickman jako Gąsienica
Stephen Fry jako Kot z Cheshire
Matt Lucas jako Tweedledee i Tweedledum
Christopher Lee jako Jabberwocky
Paul Whitehouse jako Marcowy Zając

Rok produkcji: 2010
Produkcja

Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: Lewis Carroll (powieść), Linda Woolverton
Muzyka: Danny Elfman
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Montaż: Chris Lebenzon
Produkcja: Richard D. Zanuck, Joe Roth, Suzanne Todd, Jennifer Todd

Odpowiedzi

portret użytkownika tess

Niestety, spodziewałam się

Niestety, spodziewałam się takiej recenzji po tym, co już do mnie dochodziło. I przypuszczam (choć na Alicję dopiero się wybieram), że moje wrażenia będą podobne. Oczekiwałam Alicji z dużym stężeniem Burtona w Burtonie.

A sama recenzja - miodzio! Mimo że nie nastrajała optymistycznie, bardzo dobrze się ją czytało, podobały mi się odniesienia do reszty twórczości i wzmianki o tym, jak radzą sobie aktorzy. Ogólnie moja ciekawość została zaspokojona kompleksowo :)

portret użytkownika Lorelay

Filmu jeszcze nie widziałam,

Filmu jeszcze nie widziałam, ale recenzja jako recenzja, jedna z najlepszych jakie czytałam na Ef (a czytałam wszystkie tu umieszczone :P).

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Gotan

Genialna recenzja, widzę, że

Genialna recenzja, widzę, że potwierdzają się moje obawy co do filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że na Alicję mam zamiar się wybrać ;]

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Firewarrior

Zgadzam się, recenzja

Zgadzam się, recenzja znakomita (ale z literówką - "dają skołowanej dziewczynie do zrozumienia, że jest, lb nie jest kimś" - wiem, jestem złą, czepialską Fajerką ;P)

portret użytkownika Eviva

Każdy może się pomylić

Ileż ja takich i gorszych jeszcze literówek widziałam w poważnych artykułach na onecie...

portret użytkownika Kariolka

Ja byłam na Alicji wczoraj i

Ja byłam na Alicji wczoraj i mam całkiem pozytywne odczucia, aczkolwiek dubbing miejscami mocno irytował (chociaż za dwa słowa jestem szalenie wdzięczna polskiemu tłumaczeniu - "sztuciec" i "zaprzestań" - na pięć minut po usłyszeniu tego straciłam film z oczu :p). Drugi raz już bym się nie szarpnęła na kino, ale u siebie na laptopiku (z napisami, z napisami!) obejrzę chętnie :D

Dobrze napisane, Vivu - to tak btw. ;)

portret użytkownika Vrolok

Przed pójściem na "Alicję"

Przed pójściem na "Alicję" nie słyszałam ani nie czytałam żadnych recenzji. Uznałam, że skoro genialna czwórka: Burton, Elfman, Depp i Bonham-Carter znów się zebrali, to nie może z tego wyniknąć nic złego. Ba! To na pewno będzie kolejna perełka!!!
...
Cóż. Nie wyszło. Zgadzam się z recenzją w pełnej rozciągłości, niestety. :(

portret użytkownika Hagath

Muszę się zgodzić z każdym

Muszę się zgodzić z każdym słowem tej recenzji. Cóż mogę jeszcze dodać... Nie skrzywdziłam się oglądaniem dubbingowanej wersji, ale, jak się po seansie okazało, zupełnie niepotrzebnie poszłam na trójwymiar. Efekty mało porywające, za to męczące oko zbyt dużą ilością trójwymiarowych elementów na pierwszym planie w jednej scenie. Moim zdaniem 3D w tym filmie jest po nic i tylko odciąga uwagę od filmu, bo nie stanowi o jego plastyczności, jak choćby w Avatarze.

portret użytkownika Darksoul

No cóż

Powiem szczerze, że spodziewałem się czegoś ciekawszego... Oglądałem wersje angielską z napisami. Wersje z dubbingiem wyłączyłem po pół godziny :) Co najbardziej mi się podobało? Kreacje bohaterów wymiatały :D

portret użytkownika tess

A ja dalej nie obejrzałam...

A ja dalej nie obejrzałam... :P Chyba się boję.

portret użytkownika Eviva

A ja nie obejrzalam i nie obejrzę

Nie lubię "wariacji na temat".

portret użytkownika Nekromantka

W sumie specjalnie oglądać

W sumie specjalnie oglądać nie ma po co... zbyt duzo tu zmaściła wytwórnia która nie chciała nazbyt odchodzic od swojego 'bajkowego' klimatu i cała historie zmiescić w kapsułce. Było przykrótkie... postacie ciekawe, ale żadna z nich nie miała czasu ani szans pokazac na co ja stać. Kapelusznik za mało szalał, alicja zmieniła sie z dnia nadzień bez specjalnej szarpaniny, kot powinien wiecej sie nałazić i poirytowac szczeżujem ludzi. w sumie jedynie królowej udało sie jej postac wyexploatować niemal w pełni w tak krótkim czasie...

jednym słowem fajnie sie zapowiadało, ale na koniec miałam niedosyt i uczucie, ze widziałam streszczenie :/

portret użytkownika Xena

Film do kitu. Końcówka zbyt

Film do kitu. Końcówka zbyt płaska i patetyczna.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi