Snowpiercer: Arka przyszłości (2014) - recenzja

    Świat nieubłaganie zmierza ku zagładzie. Pytanie tylko, czy wykończą nas zombie, efekt cieplarniany, trzecia wojna światowa, czy kosmici. Każdy z możliwych scenariuszy doczekał się już kilku ekranizacji. Jeżeli spojrzeć na to humorystycznie, nieważne jak ludzkość znajdzie się na skraju wyginięcia, musimy jedynie sięgnąć do swoich filmotek po wskazówki niezbędne do przeżycia w nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości.

    „Snowpiercer: Arka przyszłości” jest jedną z produkcji rozgrywających się w postapokaliptycznej przyszłości. Ludzie, próbując znaleźć rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia, stworzyli CW 7, które rozpylone w atmosferze miało obniżyć temperaturę i tym samym powstrzymać szereg katastrof. Jak zwykle w przypadku tego typu naukowych rozwiązań, wszystko poszło nie tak. Zamiast uratować Ziemię, sprowadzono długą i przeraźliwą zimę. Mróz wybił wszystkie stworzenia, zaś ostatki ludzkości schroniły się w wiecznie poruszającym się pociągu, tytułowym Snowpiercerze.

    Jednak, jak można się domyśleć, sam fakt przetrwania nie znaczy, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane. Wręcz przeciwnie. Film opowiada historię Curtisa (w tej roli Chris Evans), mężczyzny żyjącego w przedziałach położonych z tyłu pociągu. On i reszta mieszkańców brudnego wagonu to wyzyskiwana klasa robotnicza, która żywi się skąpymi racjami dostarczanymi przez uzbrojonych żołnierzy, podczas gdy pasażerowie pierwszej klasy zajadają różnorodne potrawy i opływają w luksusy. Curtis wraz z przyjaciółmi postanawia przejąć kontrolę nad machiną i polepszyć swój los. Aby tego dokonać, musi przedrzeć się przez cały pociąg, co wcale nie jest takie łatwe.

    Koreańskiemu reżyserowi, Joon-Ho Bongowi, udało się uniknąć przesycenia filmu scenami walki i wybuchami. Walka o przedostanie się do przodu pociągu została wysunięta na pierwszy plani, ale sama akcja nie stanowi głównego punktu fabuły. Twórcy koncentrują się raczej na tym, dlaczego Curtis i jego ludzie tak bardzo pragną dostać się na przód i co całe to zamieszanie symbolizuje. Fabuła jest pełna głębi i widać, że scenarzysta nie chciał iść na skróty. Niektóre wątki mogą wydawać się znajome, bo nie obyło się bez motywów obecnych we wszystkich dystopijnych czy postapokaliptycznych wizjach: elita zainteresowana tylko własnym luksusem, uciskana większość walcząca o swoje prawa, krytyka przesadnego konsumeryzmu i degradacji moralności. Ale jednocześnie wszystko to przedstawiono w nowatorski sposób i gdzie tylko było to możliwe twórcy starali się unikać prostych rozwiązań.

    I tu trzeba pochwalić producentów za naprawdę wspaniałą obsadę. John Hurt i Tilda Swinton (ostatnio wystąpili razem w „Tylko kochankowie przeżyją”) pomimo faktu, że grają role drugoplanowe, naprawdę dominują w każdej scenie, w jakiej się znajdą. Kang-ho Song, Jamie Bell i Octavia Spencer także dali z siebie wszystko, ze wspaniałymi rezultatami. Ale prawdziwym objawieniem tego filmu jest Chris Evans. Aktor, mający w dorobku komedie romantyczne i filmy akcji, które nigdy wiele od niego nie wymagały, tutaj przeszedł wszystkie oczekiwania. Fantastycznie poradził sobie z całym wachlarzem emocji i pokazał, że jest naprawdę utalentowany.

    Produkcja, oparta na francuskim komiksie „Le Transperceneige”, to doskonały przykład dobrego kina science-fiction. Oprócz futurystycznego otoczenia i świetnej fabuły film oferuje również szereg komentarzy dotyczących społeczeństwa i ludzkich skłonności. Jak wiele klasyków tego gatunku, pozostawia widza z całą masą przemyśleń. Jednocześnie nie jest to film dla każdego i ci, którzy preferują proste, jednoznaczne zakończenia, mogą się rozczarować. Mnie „Snowpiercer” niesamowicie się spodobał.
    Agnieszka „Cala” Siemieńska
    Korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Za bilet na seans dziękujemy
    sieci Cinema City

    Tytuł: Snowpiercer: Arka przyszłości
    Gatunek: Dramat, Akcja, Sci-Fi
    Czas trwania: 2 godz. 6 min.
    Kraj produkcji: Czechy, Francja, USA, Korea Południowa

    Obsada:

    Curtis: Chris Evans
    Namgoong Minsu: Kang-ho Song
    Mason: Tilda Swinton
    Edgar: Jamie Bell
    Tanya: Octavia Spencer
    Gilliam: John Hurt

    Produkcja:

    Reżyseria: Joon-ho Bong
    Scenariusz: Joon-ho Bong, Kelly Masterson
    Studio: CJ Entertainment, Moho Films, Opus Pictures

    Polski