Stefan Bachmann - wywiad

    Stefan Bachmann – cudowne dziecko literatury. Swój znakomicie przyjęty debiut książkowy – Dziwnych – zaczął pisać w 2010 roku, w wieku 16 lat. Dziś na koncie ma dwie powieści i pracuje nad trzecią. Gra na pięciu instrumentach i studiuje w Konserwatorium w Zurychu. Jego największym marzeniem jest komponowanie muzyki filmowej. Ma cztery nałogi: filmy, książki, podróże i czekoladę. Mieszka w Szwajcarii w stuletnim domu.

    Aleksandra Janik: Czy jako młody pisarz obawiałeś się ostrej krytyki swojego dzieła i tego, że będzie ono porównywane do jakiejś już istniejącej powieści?
    Stefan Bachmann: Oczywiście obawiałem się, iż część czytelników (lub co najmniej dorosłych) będzie traktowała moją książkę inaczej, ponieważ napisałem ją jako bardzo młody chłopak, jednak szczerze mówiąc nie myślałem o tym zbyt dużo. Byłem podekscytowany moim pomysłem, trochę zwariowanym, ponieważ chciałem stworzyć steampunkowy, bajkowy świat i wtedy skupiałem się na tym, by napisać książkę najlepiej jak potrafię. Pozytywne recenzje, jakie zebrała w USA, bardzo mnie zachęciły. Jestem pewny, że są ludzie, którym moja powieść się nie spodoba, może poprzez sam fakt, iż została napisana przez nastolatka lub po prostu zostanie uznana za głupią. Nie przeszkadza mi to, gdyż mi też nie podobają się wszystkie książki, które przeczytałem, więc tym samym nie oczekuję, że wszyscy polubią Dziwnych. Niektórzy na pewno i to jest dla mnie fantastyczne.

    A.J.: Czy utożsamiasz się z głównym bohaterem i czy w ogóle postaci Dziwnych noszą osobowości znanych Ci ludzi?
    S.B.: Myślę, że w pewnym sensie wszystkie postacie mają coś z mojego charakteru, ponieważ w każdej z nich próbowałem odnaleźć siebie. Aczkolwiek wydaje mi się, iż jest mi bliżej do pana Jelliby, nieudolnego, głupiutkiego polityka, niż do Bartholomew`a. Oczywiście żaden z bohaterów nie jest dokładną kopią ludzi, których znam.

    A.J.: „Publishers Weekly” okrzyknęło Dziwnych najlepszą książką roku, ponadto powieść zebrała pozytywne recenzje „New York Times`a” i „Los Angeles Times`a”. Co czuje tak młody autor w sytuacji, gdy jego pierwsze dzieło okazuje się genialne? Czy pomyślałeś wtedy coś w rodzaju „wspaniale! Teraz muszę wymyślić coś znacznie lepszego, by zaskoczyć czytelników” czy raczej „będę robił dalej to, co umiem najlepiej, ponieważ ludziom się to spodobało”?
    S.B.: Haha. Dziękuję. Nigdy nie pozwoliłbym nikomu nazwać Dziwnych genialną powieścią, ponieważ wciąż się uczę i będę to robił całe moje życie, zauważam to z każdą nową napisaną książką. Jestem zadowolony z dobrych recenzji, ale i świadom tego, iż moje książki nie są pozbawione wad. Więc zanim będę w pełni usatysfakcjonowany z tego ,co piszę (co, jak podejrzewam, nigdy nie nastąpi), zamierzam ciężko pracować, uczyć się i przede wszystkim – próbować.

    A.J.: Przedstawiłeś świat Podmieńców z dwóch różnych perspektyw, czy miało to na celu pokazanie, że tak naprawdę rację są dwie, czy chciałeś zmusić czytelnika, by sam wybrał, uogólniając, pomiędzy dobrem a złem?
    S.B.: Świetne pytanie! W zeszłym roku otrzymałem całkiem sporo e-maili i listów, w których ludzie z zakłopotaniem przyznawali, iż nie wiedzą po jakiej stronie stanąć: ludzkiej czy magicznej. Jak dla mnie, nie ma odpowiedzi na to pytanie, ponieważ to zależy od subiektywnego punktu widzenia. Te dwa światy są tak samo przerażające, a główni bohaterowie zrywają przecież z tą koncepcją przez co stają się dziwnymi lub jeszcze bardziej dziwnymi dzięki uratowaniu kraju.

    A.J.: Czy według CiebieDziwni to książka, na której podstawie udałoby się wyreżyserować dobry film bez obaw o to, że z historii uleci cała magia i nie wszystko zostanie tak wspaniale przedstawione?
    S.B.: Zdecydowanie byłoby to ekscytujące, gdyby książkę przerobiono na film. Nawet jeśli zostałaby bardzo zmieniona. Filmy i książki to dwie różne formy mediów, z innymi rzeczami, które działają i nie działają, dlatego nie robiłbym wielkiego zamieszania, gdyby stworzono go innym od książki. Jeśli tylko efekt końcowy byłby zadowalający.

    A.J.: Skąd czerpałeś inspiracje podczas kreacji świata Feyrów i Dziwnych?
    S.B.: Z wielu miejsc! W dzieciństwie uwielbiałem wszystkie filmy Disneya z wpływami steampunkowymi: Atlantydę, Zaginiony ląd, Planetę Skarbów, Wielkiego mysiego detektywa. Moje książki zupełnie nie przypominają filmów Disneya, ale zdecydowanie miały one wpływ. Kochałem także straszne historie i folklor oraz historię okresu wiktoriańskiego. Właściwie to chciałem napisać książkę z elementami wszystkiego, o czym sam lubię czytać.

    A.J.: Twoja książka niesie naprawdę głęboką treść i poważne przesłanie. Czy nie obawiałeś się, że poprzez uczynienie jednym z dwóch głównych bohaterów małego chłopca ta cała powaga gdzieś zniknie i zostanie zastąpiona przymrużeniem oka i i pobłażliwością?
    S.B.: Cieszę się, że tak uważasz! Wydaje mi się, że w książkach dla dzieci można równie dobrze przekazać głębokie myśli, co w książkach dla dorosłych.Czasem myślę, że mogą być nawet lepsze, bo w książkach dla dzieci nie można wrzucić wielu stron filozofowania. Idee muszą być przedstawione prosto, subtelnie, ale bezpośrednio. Napisałem swoją powieść, jako książkę dla dzieci, bo sam byłem dzieckiem, ale także dlatego, że kocham czytać takie powieści. Jednak mam nadzieję, że będzie czytana także przez dorosłych, i nie wyda im się prostą i naiwną.

    A.J.: Anglia to miejsce często ukazywane jako osnute tajemnicą, w czym Twoim zdaniem tkwi magia tego miejsca? Co sprawia, że pisarze fantasy tak chętnie osadzają akcję właśnie tam?
    S.B.: To takie tajemnice miejsce! Jest coś we wrzosowiskach i mgle, pogodzie i starych, kamiennych budynkach, tej całej historii i folklorze. To niesamowicie intrygujące, i jest tak strasznie dużo możliwości. Dla mnie, jako pisarza, była to niesamowita frajda, eksplorowanie i dostrajanie go, aby stworzyć go na nowo.

    Wywiad przeprowadziła : Aleksandra „Mefi" Janik

    Polski