Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

„Upadek Lucyfera” Wendy Alec - recenzja

Jakże
to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki”...

Angel
Fantasy czyli nurt literatury i twórczości fantastycznej
dotyczącej aniołów, niegdyś mało praktykowany, w ostatnich
latach przeżywa prawdziwy rozkwit. Nic w tym dziwnego, gdyż
tematyka jest iście fascynująca i pozostawia wielkie pole dla
wyobraźni. Coraz to nowi autorzy prześcigują się w tworzeniu
nowych, własnych wizji tych przedziwnych istot. I tu pojawia się
pułapka, w którą wielu z nich mimowolnie wpada. Wśród
tak wielu podobnych do siebie dzieł, trudno jest zachować świerzość
i oryginalność. Coraz mniej zachwycają one ze względu na siłą
rzeczy pojawiającą się w nich wtórność i przewidywalność.
Czy naprawdę wszystko zostało już powiedziane? Czy wszystko, co
można było w tym temacie wymyśleć, zostało spisane?

Książka
debiutującej, angielskiej pisarki Wendy Alec, „Upadek Lucyfera”
- księga pierwsza trylogii „Kroniki Braci” jest tego wyraźnym
zaprzeczeniem. Przedstawia zupełnie nowe, jedyne w swoim rodzaju
spojrzenie na judeo – chrześcijański mit o buncie i upadku
aniołów. Nie ma w nim ani krztyny popłuczyn po innych
autorach Angel Fantasy, a i utarte w do bólu
zchrystianizowanych umysłach obecnego społeczeństwa schematy
zostały delikatnie naruszone. Autorka uczyniła to jednak w tak
umiejętny sposób, iż nie rzuca na siebie podejrzeń o
irytującą ostatnio pogoń za skandalem, przesadnej chęci
wzbudzenia kontrowersji i jak najbrutalniejszegoobalenia wszelkich
stereotypów. „Upadek Lucyfera” niczego nie obala, niczego
nie podwarza, z niczego nie kpi i nie prześmiewa, jednak pozostawia
w myślach czytelnika lekki niepokój, zasiewa maleńkie
ziarenko niepewności, wprowadza wątpliwość. Nie trzęsie w
posadach uporządkowanym światem dzisiejszego człowieka, jedynie
zmusza do myślenia, naprowadza na tory, które mogą
delikatnie zachwiać jego światopoglądem. To właśnie dzięki
takiemu wyważeniu, równowadze między nowym i tym już
wcześniej znanym i przyjętym do świadomości książka tak bardzo
zachwyca racjonalnie rozumującego czytelnika.
„Trzech
archaniołów... Trzech braci... ”. Trzech – najstarszy,
jaśniejący, promienisty, świetlisty i majestatyczny Lucyfer,
niezrównany w swym pięknie, mądrości i dostojeństwie,
jednak dumny, pewny siebie, posiadający niesamowicie silną
osobowość, lecz jakże rozdarty wewnętrznie; waleczny, mężny,
choć nieco toporny, zamknięty w sobie i mało wylewny Michał i
młody, niepewny siebie, trochę naiwny, za to pełen ciepła,
miłości, przywiązania, a także niesamowitego mistycyzmu Gabriel.
Każdy z nich jest inny. Lucyfer to typowy mądry i dumny władca,
Michał szlachetny wojownik, zaś Gabriel „Objawiający” pełni
rolę swego rodzaju maga czy jasnowidza. Ten znany dobrze w
literaturze fantasy schemat bohaterów świetnie pasuje do
trzech archaniołów, książąt niebieskich. Także w
kreacjach postaci Wendy Alec wprowadza jednak bardzo wiele świerzych,
nie „przejedzonych” elementów. Anielscy bracia są bowiem
barwnymi, interesującymi postaciami o barwnym życiu wewnętrzym, a
nade wszystko są niejednoznaczni i nie koniecznie konwencjonalni.
Daleko im do bycia nudnymi, czrno-białymi czy też pospolitymi. W
każdym z nich tak wiele jest sprzeczności, tak wiele bicia się z
własnymi myślami, pragnieniami, tak wiele trudnych wyborów i
kontrowersyjnych decyzji. Lucyfer, najbardziej kontrastujący z samym
sobą o najbardziej niejednostajnej naturze z pewnością wzbudza
najwięcej różnorodnych emocji. Jego dramatyczna walka z
samym sobą, szaleństwo i próba poskromienia go, wieczny
konflikt między dumą a żalem i tęsknotą, wiara w słuszność
własnych czynów, a jednocześnie chęć bronienia się przed
samym sobą, wymieszana z nie dającą się zdławić i ostatecznie
pokonać miłością do braci, do głębi porusza, lecz także
prowokuje do zatrzymania się i zastanowienia, głębszego wejrzenia
w skomplikowaną psychikę bohatera. Na wielką uwagę zasługuje
także swoista tragedia Gabriela. Anioł ten rozerwany jest między
miłością i lojalnością w stosunku do dwójki starszych
braci, dwóch autorytetów. Sprawia wrażenie tak bardzo
niepewnego siebie i pozbawionego poczucia własnej wartości, że
uznaje za naturalne pozostawanie w cieniu starszych braci,
posiadających większą siłę przebicia, a może nawet do pewnego
momentu jest mu tak po prostu wygodnie, całkowicie odpowiada mu taka
sytuacja. Schody zaczynają się jednak, gdy musi zacząć podejmować
samodzielne decyzje, dokonywać własnych, suwerennych wyborów,
aż w końcu wybrać między swymi dwoma ukochanymi, podziwianymi
braćmi, opowiedzieć się po stronie jednego z nich zgodnie z
własnym sumieniem. Jego problem polega też na niemożności pełnego
zaakceptowania ponadnaturalnych zdolności jakie posiada,
przytłaczają go one, nie umie sobie z nimi poradzić, to co miało
być darem, dla niego samego zdaje się być przekleństwem.Dla
Gabriela jest to czas dorastania do samodzielności, dojrzewania i
prawdziwej próby. Michał natomiast wydaje się najprostszy,
najmniej skomplikowany i najbardziej zdecydowany z nich wszystkich,
może nawet gruboskórny. Czy jednak w istocie taki jest? Być
może on właśnie cierpi najbardziej, jednak nie daje tego po sobie
poznać, gdyż jest zbyt zamknięty w sobie i powściągliwy w
okazywaniu uczuć? O tym autorka mówi niewiele, jakby patrzyła
na anioła jego własnymi oczyma, jednak daje czytelnikowi duże
możliwości wyczytania między wierszami tego, co chce wyczytać.
Michał najwięcej wycierpiał z ręki Lucyfera, którego mimo
wszystko kochał i nie chciał stracić, lecz nie potrafił uratować.
W nim także toczy się walka, do której zdaje się stworzony,
która jest jego powołaniem i pasją zarazem. Najpierw jest
to rozpaczliwa walka o brata, nieudolna, lecz heroiczna próba
pokonania w nim samym własnego szaleństwa, choroby duszy, potem
cicha, skrywana walka z samym sobą, z miłością do niego, którą
starał się z siebie wykorzenić, następnie walka o drugiego,
młodszego i jak mu się zdaje o wiele słabszego brata – Gabriela.
Pod koniec książki Michał sprawia wrażenie błędnego rycerza,
zagubionego w świecie wewnętrznej wojny, który tak naprawdę
nie wie już do końca o co walczy, byle tylko walczyć. Czy z takimi
postaciami, z takimi problemami i takim natłokiem emocji i dylematów
może nudzić się jakikolwiek czytelnik, nawet ten najbardziej
wymagający?
„Jeden
zdrajca...” Lecz kto jest owym zdrajcą? Po skończonej lekturze
pierwszej księgi nadal nie jestem tego pewna. Lucyfer, który
sprzeciwił się swemu panu i ojcu, uniósł honorem i zapędził
w kozi róg, z którego nie mógł znaleźć
odwrotu, który to przegrał z chorobą własnej duszy i zaczął
krzywdzić tych, których kocha? A może Gabriel, który
nie ma w całym tym konflikcie jasno określonego stanowiska, wciąż
waha się między dwoma wyborami i jakiegoby nie dokonał i tak
dręczą go wyrzuty sumienia, nieustające poczucie winy z powodu
braku lojalności dla którejś ze stron? A Michał, który
po pierwszym i największym starciu w swej wiecznej wojnie poddał
się, zwyczajnie skapitulował i pozwolił najbliższej istocie tak
po prostu odejść, który usiłuje zapomnieć, wyrwać z
siebie korzenie tej ogromnej, niezmierzonej braterskiej miłości,
odpycha niegdyś ukochanego brata, tylko dlatego, że nie potrafił
mu pomóc na czas? A może chodzi o kogoś zupełnie innego,
spoza tych trojga? Na przykład Charsoka, który zdradził
największe tajemnice powierzone mu Lucyferowi? Albo Sakiela, który
niekonsekwentnie odwrócił się od wcześniej powziętych
decyzji? A może wogóle nie tędy droga? Może owym zdrajcą
jest człowiek, jako rasa, który zdradził wielokrotnie swego
stwórcę odwracając się od niego i jego praw, czyniąc to,
co on potępiał? A może wkońcu sam Jahwe, który tworząc
człowieka zdradził swych dotychczas najwierniejszych sług i
przyjaciół – aniołów? Ja widzę tu nie jednego
zdrajcę, a cały ich korowód i długą listę zdrad
wymierzonych przeciw innym, samym sobie, przekonaniom i ideałom.

Zdecydowanym
atutem powieści jest język i styl w jakim została napisana.
Autorka połączyła z sobą dwa niezwykle ważne walory.Historia
napisana jest językiem przywodzącym na myśl starożytne mity i
eposy, zawiera przepiękne, zapierające dech w piersiach opisy
zarówno krajobrazów Pierwszych Niebios i innych miejsc,
jak również przeżyć wewnętrznych bohaterów.
Jednocześnie czyta się ją lekko i przyjemnie, w napięciu
pochłania jednym tchem nie mogąc oderwać się od wartkiej,
zaskakującej i pasjonującej akcji. Potrzeba nie lada talentu, by te
dwie tak istotne zalety mogły współistnieć w jednym
utworze.

„Upadek
Lucyfera” to przede wszystkim piękna, lecz trudna opowieść o
podstawowych wartościach, w dzisiejszych czasach jakby zapomnianych,
uśpionych. Poruszająca historia o całej palecie uczuć i emocji,
tak rozmaitych, a czasem tak skrajnych, że aż trudno w to uwierzyć.
Baśń osadzona w niesamowitym, olśniewającym świecie wyobraźni,
lecz jednocześnie tak porażająco bliskim i realnym. Opowieść o
wciąż aktualnych, ponadczasowych problemach: o walce, dumie,
miłości, przyjaźni, braterstwie, tęsknocie, samotności,
wolności, zwątpieniu, zdradzi, nienawiści, niepewności... Obok
tej książki nie da się przejść obojętnie.

Wszystko
o czym piszę powyżej, jednakże jest wyłącznie moją subiektywną
opinią i moimi osobistymi odczuciami. Jest tylko jeden sposób,
byś przekonał się, czy pokrywają się one z twoimi. Więc do
dzieła! Książka w dłoń, a potem wróć tu i polemizuj.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi