Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Chcesz się zabić - nie słuchaj kumpli

„To jest naukowo dowiedzione stary – powiedział Mack – Według danych, samobójca wybierający którykolwiek ze sposobów śmierci ma tylko ok. 50-60% by zginąć. Np., dla postrzału w głowę jest to 53%, dla powieszenia – 57%, ale dla utopienia się – tylko 47%. Dlatego jeśli chcesz się zabić, powinieneś pomyśleć nad połączeniem dwóch sposobów. Powiedzmy… najpierw połykasz truciznę, a potem się wieszasz. Twoje szanse wzrastają do 84%. Uwierz mi, ja wiem co mówię.”
Martin Bulb nawet nie przypuszczał, że kiedyś przydadzą mu się „dobre” rady, dawane przez jego kolegę, Macka. Zwłaszcza takie. No bo dlaczego miałby się zabijać? Ma piękny dom w małej, spokojnej mieścince nad morzem, dobrze płatną prace (przy małym wysiłku), wypasione Porsche 911 ze skórzanymi siedzeniami i seksowna narzeczoną - Victorię. Nie, wróć – MIAŁ narzeczoną. Tak, zdecydowanie miał. Myślał, że jest jedyny, że ona żyje tylko dla niego. Mógłby dać jej wszystko: gdyby powiedziała, że ma zamieszkać w budzie ich psa – zrobiłby to bez mrugnięcia. Gdyby kazała zerwać znajomość z kumplami – bez wahania wykreśliłby ich z listy znanych mu osób. A tu nagle trach!: jedzie sobie z Mackiem do pubu i co widzi: swoją narzeczoną w objęciach wielkiego murzyna z dredami! Nie mógł w to uwierzyć…
Oczywiście wynajął detektywa. Wynik śledztwa był wstrząsający: jego narzeczona spotykała się z facetem imieniem Willie! Więcej – była z tych spotkań bardzo zadowolona, dosłownie chodziła w skowronkach! Martin poczuł się nagle pusty, wyzuty ze wszystkiego – niczym worek po ziemniakach. Wiele czasu zajęły mu rozmyślania nad sobą i doszedł do wniosku że nie ma po co żyć (narzeczonej o wyjaśnienia nie pytał – bo jak wiadomo nic to nie da, a tylko wprowadzi niepotrzebne napięcie do relacji między nimi). Dokładnie zaplanował sobie dzień, w którym miał skończyć z sobą. Wziął urlop, a ze stryszku zabrał niezbędne oprzyrządowanie. Tuż przed wyjściem położył pożegnalny list na stole i nasypał trochę psiego żarcia do miski z napisem „Muff”. Po chwili z przedpokoju przyleciał mały jamnik i zaczął wpieprzać kurczaka z wołowiną.
- Tak Muff – westchnął – Wychodzi na to, że tylko ty naprawdę mnie rozumiesz i – cokolwiek by się nie stało – zawsze zostaniesz ze mną, prawda?
Pies odwrócił się do niego i zaszczekał, jakby chciał powiedzieć „Jasne stary”. Choć równie dobrze mogłoby oznaczać „Dałbyś więcej żarcia koleś, bo się kończy…”
- Ech, mądra psina – powiedział i wyszedł. Wsiadł do samochodu i pojechał na klif Burokden, zwany tez „skałą samobójców” – miejsce może niezbyt oryginalne, ale przynajmniej sprawdzone.
Pomny słów swego kumpla, starannie się przygotował. Zaopatrzył się w mocny sznur, z apteczki wyjął jakieś trujące ustrojstwo, z piwnicy – swojego starego glocka. Plan był prosty: ponieważ pojedyncza próba samobójstwa ma zbyt małe szanse powodzenia, zastosuje kilka – któraś na pewno się powiedzie. Ostatni raz spojrzał w przepaść, zmówił modlitwy do wszystkich znanych mu bogów (nieznanych też) i założył sobie pętle na głowę. Łyknął 10 tabletek i skoczył w przepaść, strzelając sobie jednocześnie w głowę.
Niestety – Martin w swoim genialnym planie (jak to zwykle bywa z genialnymi planami) nie wziął pod uwagę III prawa Murphie’go: „Jeśli coś ma się nie udać – to na pewno się nie uda”.
Tak więc zamiast przejściowego bólu i ujrzenia świetlistej drogi na drugą stronę, Marti poczuł najpierw lekkie szarpnięcie, potem pęd powietrza a wreszcie – chłód morskiej wody. Jak się okazało cały jego plan wziął w łeb: strzał z pistoletu trafił idealnie w linę i przeciął ją; zamiast na skały wpadł do wody (był przypływ) a różnica temperatur spowodowała torsje i Martin mówiąc prosto wyrzygał swoje tabletki. „Może chociaż się utopie?” – pomyślał sobie. Ale nic z tego; po chwili już leżał na pokładzie łódki i próbował zrozumieć co mówi do niego jakiś mały azjata. Nagle dzwoni telefon (widać że japoński – dobra robota – wodoodporność do 40 metrów):
- H-h-h-hallo?
- Martin? Jezus Maria! Gdzie ty jesteś?! Co ma oznaczać ten „list pożegnalny”? Co ty sobie ubzdurałeś o jakimś moim romansie?
- Nic sobie nie ubzdurałem… W-widziałem jak spotykałaś z wielkim murzynem imieniem Willie! I byłaś bardzo zadowolona z tych wizyt!
- Willie? On jest kręgarzem! Od dwóch miesięcy mówiłam ci że mam problemy z plecami to mnie nie słuchałeś!
- Czyli… nie masz romansu?
- Nie!
- W takim razie… w takim razie… wyjdziesz za mnie?

Od tego momentu sprawy potoczyły się bardzo szybko: trzy miesiące po próbie samobójstwa Martin i Victoria byli już państwem Bulb, Na ich ślubie zjawiło się wielu gości, w tym kilku celebrities. Paru dyrektorów i w cholerę darmozjadów. Szampan lal się strumieniami, podawano mięsiwo, miód i czekoladę w 40 smakach. W pewnym momencie Pani Bulb pochyliła się nad Panem Bulb i szepnęła mu do ucha:
- Trochę tu tłoczno… Nie sadzisz że dobrze byłoby się zmyć do naszego apartamentu… Pokazałabym ci moje czarne koronki… kupiłam je specjalnie dla ciebie…
Pan Bulb – lekko podchmielony – z radością przystał na tą propozycje i oboje opuścili towarzystwo, znikając w czeluściach ich „gniazdka”, skąd po pewnym czasie zaczęły dochodzić miarowe „och-y”, „ach-y”, „tak-i” i inne dźwięki wskazujące na dobrą zabawę. Dźwięki te wzmagały się i cichły na przemian, do ok. 5:00 czasu Greenwich. Potem była tylko cisza.

EPILOG:

Z akt sprawy 4356/893 dotyczącej zgonu Martina Bulba:

Zwłoki Pana Martina B. zostały znalezione w apartamencie nowożeńców, w Hotelu przy Suicide Street 7, o godz. 9:54. Odkrycia dokonała żona – Victoria B. notabene poślubiona przez Martina B dnia poprzedniego. Oficerowie śledczy nie znaleźli żadnych śladów walki ani uszkodzeń ciała. Wedle biegłych lekarzy przyczyną zgonu było: „wycieńczenie organizmu i niedokrwienie mózgu, spowodowane zbyt dużą ilością seksu”.
W toku śledztwa odkryto, że Victoria B. jest nimfomanką w formie ekstremalnej, jednak – według ławy przysięgłych – nie mogła ponosić winy za śmierć swego męża (James Browser, ławnik: ”Każdy chciałby mieć taką śmierć”). Jako wdowa przejęła cały majątek swego męża. Ostatnio widziano ją na Haiti, w towarzystwie dwudziestoosobowej grupy jamajskich striptizerów.
Losy psa są nieznane. Morał - kilka: Co się odwlecze, to nie uciecze; co za dużo, to nie zdrowo; gdzie diabeł nie może, tam babę pośle; co ma wisieć, nie utonie.

Vivaldi (2005)

Opowiadanie zamieszczone na prośbę tess.

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

< leży i kwiczy >

I w tym miejscu mnie powaliłeś... Może nie ma to wybitnie wiele wspólnego z fantastyką, ale jest piękne :D

portret użytkownika Adnaja

Że tak powiem: oł men <

Że tak powiem: oł men < leży na ziemi koło Lorki >
Od początku do końca zaskakujące, a szczególnie zakończenie ^^ soooł najss...
I podoba mi się, że wykorzystałeś ten motyw faceta, który chciał się zabić, niby 100% skuteczności a tu dupa.
A morał miodzio.

"Jeśli nigdy nie grzeszysz przeciwko rozsądkowi, nigdy do niczego nie dojdziesz"
Albert Einstein

portret użytkownika arcynik

Gratulacje

Niezłe:) Zauważyłem tylko kilka nieistotnych literówek. Kobieta miała na imię Weronika czy Wiktoria ? xD

portret użytkownika tess

Słodkie to... ^^ Z uwag:

Słodkie to... ^^

Z uwag: "seksowna narzeczoną - Veronice" - jak już, to Veronikę... nie dam sobie ręki odciąć, ale wydaje mi się, że w przypadkach zależnych stosuje się już polską ortografię (por. Felix - Feliksa).
A w epilogu masz: "W toku śledztwa odkryto, że Victoria B.", mała niekonsekwencja... ;p
--
bezczelna i ruda

portret użytkownika Vivaldi

Dobrze, pani archeolog ;p

Dobrze, pani archeolog ;p

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika tess

Ooo, ładnie wybrnąłeś z

Ooo, ładnie wybrnąłeś z odmian ^^

--
bezczelna i ruda

portret użytkownika Vrolok

Fajne. :D Znam tą opowieść o

Fajne. :D
Znam tą opowieść o niedoszłym samobójcy. Fajnie wpleciona w akcję opowiadania.
Podoba mi się. :)

portret użytkownika Pudło

hmmmm

ja się pośmiałam i poplułam przy tym, że telefon jest japoński :P

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi