Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Koralina i tajemnicze drzwi

Od razu zaznaczam, że recenzja będzie skrajnie subiektywna i jednostronna, odsłaniając przy okazji mój snobizm i tu-mi-wisizm, jeśli chodzi o gusta innych. Jeśli ktoś poczuje się dotknięty zamieszczonymi tutaj tezami, sformułowaniami i opiniami – cóż, mieliście pecha przeczytać nie tę recenzję, co trzeba.

Po pierwsze – nie cierpię współczesnych filmów animowanych. Wszystkie te Szreki, Ryby z ferajny, zaginiony Nemo, Nie-tacy-mocni, prawdziwe Kapturki, Śnieżki, Pioruny i Wall(e)ce doprowadzają mnie do szału. Owszem – niby są zabawne, całkiem sprawnie zrobione i nieźle zdubbingowane, ale na litość boską! Ileż można?! Każdego roku na ekrany wchodzą przynajmniej trzy filmy z tandemu DreamWorks – Pixar, które różnią się tylko postaciami, a gagi można by między nimi wymieniać w ilościach dowolnych i nikt prawdopodobnie nie zauważyłby różnicy. A przynajmniej ja takowej nie widzę, choć filmy animowane (zarówno klasyczne, disneyowskie, jak i anime) bardzo lubię. Dlatego też z tym większym zapałem udałem w dniu premiery na Koralinę.

Film – oparty na bestsellerowej powieści Neila Gaimana – opowiada o tytułowej Koralinie, wyjątkowo rezolutnej dziewczynce, której trafili się nudni rodzice. W zasadzie nie tyle nudni, co zapracowani, – co owocuje tym, że zupełnie nie przejmują się działaniami Koraliny, jej prośbami i oczekiwaniami, będąc całkowicie pochłonięci swoimi obowiązkami. Sytuacja zmienia się nieco, gdy rodzina wprowadza się do nowego domu. Co prawda sąsiedzi są dość dziwaczni, ale za to jest wiele miejsc do odkrycia w czasie ekspedycji badawczych. I właśnie podczas jednej z takich wypraw Koralina odkrywa przejście do innego Domu. Domu, gdzie wszystko jest lepsze; bardziej kolorowe, cieplejsze, milsze, a Druga Mama i Drugi Tata rzeczywiście zdają się bardzo kochać swoją córkę, nawet pomimo faktu, że zamiast oczu mają guziki. Ale – jak to często okazuje się w bajkach – to, co ładne i urzekające, nie zawsze jest bezpieczne…

Fabuła – wydawałoby się – prosta i dość naiwna, okazuje się być wyjątkowo wciągająca. Choć wyraźnie widać wpływ Alicji w krainie czarów, a i sam problem rodziców niedbających zbytnio o swe pociechy może trącić nieco dydaktyzmem (zwłaszcza teraz, w kontekście zachodniego społeczeństwa i konsumpcyjnego życia), to jednak styl Gaimana nadaje mu niepokojącej, niesamowitej mocy. Co prawda poczyniono pewne ustępstwa w stosunku do książki (m.in. dodatnie postaci WyBiego, kolegi Koraliny, motywu lalki, zaakcentowanego już w otwarciu, czy też zmianę finału w Drugim Domu) poprawki te jednak są w gruncie rzeczy nieznaczne, wpływają jednak poważnie dodatnio na budowanie napięcia i wyjaśnienie niektórych kwestii, (choć może odziera to nieco z magii całą historię). Przyznać też trzeba, że opowieść jest dość straszna. Oczywiście, nie będzie tu żadnych urywanych głów, trupów czy gore. Niepokój wypływa z groteskowości świata, w którym znalazła się Koralina; z pozoru kolorowego i przyjaznego, a tak naprawdę groźnego i niebezpiecznego, zwykłej karykatury tego „prawdziwego” świata; Drugi Dom w pewnym momencie staje się ucieleśnieniem koszmarnych snów dziecka, w którym straszy wiedźma na pajęczych nogach.
Można wprawdzie nieco narzekać na lekko sentymentalną wymowę; że rodzice – jacy nudni by nie byli – zawsze są lepsi niż wyimaginowany, idealny dom; że prawdziwa miłość i poświęcenie są w stanie wygrać ze złem; że tak naprawdę człowiek nie chce dostawać wszystkiego tego, o czym marzy, bo nie ma to wtedy żadnej wartości… W takim kształcie Koralina staje się uniwersalną, lekko groteskową i dość mroczną, współczesną bajką. Tylko, czy to naprawdę źle? W końcu, każdy chce się poczuć czasem jak dziecko…

Ale zostawiając wydumane analizy i wracając do filmu… Przed projekcją nie udało mi się przeczytać w całości powieści Gaimana, nasłuchałem się natomiast opinii, jakoby był to film stricte dla dzieci, jakaś kolorowa bajeczka, nie warta uwagi (Boże, słyszysz i nie grzmotniesz!). Sądząc po ilości osób na sali kinowej (jakieś dziesięć osób) można było wnioskować, że rzeczywiście nie będzie to nic specjalnego. Po chwili jednak zgasły światła, poleciały reklamy, zaczął się film… a potem przez następne pół godziny starałem się podnieść szczękę z podłogi, powtarzając cicho „To jest piękne!”.

Wizualnie, Koralina jest olśniewająca. Nakręcona (archaiczną zdawałoby się) metodą poklatkową (podobnie jak Nightmare before Christmas czy Piotruś i wilk) po prostu zachwyca. Jest wyjątkowo dopracowana i staranna, płynnie przechodzi od momentów o olbrzymiej dynamice, do scen powolnych, urzekających olbrzymią szczegółowością. Doskonale ukazano mimikę postaci, ich zmienne nastroje i sposób poruszania, dobrze charakteryzujące poszczególnych bohaterów. Jednak to, co najbardziej urzeka, to projekt całości: wszystko utrzymano tutaj w groteskowej, lekko surrealistycznej manierze (zwłaszcza w Drugim Domu, gdzie owa groteskowość osiąga apogeum choćby w sypialni Drugiej Matki) idealnie wpasowującej się w niepokojącą atmosferę powieści Gaimana i znacząco ją wzmacniając. Osobne słowa uznania należą się też za kolory – soczyste, mocne, silnie zaakcentowane, przechodzące płynnie przez całą dostępną paletę (cieszę się, że twórcy nie poszli w stronę zaciemnienia wszystkiego, co się da; wyszedłby chyba jakiś film dla Emo). Zresztą… to trudno opisać słowami. Film jest po prostu przepiękny, a ostatni, jaki mógłby się z nim równać, to Persepolis. Aż strach pomyśleć, ile pracy kosztowało animatorów zrobienie tych wszystkich cudów… Swoją drogą, twórcy tego całego komputerowego badziewia zalewającego nasze kina mogliby uczyć się od profesjonalistów. Zresztą, potwierdzenie klasy filmu znalazłem jeszcze na sali kinowej, po zakończeniu seansu, kiedy jakaś siedmioletnia dziewczynka zapytała swoją mamę ze smutkiem w głosie: „To już koniec?”.

Naprawdę warto zapoznać się z Koraliną, nawet, jeśli nie przepadacie za bajkami dla dzieci, a nazwisko Gaiman nic wam nie mówi. Już sama animacja zasługuje, by sycić nią oczy, a kto wie – być może niektórzy sceptycy zostaną wciągnięci również przez historię? Aha – dubbing też daje radę. Momentami irytuje, czasem brzmi idiotycznie, ale w sumie mi się podobał, choć zwyczajowo go nie znoszę. Aż sam się zdziwiłem.

Piotr "Vivaldi" Sarota

Tytuł polski: Koralina i tajemnicze drzwi
Tytuł oryginalny: Coraline

Produkcja:

Reżyseria: Henry Selick
Scenariusz: Henry Selick na podstawie powieści Neila Gaimana
Muzyka: Bruno Coulais
Zdjęcia: Pete Kozachik
Montaż: Christopher Murrie
Produkcja: Bill Mechanic, Claire Jennings
Premiera: 2009
Czastrwania: 100 minut

Obsada (oryginalna)

Dakota Fanning – Koralina Jones
Teri Hatcher – Matka Koraliny
John Hodgman – Ojciec Koraliny
Ian McShane – Pan Bobinski
Keith David – Kot
Jennifer Saunders – Panna Spink
Dawn French – Panna Forcible
Robert Baily, Jr. – Wybie Lovat

Obsada (polska)

Dominika Kluźniak – Koralina
Izabela Dąbrowska – Mama
Jacek Bończyk – Tata
Marcin Hycnar – Wybie
Grzegorz Pawlak – Bobinski
Mirosława Krajewska – Panna Spink
Krystyna Tkacz – Panna Forcible
Miłogost Reczek – Kot

Odpowiedzi

portret użytkownika Firewarrior

UUUAAAAAA, to żeś mnie

UUUAAAAAA, to żeś mnie zachęcił!!!!! :D
Książkę czytałam, cudowna :D

portret użytkownika Lorelay

Muszę na to iść!

Muszę na to iść! Normalnie muszę! Zachęciłeś mnie baaardzo. Już wcześniej byłam zachęcona przez fakt, że czytałam książkę i chciałam zobaczyć co z nią zrobiono.
Teraz jednak mam jeszcze większą ochotę wybrać się na ten film. Pomimo, że:
"Po pierwsze – nie cierpię współczesnych filmów animowanych."
a terminy takie jak:
"metoda poklatkowa" czy "wyborna animacja" niewiele mi mówią.

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

portret użytkownika tess

Tak, zdecydowanie muszę to

Tak, zdecydowanie muszę to wreszcie zobaczyć!

--
bezczelna i ruda

portret użytkownika Vivaldi

Nie ma problemu. Niedawno

Nie ma problemu. Niedawno była premiera na dvd. Możesz sobie kupić bez problemu ;p

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika tess

Ciekawe, za co... ;p

Ciekawe, za co... ;p

--
bezczelna i ruda

portret użytkownika Vivaldi

Za peniądze ;p

Za peniądze ;p

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika tess

Wydam na przyjazd do

Wydam na przyjazd do Ciebie... ;p Wieeem! Ty kupisz Koralinę na DVD, a ja u Ciebie obejrzę... ^^

--
bezczelna i ruda

portret użytkownika Vivaldi

Koraline kupie w

Koraline kupie w październiku, jak mi przecenią ;p A u mnie co najwyżej divxem się możesz zadowolić ;p

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika tess

Jakkolwiek brzmi, że mogę

Jakkolwiek brzmi, że mogę się u Ciebie zadowolić... xD to ok :]

--
bezczelna i ruda

portret użytkownika tess

To teraz już ładnie

To teraz już ładnie napiszę - filmem jestem szczerze zachwycona. I chyba nic więcej nie dodam, bo Vivaldi świetnie to ujął. No, może dodam tyle, że już sam wstęp mnie urzekł magią wykonania. Nie byłam w stanie oglądać filmu dalej póki nie przewinęłam i nie nasyciłam oczu początkiem ponownie...

--
bezczelna i ruda

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi