Night of the living dead
Zombie opanowały kino – to nie ulega wątpliwości. Kolejne filmy z żywymi trupami powstają niczym grzyby po deszczu, windując zainteresowanie tym tematem coraz wyżej i wyżej. Szkoda tylko, że z poziomem samych filmów jest zdecydowanie gorzej.
Nie oszukujmy się – to, co serwuje nam Hollywood w chwili obecnej, to istna kpina. Jestem legendą, 28 tygodni później, Ziemia żywych trupów, Resident Evil i masa innych filmów adaptuje zombie w charakterze tarczy strzelniczej, byle efektowniej, bardziej krwawo, bardziej chojracko i durnie. Tym bardziej więc warto zapoznać się z żelazną klasyką.

Fabuła Nocy żywych trupów jest w zasadzie tylko pretekstem; Barbara i jej brat John wybierają się na wieś by odwiedzić grób ojca. Szybko jednak okazuje się, że wycieczka nie będzie tak miła, jak się wydawało – już na cmentarzu parę atakuje jakiś włóczęga, który zabija John’ego, Barbara natomiast ucieka i barykaduje się w opuszczonym domu. Niedługo potem dołącza do niej czarnoskóry mężczyzna, który wydaje się coś wiedzieć o dziwnych mordercach, dybiących na ich życie. Jednak ani oni, ani później napotkani, przypadkowi ludzie, nie przeczuwają, że mają do czynienia z zombie – żywymi trupami…
Powiedzmy sobie szczerze – historia nie jest ani zaskakująca, ani wymyślna. Nie o historie jednak tu chodzi. Romero udała się rzecz zaskakująca – mając do dyspozycji niewielkie środki, potrafił przekształcić zakorzeniony w filmie motyw zombie i stworzyć z niego nową, przerażającą jakość. Z perspektywy czasu może trudno w to uwierzyć, ale film był rzeczywiście mocnym przeżyciem; żywe trupy – dotąd kojarzone raczej jako nieumarli posłańcy kapłanów voodoo, tudzież osoby pod wpływem klątwy – tutaj zamieniły się w żądne krwi monstra, rozbudzone/ożywione przez tajemnicze promieniowanie. Przestały być wysłannikami mrocznej magii, stały się natomiast zagrożeniem, wywołanym przez błędy naukowców. Zagrożeniem, które wprost marzyło, by dobrać się do ciepłych, ludzkich wnętrzności…
Duży szok wywołała też brutalność obrazu – mając w pamięci choćby dość poetycki I walked with a Zombie, czy też dekadenckie filmy grozy ze studia Hammer, Romero wraz ze swoją bezpośrednio ukazaną brutalnością robił naprawdę potworne wrażenie (oczywiście teraz można owe efekty skwitować śmiechem, ale pamiętajmy, że ten film ma ponad cztery dyszki na karku). No i oczywiście, jak na horror przystało, jest w stanie przestraszyć. I choć po zalewie azjatyckich filmów grozy i amerykańskich pseudo-gore nie robi już takiego wrażenia, tego ulotnego poczucia osaczenia i beznadziei mogłoby mu pozazdrościć wiele nowszych produkcji.
Zresztą film jest zrealizowany na dość dobrym poziomie, zważywszy na tematykę i ograniczenia finansowe. Nie można wprawdzie oczekiwać ujęć jak u Antonioniego, nie zmienia to jednak faktu, że są w filmie sceny naprawdę ładne i ciekawe (kilkuminutowa sekwencja ciszy, pozbawiona kwestii mówionych, na samym początku, ukrycie się w piwnicy w końcówce itp.). Oczywiście te zachwyty są rekompensowane momentami, gdy operator zachowuje się jakby był na bani, ale ogólny bilans jest dodatni.
Na dość dobrym poziomie stoi aktorstwo (choć bez rewelacji), znośne jest udźwiękowienie (choć nie obraziłbym się na więcej muzyki) a całkiem dobra charakteryzacja rzeczywiście może się podobać.
Inna sprawa, że Noc żywych trupów trudno jest rozpatrywać li tylko w aspekcie środków filmowych. Obraz Romero nie jest jednym z wielu horrorów, w chwili obecnej jest niemal obiektem kultu i źródłem inspiracji dla reżyserów, których imię legion. Ale czy można się temu dziwić? W Nocy żywych trupów Romero wyszedł poza ramy ówczesnego filmu grozy, tworząc film brutalny, mroczny, brudny, pozbawiony dekadencji czy wytworności choćby takich adaptacji prozy Poe’go. Na dodatek film ten był ostrzem wymierzonym w amerykańskie społeczeństwo i konsumpcjonizm (choć prawdziwie mocne uderzenie nastąpi dopiero w Świcie żywych trupów), łamiącym wiele tabu, obowiązujących zarówno w społeczeństwie, jak i samym filmie, żeby wspomnieć tylko o głównych bohaterach (murzyn i kobieta, czyli jednostki „represjonowane” w społeczeństwie tamtego okresu), tabu związanym ze zmarłymi, kanibalizmem czy instytucją rodziny, której załamanie możemy podziwiać w drugiej połowie filmu.
Biorąc to pod uwagę, tym bardziej może smucić to, co wyrabia w ostatnich czasach pan Romero, odcinając od sławy kupony w ilościach wręcz hurtowych. Ale cóż… zawsze pozostaje klasyka. Doskonała klasyka.
Tytuł polski: Noc żywych trupów
Tytuł oryginalny: Night of the Living Dead
Produkcja:
Reżyseria: George A. Romero
Scenariusz: George A. Romero & John A. Russo
Muzyka: Scott Vladimir Licina
Zdjęcia: George A. Romero
Scenografia: Vincent Survinski & Tony Pantanello
Produkcja: Karl Hardman: Russell Streiner
Data premiery: 1 października 1968 r.
Czas trwania: 96 minut
Obsada:
Judith O'Dea – jako Barbara
Russell Streiner – jako Johnny
Duane Jones – jako Ben
Karl Hardman – jako Harry Cooper
Keith Wayne – jako Tom
Judith Ridley – jako Judy
Marilyn Eastman – jako Helen Cooper
Kyra Schon – jako Karen

















































Odpowiedzi
Zastanawia mnie, czy tytuły
Zastanawia mnie, czy tytuły powinniśmy zapisywać po angielsku czy po polsku - w każdym razie przydałaby się konsekwencja, bo raz robimy tak, raz tak.
"John'ego" - straszny twór ;p
Albo "Johna", albo "Johnny'ego".
Ładna recenzja, pokazująca najważniejsze rzeczy :)
--
bezczelna i ruda
Ach, i jeszcze jedno -
Ach, i jeszcze jedno - tytuły powinno się zapisywać kursywą bądź w cudzysłowach, bo zlewają się z tekstem ;p Taka uwaga ogólna.
--
bezczelna i ruda
Wiem, że powinno sie
Wiem, że powinno sie kursywa zapisywac, ale za chińskiego boga ludowego nie jestem w stanie tego zrobić ;p Mogę tylko wkleic tekst z worda, ale wtedy kursywa idzie sie przejść ;p
A co do tytułów, to postaram sie pozmieniac na nagielskie, jak mnie juz ktos oświeci a propo tej kursywy.
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
Nad polem tekstowym masz
Nad polem tekstowym masz normalne symbole kursywy i pogrubienia "I" i "B". Zaznaczasz myszką fragment tekstu, kilkasz "I". Zaznaczasz kolejny, znów klikasz. Et cetera ;p
Ach, i bez względu na to, czy będziesz się trzymał nomenklatury angielskiej czy polskiej, to sądzę, że pod tekstem powinno się znaleźć coś w stylu: "Tytuł oryginalny/Tytuł polski".
A najlepiej to jeszcze informacje o filmie, jak w mojej recce "Wywiadu z wampirem" ;p
--
bezczelna i ruda
"Powiedzmy sobie szczerze
"Powiedzmy sobie szczerze – historia nie jest ani zaskakująca, ani wymyślna. Nie o historie jednak tu chodzi."
To jak nie o fabułę chodzi, to mi by się nie spodobał.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
No wiesz, to zależy... To,
No wiesz, to zależy... To, że w wiflmie wykorzystano taka czy taka kliszę, niekoniecznie musi oznaczać, że film jest słaby (tym bardziej, że na moja ocene prawdopodobnie wpłynął fakt, że już teoche filmów z taka fabułą się naoglądałem :P)
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
A przypuszczam, że i to,
A przypuszczam, że i to, że w ciągu ostatnich 40 lat wyprodukowano sporo innych o podobnej ;p
--
bezczelna i ruda
Jejku, ja się nie znam na
Jejku, ja się nie znam na takich a innych kliszach. Oglądam filmy głównie dla fabuły. Dla mnie film dobry - to taki, którego fabuła mnie ciekawi, a słaby - taki, który ma nieciekawą/zbyt naiwną/ nie trzymającą się kupy/ do bani* fabułę. No niestety, już mówiłam wielokrotnie - masz do czynienia z laikiem w kwestii technicznej kina.
*Niepotrzebne skreślić
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"