Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Punisher: WarZone.

Są takie dni, kiedy nie chce się robić nic. Dni, kiedy mózg wywiesza karteczkę „wyszłem, kiedyś wrócem”, a jakikolwiek wysiłek intelektualny przyprawia nas o rozstrój żołądka. Jakże miło wtedy włączyć sobie jakiś czysto rozrywkowy film, z masą akcji, wybuchów, strzelanin, trupów, tańczących striptizerek i cholera wie, czego jeszcze, prawda? A gówno…

Nad Punisherem zdecydowanie ciąży jakaś klątwa (zresztą nie tylko nad nim, ale to szczegół).Jak dotąd każda próba przeniesienia historii byłego żołnierza, mszczącego się na mafii za śmierć swej rodziny kończyła się mniejszą lub większą katastrofą. Pierwsza próba, choć filmowo chyba najlepsza, nie wykraczała poza poziom kina klasy B i niewiele miała wspólnego z pierwowzorem, aczkolwiek Dolph Lundgren był całkiem przekonujący w roli złamanego człowieka z buzującym pod skórą gniewem. Kolejna część, z Travoltą w roli czarnego charakteru, okazała się idiotyzmem, który do dzisiaj trudno zrozumieć. Strefa Wojny natomiast godnie kontynuuje tradycje serii i jest równie bzdurna jak poprzednie.

O czym opowiada Punisher? W ogromnym skrócie: Frank Castle, były żołnierz służb specjalnych, jest świadkiem, jak Cosa Nostra dokonuje egzekucji, co kończy się masakrą jego rodziny, którą wziął na piknik. Od tamtego czasu - jako Punisher - masakruje biednych mafiosów, wprowadzając ład i porządek tam, gdzie nie daje rady policja.
Proste? Proste. Standardowa historyjka o komandosie z traumą, szukającym zemsty za zamordowanie żony/córki/rodziny/kochanki/niani/psa/kota, jakich powstały miliony, zwłaszcza w złotych czasach Schwarzeneggera, Stallone’a. i Seagala. W teorii, można z tego wykroić całkiem zgrabny thriller, w której zemsta jest punktem wyjścia do rozważań na temat dobra i zła, z wnikaniem w głąb psychiki Punishera, gdzie większość dylematów obracałaby się na poziomie moralno – etycznym, z onirycznymi wizjami i koszmarami bohatera, przeplatanymi z dość krwawymi egzekucjami. Oczywiście nie każdy tak potrafi, więc bardziej prawdopodobne było, że powstanie typowy film akcji, z wybuchami, trupami i strzelaninami, a psychika i dylematy Punishera zostaną okrojone do niezbędnego minimum. Jak to zwykle bywa, w życiu zawsze jest pod górkę…
Pierwsze wrażenie jest pozytywne – film ma kategorię R, co oznacza, że mamy tam masę trupów i latających flaków. Cóż, kto jak kto, ale Castle grzecznym skautem przeprowadzającym staruszki przez jezdnie nie jest, więc fakt ten może cieszyć… przynajmniej do czasu pierwszej strzelaniny. Czyli jakieś pięć minut. Doprawdy, rozumiem, że dzisiejszy widzowie pożądają flaków i rozwalanych głów, ale cholera, panowie! Miejmy jakiś umiar! Gdy widzę Punishera, który szybkim cięciem odcina facetowi łeb, jedną łapą skręca kark babie a nogami łamie kolejnego gangstera, zastawą stołową masakruje następnych złoczyńców, po czym wiesza się na żyrandolu i naparza do wszystkich równo – wtedy mogę się tylko zacząć śmiać. A jeśli film akcji zaczyna śmieszyć, to chyba źle to wróży… Zresztą, przegiętych scen rozwałki jest więcej: Punisher jednym ciosem potrafi rozkwasić facetowi twarz (oczywiście posyłając go na łono Abrahama), do skaczących po dachach kolesi strzela z granatnika (jak wiadomo bardzo precyzyjna broń), a w końcówce wpada do budynku, masakruje jakiś pięćdziesięciu - sześćdziesięciu chłopa i jest w stanie rozwalić ścianę, rzucając na nią swojego przeciwnika. Potem oczywiście dalej tnie, sieka, dziurawi, rozrywa, kawałkuje, miażdży i pali. Brakuje jeszcze tylko, żeby ich polał sosem tabasco, posypał serem i zjadł. Huhu, how funny…

Oczywiście to nie koniec durnot: policja doskonale wie, kim jest Punisher, zna jego kumpli i lokalizację jego kryjówki, ale oczywiście nic z tym nie robi; główny zły – Jigsaw - przeżywa w sytuacji, w której powinien zdechnąć w męczarniach, a na dodatek wygląda niczym Leatherface z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną; agent FBI śledzący Franka jest w filmie chyba tylko po to, żeby dostawać po mordzie, itd…. Nie wiem, kto pisał scenariusz, ale zdecydowanie się do tego nie przyłożył – postacie są płaskie, bez życia a ich motywacje wydają się wzięte z domowego przedszkola. Zresztą, aktorstwo też kuleje: jest sztuczne, drętwe i bez polotu. W zasadzie tylko dwie postacie są zrobione na tyle dobrze, żeby mogły się podobać: sam Punisher (wreszcie odpowiednio brzydki i wredny) a także świrus James (brutalny i zabawny, zdecydowanie ciekawszy, niż Jigsaw). Wielka szkoda, że nie zadbano o dobrą podstawę scenariuszową, tym bardziej, że mimo wszystko było w tym filmie kilka ciekawych momentów, jak chociażby rozmowa z Micro w kryjówce, motyw z nabiciem na ogrodzenie czy wrzucenie faceta do maszynki mielącej szkło i jej uruchomienie (prawdziwie punisherowskie zagranie!).

Ogólnie rzecz biorąc – film jest kiepski. Nawet bardzo. Na trzeźwo nie radzę oglądać, bo was brak sensu zabije na miejscu. Natomiast na kilku piwach, tudzież na zakrapianą imprezę nadaje się wyjątkowo. Wasz mózg i tak już wtedy nie pracuje, więc obejdzie się bez zniszczeń.

Tytuł oryginalny: Punisher: War Zone
Tytuł polski: Punisher: Strefa Wojny

Produkcja:

Reżyseria: Lexi Alexander
Scenariusz: Nick Santora, Arthur Marcum, Matt Holloway
Muzyka: Christopher Franke
Zdjęcia: Steve Gainer
Scenografia: Martin Gendron
Premiera: 2008

Obsada:

Ray Stevenson – Frank Castle/Punisher
Wayne Knight – Linus Lieberman/Microchip
Dominic West – Billy Russoti/Jigsaw
Dash Mihok – Detektyw Martin Soap
Julie Benz – Angela Donatelli
Colin Salmon – Agent Paul Budiansky
T.J. Storm – Maginty
Doug Hutchison – Looney Bin Jim
Keram Malicki-Sánchez – Ink
Mark Camacho – Pittsy

Odpowiedzi

portret użytkownika Gotan

Akurat na imprezę

Akurat na imprezę urodzinową :P

"Klękajcie narody, oto Wielki_i_Mroczny ukazał swe oblicze! Niech będzie pochwalony Wielki Imperator! Za Imperium! Na pohybel Jedi!"

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Lorelay

Oki, spoko, ale kto tę

Oki, spoko, ale kto tę recenzję popełnił? Bo albo jestem ślepa, albo głupia, albo tu nie ma autora...

"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

portret użytkownika Vivaldi

Ja ją napisałem, tylko

Ja ją napisałem, tylko popieprzyłem coś przy dodawaniu i tak to wyszło ;p
III częśc chwały dodałem w ten sam sposób, więc tam jest pewnie podobnie ;p

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika tess

Jako że Vivaldi spowodował

Jako że Vivaldi spowodował niezłe zamieszanie, dołączyłam sprostowanie, kto pisał tekst :D
Przy chwale chyba nie trzeba?

portret użytkownika tess

O, widzę, że Vivaldi już

O, widzę, że Vivaldi już też zamieścił... oO

portret użytkownika Vivaldi

Zamieścił, zamieścił

Zamieścił, zamieścił ;p
Ale dzisiejszą miniature już dobrze dodałem :>

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika tess

Brawo! ;p

Brawo! ;p

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi