Watchmen: Strażnicy
Tonight the Comedian died…
Parafrazując słowa Roscharcha, można by powiedzieć, że w tym roku super-bohaterowie, jakich znaliśmy, umarli. Wszyscy ci zamaskowani, obdarowani super mocami wariaci i szaleńcy, pełni ideałów obrońcy ludzkości, przepełnieni złem, groteskowi łotrowie – wszyscy oni zostali starci z powierzchni ziemi jednym, mocnym podmuchem huraganu. Huraganu o nazwie Watchmen.
Mógłbym teraz opowiedzieć o fabule, intrydze, postaciach w nią zamieszanych. Mógłbym, gdyby chodziło o kolejny film z wyidealizowanymi strażnikami moralności; prawymi, dzielnymi, poukładanymi i brutalnymi na tyle, na ile pozwala kategoria PG – 13 dana przez dystrybutora filmu, którzy po skopaniu tyłków złym wracają do domu i w ciemnym kąciku zapoznają się bliżej z uratowana wcześniej kobietą. Ale w przypadku Watchmen jest to niemożliwe. Oparty na kultowym już komiksie Alana Moora łamie kanony superbohaterstwa w każdym punkcie, począwszy od scenariusza, kończąc na postaciach, zaś próby streszczenia ich skomplikowanych sylwetek zakrawają na coś w rodzaju świętokradztwa.
Wyobraźcie sobie alternatywne USA roku 1985, gdzie Nixon nadal jest prezydentem, Amerykanie wygrali w Wietnamie a zegar atomowej zagłady wskazuje pięć minut przed północą. Kraj, w którym pełno jest niesprawiedliwości, niegodziwości i zła, które zżera wszystko i wszystkich. Bohaterów, którzy mogą być wszystkim, tylko nie bohaterami: przerysowanych, bez super mocy, pełnych wątpliwości, gniewu, niezrozumienia dla otaczającego ich świata i emocjonalnych wahań. Półboga, mogącego sterować materią, ale tracącego ludzkie odruchy; machiavellicznego szefa ogromnej korporacji i najmądrzejszego człowieka na ziemi; silną, niezależną kobietę, która skrywa w sobie tłumione uczucia; pełnego ideałów bohatera, którego osłabia własna prostoduszność; socjopatę, który jest groźniejszy niż przestępcy, których wysyła do więzienia; w końcu szalonego komandosa, mającego własną wizję świata, od którego śmierci wszystko się zaczyna.
Fabuła jest rozbudowana, miejscami dość skomplikowana, z masą retrospekcji, dzięki którym fabuła nabiera niesamowitego rozmachu i niejednoznaczności, my zaś możemy poznać punkt widzenia i motywacje danej postaci, które zaprowadzą ją do zaskakującego finału (przynajmniej dla tych, którzy nie znają komiksu, choć w stosunku do oryginału został on znacznie zmieniony, także pod względem ideologicznym). Film, mimo swej długości (ponad 160 minut) pozbawiony jest przeraźliwych dłużyzn, trzyma w napięciu, zaskakując nagłymi zwrotami akcji i nieoczekiwanymi rozwiązaniami fabularnymi. Duża w tym zasługa postaci i relacji między nimi. To nie są X-meni czy inny Spiderman, których problemy emocjonalne plasują się na poziomie gimnazjalisty. Bohaterowie Watchmen – Roscharch, Dr. Manhattan czy Komediant – są ludźmi z krwi i kości, targanymi emocjami, mającymi własne traumy, starającymi się znaleźć swoje miejsce w tym brudnym świecie, wykorzystując do tego środki kojarzone z tymi, których powinni zwalczać. Tu nie ma bohaterów idealnych – rycerzy na białym koniu, ratujących dziewoje. Tutaj równie często się do nich strzela, a złoczyńców – najzwyczajniej zabija – polecam zwłaszcza fragment o Komediancie w Wietnamie i historię Roscharcha – znakomite sekwencje, w których doskonale widać, jak obcowanie ze złem wpływa na ludzi.
Cała ta brutalność jest widoczna gołym okiem. Nie chowa się za teatrzykiem cieni, posoką tryskającą na ścianę i odległymi krzykami. Tutaj śmierć – nawet, jeśli wydarzy się w przepięknej scenerii Antarktydy, zapierającego dech w piersi miasta, przywodzącego na myśl amerykańskie kino czarne czy chaosie więziennego buntu - ukazuje się w całej swej obrzydliwej postaci. Uwierzcie – film jest bardzo brutalny. Nie w sposób efekciarski, by zszokować widza. Strzelanie do ciężarnej kobiety, odcięcie rąk piłą tarczową, natychmiastowe odparowanie – wszystko jest pokazane w sposób wręcz naturalistyczny, chłodno, bez emocji, jako coś, co jest normalne dla świata przedstawionego. Jeśli doliczyć do tego jeszcze dosadne przedstawienie scen seksu i próby gwałtu, nie można dziwić się, że film dostał kategorię wiekową R. Cała ta przemoc, w połączeniu z pięknem wizualnym i efektami specjalnymi, robi to niesamowite wrażenie (choć zapewne pojawiłyby się głosy, krytykujące taką estetyzację zabijania).
Film oczywiście nie uniknął błędów. Część scen, zwłaszcza w końcówce, można by bez większych strat wyciąć; nie każdemu musi pasować jawnie przerysowany charakterów herosów a wydarzenia na ekranie momentami wydają się być idealne raczej do subtelnego przedstawienia, niż pokazania wszystkiego bez ogródek (mam tu na myśli zwłaszcza scenę seksu w Archiem). Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki świetnemu aktorstwu (boski Jackie Earl Haley w roli Rorschacha!), dobremu scenariuszowi, wyśmienitej oprawie audiowizualnej i bezkompromisowości w podejściu do kina super bohaterów, Watchmen jest jednym z ważniejszych i najlepszych filmów tego nurtu i kina w ogóle. Zdecydowanie warto poznać.
Piotr „Vivaldi” Sarota

Tytuł oryginalny: Watchmen
Tytuł polski: Watchmen: Strażnicy
Produkcja:
Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: David Hayter na podstawie komiksu Alana Moore i Dave'a Gibbonsa
Muzyka: Tyler Bates
Zdjęcia: Larry Fong
Scenografia: Alex McDowell
Kostiumy: Michael Wilkinson
Montaż: William Hoy
Produkcja: Lawrence Gordon, Deborah Snyder, Lloyd Levin
Rok produkcji 2009
Czas trwania: 157 minut (wersja kinowa), 191 minut (wersja reżyserska)
Obsada:
Malin Akerman - jako Laurie Jupiter/Juspeczyk vel Jedwabna Zjawa II
Billy Crudup - jako Jon Osterman vel dr Manhatan
Matthew Goode - jako Adrian Veidt vel Ozymandiasz
Carla Gugino - jako Sally Jupiter vel Jedwabna Zjawa
Jackie Earle Haley - jako Walter Kovacs vel Rorschach
Jeffrey Dean Morgan - jako Edward Blake vel Komediant
Patrick Wilson - jako Dan Dreiberg vel Nocny Puchacz II
Stephen McHattie - jako Hollis Mason / Nocny Puchacz
Matt Frewer - jako Edward Jacobi / Moloch
Carrie Genzel - jako Jackie Kennedy
Danny Woodburn - jako Big Figure
Niall Matter - jako Mothman
Laura Mennell - jako Janey Slater

















































Odpowiedzi
No popatrz, jak nie lubię
No popatrz, jak nie lubię superbohaterów, to to mnie zainteresowało. Tjaaa... huragan. Chyba mnie też zmiecie do kina.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"