Kolor Magii wg Pratchetta
Prawa marketingu są nieubłagane - zrobiłeś grę, która odniosła sukces? Narysowałeś doskonały komiks? Napisałeś bestseller? To rygluj drzwi już teraz, bo wcześniej czy później zapuka do ciebie smutny pan w garniturze, z propozycją zekranizowania twojego dzieła.
Jeśli się zgodzisz (a długi ciąg zer poprzedzony jedynką widniejący na czeku na pewno cię przekona) to masz dwie możliwości: albo trafisz na jakiegoś wizjonera, który weźmie twoje dzieło i przerobi go na świetny film, zarówno pod względem finansowym, jak i artystycznym ("Władca Pierścieni", "Sin City") albo przypadnie ci jakiś reżyser - wyrobnik, który zaakceptuje i wyreżyseruję każdą poprawkę, jaką narzuci producent ("Dragon Ball", "Harry Potter"). Kto trafił się więc Pratchettowi?
Nie trzymając ludzi w niepewności - ni jedno, ani drugie. Ale jak to mawiają Anglicy: first things first. Za przeniesienie na ekran twórczości Pratchetta (przez długi czas opierającej się modzie na ekranizację) zabrała się w 2008 roku angielska BBC, tworząc najpierw "Wiedźmikołaja", a następnie opisywany tutaj "Kolor Magii" którego historia - jak to bywa w świecie Dysku - jest zarazem prosta, jak i skomplikowana.
Ankh - Morpork, pod rządami wielce szanowanego (ze strachu) patrycjusza Vetinariego jest znane z dwóch rzeczy: zalegalizowanej przestępczości i Niewidzialnego Uniwersytetu, do którego uczęszcza niewydarzony mag Rincewind. A właściwie uczęszczał, bo za brak postępów w nauce został z niego wydalony. Na dodatek - żeby kłopotów nie było zbyt mało - do miasta przybywa dziwaczny człowiek - turysta, zwący się Dwukwiatem. Osobnik tyleż sympatyczny, co naiwny, na dodatek zatrudniający naszego maga nieudacznika w charakterze przewodnika, co się na samym Rincewindzie zresztą bardzo źle odbije. A jeśli dodać do tego nadambitnego maga Trymona, któremu marzy się nadrektorski kapelusz i zbliżającą się zagładę świata... oj tak, będzie ciekawie.
Serial - pomimo telewizyjnego rodowodu - pozytywnie zaskakuje. Nie wiem, jaki był budżet, przyznać jednak muszę, że to, co oglądać możemy na ekranie wygląda wyjątkowo zachęcająco. Podobać się może zarówno majestatyczny żółw, na grzbiecie którego spoczywa dysk, siedziba Niewidzialnego Uniwersytetu, smoczy zamek (razem z samymi smokami), królestwo na skraju dysku, olbrzymi troll skalny, miasto Ankh - Morpork, czy wreszcie dom Śmierci, z wyjątkowo ciekawym wystrojem wnętrz. Nieźle prezentują się statyści - złodzieje są przebiegli, zabójcy dostojni a magowie pękaci i durni, tak samo jak w książce.
Osobny akapit należy poświęcić aktorom. Każdy chyba zgodzi się, że postacie z książek Pratchetta to wyjątkowo ciekawe indywidua, więc kwestia doboru artystów była wyjątkowo ważna. Przyznać muszę, że rozwiązano ją bardzo dobrze. Doskonałe wrażenie sprawia Sean Astin w roli Dwukwiata (świetnie zagrał naiwniaka w różowej koszulce), David Bradley w roli Cohena Barbarzyńcy (co prawda mało kościsty, ale świetnie seplenił), Jeremy Irons jako Patrycjusz (toczka w toczke jak Vetinari, zupełnie jakby się nim urodził), Christopher Lee, któremu przyszło zagrać Śmierć (ACH, TEN GŁOS!) a także - czy wręcz przede wszystkim - Tim Curry jako Trymon. Niby wyrobnik, który znalazł sobie aktorską niszę, ale chyba nikt nie potrafi tak zagrać komediowego, czarnego charakteru jak on. Jedyne, co mi nie pasowało w tym względzie, to David Jason jako Rincewind. Owszem, gra nieźle, jego postać jest tchórzem i krętaczem, ale... cholera, za stary trochę jest...
Oczywiście mógłbym powiedzieć o jeszcze wielu rzeczach, jak choćby o muzyce (niezłej), masie odwołań do innych tekstów (począwszy od "Gwiezdnych Wojen" na Cormanowskich adaptacjach Poe'go kończąc), miłych dla oka postaciach pobocznych (Kufer! Kufer!), a także ponarzekać trochę (choćby na pominięcie niektórych wątków, wymaganych do skrócenia filmu, pewnego uproszczenia całości, dłużyzn w niektórych momentach, mało wyrazistej roli choćby takiego bibliotekarza czy momentami totalnie angielskiego humoru, którego wiele osób zupełnie nie zrozumie), ale w sumie po co? To, co jest chyba w zupełności wystarczy, żeby wiedzieć, film jest obowiązkowo do obejrzenia dla każdego fana nie tylko świata Dysku, ale fantasy w ogóle.
Tytuł polski: Kolor Magii
Tytuł oryginalny: The Colour of Magic
Data premiery: 2008
Produkcja: The Mob
Obsada:
Sean Astin - Dwukwiat
David Jason - Rincewind
Christopher Lee - Śmierć (głos)
Tim Curry - Trymon
James Cosmo - Cohen Barbarzyńca
Jeremy Irons - Havelock Vetinari, Patrycjusz Ankh-Morpork
Nicholas Tennant - Bibliotekarz
Karen Shenaz David - Liessa
Liz May Brice - Herrena
Terry Pratchett - Astrozoolog #2

















































Odpowiedzi
No popatrz, a ja nie
No popatrz, a ja nie widziałam. Z tego co czytam, muszę koniecznie to zmienić.
Kawał ładnej, zgrabnej, wyrazistej recenzyjki. Chyba przyznasz, że wracasz do formy, co? :P
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć."