Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Bo Bóg jest kobietą, a Szatan sie zakochał cz. VI

Narzeczona, narzeczona… cholera, poczułam się zrobiona w konia. W końcu, co innego, jak syn ci z dumą przedstawia swoją dziewczynę, a co innego, gdy narzeczoną pod dach sprowadza. To już jest grubsza sprawa – w końcu człowiek nie zaręcza się z każdym, a i to dopiero po odpowiednio „dogłębnym” poznaniu partnera. Dogłębnym… tak, to było dobre słowo. Oczywiście nowa sytuacja nieco mnie wytrąciła z równowagi, z drugiej strony… jeśli dziewczyna jest choćby w połowie tak inteligentna, jak ładna, myślę, że Michałowi będzie dobrze…
Zamknęłam drzwi i weszłam do salonu: mój Zygfryd siedział razem z Emesą na kanapie, obejmując ją tymi swoimi wielgachnymi ramionami i uśmiechając się cały czas, podczas gdy ona opowiadała mu o uciążliwej podróży, wrednym babsztylu z PKP i namolnych pijaczkach na dworcu. Sielski obrazek, aż mi się łezka w oku zakręciła…
Szybko się przebrałam, ocuciłam (nie wypada przecież gościa na kacu przyjmować) i weszłam do pokoju; gołąbeczki ani na moment nie traciły dobrego humoru. Z pewnym rozbawieniem spoglądałam na Michała, który bardzo chciał Emese pocałować, ale niekoniecznie wiedział, jak się do tego zabrać. Biedaczysko.
- Michaś, rozumiem, że się cieszysz z wizyty swojej… narzeczonej, ale witanie jej w samych gaciach chyba nie jest do końca właściwie. – Zygfryd spalił lekkiego raka i pobiegł do swojego pokoju się ubrać. Wrócił po chwili w swoim czarnym rynsztunku i moją „ulubioną” koszulka z kozłem, która najwyraźniej przypadła do gustu jego wybrance. – Poza tym wypadałoby zrobić zakupy. Lodówka świeci pustkami, a nasz gość z pewnością jest głodny…
- No, w sumie… Emesa, chcesz iść ze mną?
Spojrzałam na niego krzywo.
- Dziewczyna przyjechała tu pieron wie z jak daleka, a ty znów ją gdzieś wyciągasz? Nie dasz jej odpocząć i z twoją matulą porozmawiać?
- No idź, idź, dasz sobie radę. – dziewczyna uśmiechnęła się. – Ja tu na ciebie poczekam.
Mój wiking kiwnął głową i wyszedł. Ja tymczasem przyniosłam dwie filiżanki herbaty (czyli właściwie jedyną rzecz, która mi została i która mogła posłużyć za poczęstunek) i usiadłam obok Emesy. Wydawała się nieco spięta, ale nadrabiała to ładnym uśmiechem. Serio, coraz mniej się dziwiłam, że Michał stracił dla niej głowę.
- Przepraszam, że tylko tyle jestem w stanie zaoferować, ale wczoraj zjedliśmy z Michałem niemal wszystko i ten, no…
- Naprawdę nic nie szkodzi! – dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie; głos też miała wcale ładny. Czy Zygfryd nie mówił, że śpiewa w zespole? – Ja wielkich wymagań nie mam. Choć powiem pani, że miałam trochę stracha…
- Stracha?
- Tak. Bo w Norwegii Michał, gdy tylko o pani mówił…
- Mów mi Viktoria. Z tą panią czuję się jak stara rura…
- Dobrze. – kiwnęła wesoło głową. – No więc zawsze mówił o tobie z takim… szacunkiem. I trochę strachem. „Bo moja matula wie najlepiej…”, „Bo moja mama mnie tak nauczyła…”, „Matula nigdy by mi nie pozwoliła…” – przy każdej okazji podkreślał, jaka jesteś wyjątkowa, mądra i jednocześnie szalenie wymagająca. Powiem szczerze – bałam się, że jak przyjadę tutaj, to spotkam jakiś posąg, herod babę, uwielbiającą trzymać wszystko w ryzach. Że na dzień dobry zaliczę krechę i zrobię Michałowi wstyd…
Spojrzałam na dziewczynę i autentycznie ego urosło mi do niebotycznych rozmiarów. Cholera! Wzruszałam się! Ja tu na Zygfryda narzekam i się wyzłośliwiam, a tu okazuje się, że on naprawdę kochanym synem jest! No, pomijając może jego wygląd i podpisany cyrograf z Szatanem…
- No cóż, chyba nie możesz narzekać na fakt, iż nie okazałam się wielką jak szafa herod babą?
- Oczywiście, że nie. I przepraszam bardzo za to przy drzwiach. – Emesa spłoniła się lekko. – Gdy cię zobaczyłam, przez chwilę naprawdę myślałam że Michał sobie jakąś inną znalazł…
- Niech by spróbował! – powiedziałam głośno. – Zostawić taką uroczą dzieweczkę!
Obie wybuchłyśmy śmiechem
- A tak właściwie… to jak się poznaliście?
- No cóż… trochę skomplikowana to historia. – dziewczyna się zafrasowała i zdjęła koszulę, odsłaniając ładne, choć wytatuowane ramiona. – Kiedyś grałam w podrzędnym zespoliku rockowym, z którym występowałam w małych klubach. Po jednym koncercie zdarzyło mi się upić, ale tak porządnie, niemal w trupa. W sumie… w tamtych czasach zdarzyło mi się to dość często… W każdym razie nie wiem jak, ale wylądowałam u Michała. W łóżku…
Uśmiechnęłam się. Ach ci rockmani, zawsze to samo. Sex, drugs & rock’n’roll. A potem człowiek budzi się z pustym portfelem, bez spodni i obolałym tyłkiem gdzieś na zapleczu jakiegoś klubu. Uprzedzając pytanie: nie, wcale nie zostawiłam tak jednego z moich facetów…
- Oczywiście nieco się zirytowałam, bo nie dość, że byłam w jego łóżku, to jeszcze całkiem bez ubrania. – kontynuowała. – Chyba mu nawet mocno nawrzucałam… Dopiero kilka dni później moja przyjaciółka mi zrelacjonowała, co się stało. Podobno gitarzysta i basista postanowili skorzystać z mojej… niedyspozycji. Tyle że nie zdążyli, bo Michał nieźle ich pokiereszował, zanim cokolwiek zrobili. Wziął mnie do siebie, bo nie mógł wyciągnąć adresu. Mówił mi później, że na moment odzyskałam przytomność i zarzekałam się, że go zgwałcę… Może to lepiej, że tego nie pamiętam… W każdym razie nawet mnie nie tknął. I nawet po moją koleżankę zadzwonił, żeby sprawdziła, czy ze mną wszystko w porządku… Jak się tego dowiedziałam, to poczułam się jak ostatnia szmata…
- No i co zrobiłaś?
- Kupiłam tabliczkę czekolady i poszłam go przeprosić. Tak, wiem że to głupie z tą czekoladą, ale nic innego mi do głowy nie przyszło…
- A on co na to?
- Uśmiechnął się, poczęstował czekoladą i zapytał, czy bym nie chciała zostać jego dziewczyną.
Omal nie zadławiłam się łykiem herbaty, który akurat wzięłam do ust. Emesa doskoczyła do mnie i zaczęła walić po plecach aż dudniło, podczas gdy ja prawie płuca sobie wyplułam. Na szczęście przeżyłam.
- Tak po prostu? Wziął czekoladę i zaproponował związek? A ty się zgodziłaś?
- No tak… - dziewczyna wzruszyła ramionami; była nieco zakłopotana, choć nie do końca wiem, czy to ze względu na siebie, czy Michała. – Po prostu… wydało mi się to jakieś takie… miłe. Zawsze próbowano mnie poderwać albo ordynarnie, albo jakimś wymyślnym sposobem. A potem i tak się okazywało, że wszyscy chcieli mnie przelecieć…
Bądźmy szczerzy: byłam w szoku. Wiele rzeczy byłam sobie w stanie wyobrazić, ale z pewnością nie sytuację, gdzie mój Zygfryd właściwie jednym ruchem wyrywa taką laskę! Oczywiście omal nie umarłam z powodu jego naiwności i podejścia do kobiet. Z drugiej strony… taki zdobywca… nie ma wątpliwości: moja krew!
- Poza tym, przy bliższym poznaniu okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań, bawią nas te same rzeczy, nawet jedzenie lubimy podobne. Co prawda czasem czułam się przy nim dziwnie – w końcu jest świetnym prawnikiem, a ja tylko absolwentką Akademii Sztuk Pięknych, w dodatku niespecjalnie utalentowaną – ale zawsze był dla mnie taki miły, gotowy spełnić każdą moją zachciankę. No i świetnie gra na gitarze, a ja potwornie wręcz uwielbiam gitarzystów…
Uśmiechnęłam się krzywo na wspomnienie diabelskich dźwięków dobywających się z instrumentu Michała, ale nic nie powiedziałam. W końcu nie miałam powodu, by włazić butami w gusta tej dwójki, tym bardziej, że najwidoczniej do siebie pasowali i było im dobrze. Gdyby nie ten cholerny cyrograf… ale nie wszystko jeszcze stracone. Wcześniej czy później wyciągnę ten świstek papieru od tego cholernego diabła…
Z Emesą porozmawiałam jeszcze kwadrans, zanim w końcu wrócił mój Zygfryd, obładowany siatkami pełnymi zakupów. Trochę mi oko zbledło, gdy zobaczyłam rachunek, ale cóż… czegóż się nie robi dla swego pierworodnego, zwłaszcza gdy mu luba się do domu sprowadzi… A właśnie, w kwestii wprowadzania…
- A tak na marginesie, to gdzie twoje bagaże? – zapytałam wychylając się z kuchni, gdzie przygotowywałam obiad. – Nic ze sobą nie przywiozłaś…
- Nie chciałam się nikomu zwalać na głowę, więc wynajęłam mieszkanie w kamienicy. Niestety, wysłałam swoje rzeczy innym pociągiem i dotrą tu dopiero jutro… Mam nadzieję, że to nie byłby problem, gdybym mogła na tą jedną noc zostać u Michała…
- Ależ oczywiście! To żaden problem! – powiedziałam, machając nacią marchewki. – Jak tylko skończę, posprzątam pokój córki, żebyś mogła się wygodnie przespać…
- Oj tam, matula, nie rób sobie kłopotu. U mnie łóżko duże, to się we dwójkę zmieścimy… -
Nie wiem, czy Michał zauważył mój ciężki wzrok, spoczywający na jego barczystej sylwetce, ale uśmiechnął się niepewnie. Kiwnęłam palcem, by podszedł. – Ale ten, no… mam dla ciebie niespodziankę Ema! Tam, w pokoju, na łóżku, leży prezent… mam nadzieję, że się spodoba…
Dziewczyna zaciekawiona pobiegła do pokoju, podczas gdy Zygfryd niepewnie zbliżył się do mnie. Nie dziwię mu się – dziwię się sobie. Zachowuję się jak stara kwoka. Co mi przeszkadza to wspólne spanie? Myślałby kto, że ja sama święta byłam… No ale podobno matki już tak mają, że przeczulone są na punkcie własnych pociech. Zwłaszcza, jeśli te mają posturę niedźwiedzia i nastawienie pluszowego misia.
- Mam nadzieję, że nie będę się musiała za ciebie wstydzić. – pogroziłam Michałowi kawałkiem marchewki. – I że będziesz umiał się zabezpieczyć…
Zygfryd spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.
- O czym matula mówi?
Wszyscy diabli, jakaż ta młodzież niedomyślna dzisiaj… Żebym ja na starość musiała wykładów udzielać…
- Jesteś z Emesa już długo prawda?
- Prawda.
- Wyjątkowo seksowna z niej dziewczyna, prawda?
- Oj tak…
- Kochacie się, czy tak?
- No tak…
- Właśnie. A jeśli dziewczyna jest seksowna, a na dodatek kocha cię z wzajemnością, to wcześniej czy później wszystko skończy się w łóżku. A skoro ona będzie blisko pod ręką, to chcę mieć pewność, że nie będę musiała się za ciebie w tej kwestii wstydzić… O co chodzi? Co się tak wiercisz?
Michał podrapał się po głowie i schował ręce za plecy. Zawsze tak robił, gdy się czegoś wstydził.
- Bo wiesz mamo… my ten, jeszcze jakoś tak… znamy się już trochę, ale… nie było okazji i… jak to w ogóle ma być…
- Mów po ludzku!
Michał w odpowiedzi nachylił się nade mną i zaczął szeptać do ucha, a gdy skończył, popatrzyłam na niego jak na kosmitę; oczy zrobiły mi się wielkie niczym spodki. Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć: z pokoju wybiegła Emesa, trzymając w ręce pluszową kozę, rzuciła się Michałowi na szyję, niemal zwalając go z nóg i zaczęła całować. Ja zaś stałam niczym słup soli starając sobie poukładać wszystko w głowie. Wychodziło ni mniej, ni więcej, że mój Michaś jeszcze nie spał z Mesą i na dodatek nie wiedział nawet, jak się za to zabrać! A ty sobie głupia kozo wyobrażałaś czort jeden wie, co…

***

Sobota przyszła zdecydowanie zbyt szybko. Oczywiście normalnie bardzo bym się z tego faktu cieszyła, bo i na drogach mniejszy ruch i można bez przeszkód wykręcać rekordy prędkości na motocyklu, i w telewizji jakoś lepsze filmy wieczorami nadają... Nie mówiąc już, że w mojej ulubionej restauracji w soboty mogłam zjeść za pół ceny, co w przypadku małego wypadu we dwoje było kuszącą okazją. Niestety, ostatnimi czasy jakoś nic z tego nie wychodziło, głównie z powodu braku towarzystwa. Gdzież się podziali ci szarmanccy mężczyźni z trzydniowym zarostem na twarzy i rozchełstaną koszulą? Gdzie ci harleyowcy na ryczących maszynach? Wychodzisz na ulicę i masz wrażenie, że grasz w „Seksmisji” – wokół albo jakieś androgyny, metro chłoptasie nieznanej proweniencji albo tuczone na popcornie chodzące beczki. Przestajesz się wtedy dziwić, że większość ładnych dziewczyn jest lesbijkami…
Z drugiej strony… przypomniałam sobie Nathaniela. Oj tak, z takim to można by się zabawić. Co prawda zdawał się nieco zdenerwowany, gdy wszedł do środka, ale jakbym sama była facetem i weszła do własnego mieszkania, padłabym trupem na miejscu. Pewnie sobie wyobrażał jeszcze, żem mężatka albo co…
Oparłam się o drzwi szafy i wyobraziłam, że przychodzi do mnie, z tym swoim szatańskim uśmiechem i pudełkiem czekoladek, wchodzi do środka, pijemy razem Old Smugglera, a potem zaczyna mnie całować: od szyi w dół, przez piersi i brzuch, nadal w dół i w dół… i wtedy…
Trzasnęłam łbem o otwarte drzwi szafki, usłyszawszy za sobą przeraźliwe skrzeczenie.
- Witaj Viktorio! – Amantes usiadł na parapecie i zatrzepotał skrzydłami, zdając się nie być zainteresowanym czarownicą siedzącą na podłodze w samym szlafroku, trącą obolały łeb. – Widzę, że jak zwykle nieprzygotowana na sabat. Nic nowego…
- Zamknij się, przebrzydły indorze… nie widzisz, że cierpię?!
- Szczerze mówiąc, widzę tylko tyle, że masz zgrabne nogi. – sęp zaśmiał się cicho, ale szybko się zreflektował, gdzie jest i jak przedstawia się układ sił. – Ale nie musisz już dłużej cierpieć, jako że sabat odwołany!
- Odwołany? – zdziwiłam się mocno; nie przypominałam sobie, żeby jakiś sabat dotychczas odwołano. - Czemu niby?
- Szatan poszedł w tango. Nawet Grima nie wie, gdzie on jest. Podobno miał ostatnio trudny okres, jakieś stany depresyjne…
- I nie ma go… tak całkiem?
- Tak, nie ma go całkiem. Wsiąkł, przepadł jak kamień w wodę, szukaj wiatru w polu, nie ma, nada, zero, null! – Amantes zatrzepotał skrzydłami; coraz mocniej zaczynał przypominać przerośniętą papugę. – Roboty kupa, remont na karku, pensje do wypłaty a ten gdzieś spyla. Zero odpowiedzialności, zero pomyślunku, tylko ta cholerna, młodzieżowa pogoń za sensem istnienia…
Sęp mówił i mówił, i mówił, ale szczerze mówiąc miałam to w poważaniu. Liczyło się tylko jedno: sabat odwołany! Cóż za niespodziewany prezent od losu! Żadnych napalonych czarownic, orgietek, rozmów o dupie maryni, sztucznych uśmiechów i udawania, że bawisz się jak nigdy! Michał z Emesą na małej wycieczce we dwoje, więc całe mieszkanie tylko dla mnie! Ha, już dawno nie miałam takiego komfortu! Teraz tylko relaks, kąpiel i nastrojowa muzyka! Żyć nie umierać!
- Widzę, że ani trochę nie zmartwiło cię zniknięcie szefa?
- Oczywiście, że nie do cholery! Dzięki temu mam wolną sobotę! – zakręciłam się wkoło i upadłam na fotel. – Ostatnią rzeczą, jaką chcę, to oglądanie tego płaczliwego nastolatka!
- Narzekasz… ja tam sabaty lubię. A taka na przykład Pati… te jej ogniste włosy, długie nogi, pełne piersi… palce lizać!
- Gadasz zupełnie, jakbyś planował ją przelecieć, - zaśmiałam się na wyobrażenie czarnego sępa stękającego nad wypiętym tyłkiem Pati. – W twoim przypadku mogłoby to być trochę trudne…
- Śmiej się, śmiej! Kiedyś wyglądałem tak, że by ci oko zbielało! Mogłem mieć każdą i to na najlżejsze skinienie! – Amantes trzepnął skrzydłem, szykując się do lotu. – A przy okazji, pogratuluj Michałowi ode mnie. Podobno jego płyta zbiera świetne recenzje. No, bywaj!
Jasne, jasne, z pewnością by mi zbielało… machnęłam ręką, by okno łaskawie się zamknęło i nie wiało tak z zewnątrz. Nie lubię przeciągów. Zwłaszcza jak jestem niekompletnie ubrana…
Przerzuciłam zawartość szafy do góry nogami, tym razem w poszukiwaniu czegoś lekkiego i zwiewnego, co pasowałoby do mojego radosnego nastawienia. Jak na złość akurat nie było niczego jasnego i kolorowego, więc zdecydowałam się na prostą, czarną sukienkę na ramiączkach, z miłym, czerwonym podbiciem i takimi szwami. Przejrzałam się w lustrze – jak w mordę strzelił, hoża studentka epoki dzieci kwiatów. Brakuje tylko miłego chłopca i Hendrixa w tle…
Odgłos dzwonka wyrwał mnie z marzycielskiego nastroju. Zaklęłam cicho: kogóż tu znowu przywiało o tej porze? Pomyślmy… rachunki zapłacone, czynsz uregulowany, straty moralne dla dewotki spod jedynki wynagrodzone… może to Miauczyński? Jeśli znowu przyszedł mi truć koło tyłka, że kota mu zjadłam, jak dzieci swoje kocham, wezmę tę jego laseczkę i wsadzę tam, gdzie wzrok nie sięga!
Wyobraźcie więc sobie moją minę, gdy za drzwiami zobaczyłam Nathaniela…

Odpowiedzi

portret użytkownika Vivaldi

Kolejny kawałek dodany, ale

Kolejny kawałek dodany, ale mam wrażenie, że takiego szajsu juz dawno mi sie nie udało napisać...

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika Lorelay

Przeczytamy - ocenimy. Ja już

Przeczytamy - ocenimy. Ja już dzisiaj nic nie przeczytam...

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi