Prolog: God, save the Queen
Lustmord odsunął nieco zasłonkę. Za oknem majaczyła się ciemna bryła Manchesteru, ze swoją plątaniną rur i olbrzymich kotłów zasilających miasto w energię. Niebo zasnuwały gęste, czarne chmury popiołów, wypluwanych z przepastnych trzewi Brytyjskich Zakładów Fabrycznych Bishopa. Gdyby czuł cokolwiek, z pewnością skręciłoby go od zapachu siarki.
- Jest pan Amerykaninem? – usłyszał nagle za plecami.
Tuż obok siedział mężczyzna, na którego wcześniej nie zwrócił uwagi, choć z pewnością jechał tym pociągiem od dawna. Twarz miał pociągłą, ale sympatyczną, oczy wesołe, wąsy starannie wypielęgnowane, podobnie jak włosy, ukryte pod czarnym melonikiem. Angielski gentleman. W dłoni trzymał gazetę; nagłówek krzyczał dramatycznie: „Teksas płonie!”
- Tak, jestem… Amerykaninem.
- Ha, od razu wiedziałem! – mężczyzna ucieszył się i pomachał gazetą. – Kapelusz pana zdradził. Kowbojski, prawda? Nikt tu takich nie nosi.
- Owszem, nie nosi…
- Niech mi pan powie, czy to prawda, że w Ameryce ludzie zabijają swoich murzyńskich obywateli i wieszają ich przed kościołami, a psom pozwalają gwałcić czarne kobiety?
- Nie. – Lustmord z powrotem zwrócił się w kierunku okna - Sami je gwałcą.
Gdzieś daleko zamajaczyło się światło, barwna plama żółci, czerwieni i pomarańczu na tle czarnego jak sadza nieba.
- Już świta?
- Nie, proszę pana. – powiedział gentleman wkładając okulary na nos. – To Zakłady Włókiennicze Carpentera. Trzeci dzień będzie, jak płoną. Widocznie, znów się przeniosło na jakiś budynek. Dobrze, że wziął pan ze sobą maskę. Strasznie tam cuchnie.
Lustmord nie odpowiedział nic. Chwilę potem pociąg wjechał na stację i Anglik pożegnał się, życząc powodzenia.
***
W okolicach Cannon Street minął dwa rozpędzone beczkowozy, buchające parą z kotłów, wraz z załogą ogniową. Przeszedł jeszcze kawałek i zobaczył kilka kamienic, stojących w ogniu. Płonęły dwa pierwsze piętra, podczas gdy na trzecim i czwartym tkwili jeszcze ludzie, walczący z ogniem i duszącym dymem. Stojąca przed wejściem brygada rozwinęła duże płachty, w celu łapania skaczących przez okno. W pewnym momencie matka wypchnęła przez okno dwójkę swoich dzieci, które zostały złapane, by potem – nie zauważywszy znaków brygady – samej wyskoczyć i roztrzaskać się na bruku. Nagle ktoś krzyknął – z płomieni wyskoczył młody chłopak, na oko siedemnastoletni, trzymając pod pachą sporej wielkości szkatułkę.
Szabrownik.
Rzucił się do ucieczki, ale nie zdążył; któryś z brygadzistów chwycił toporek i z impetem uderzył nim chłopaka w kark. Martwe ciało upadło na ulicę. Jak się później okazało, nie ostatnie.
***
Pochód, który migał mu między domami, zatarasował mu drogę dopiero przy Kings Street. Rzeka ludzi w różnym wieku, kobiet, mężczyzna i dzieci przelewała się przez ulicę, wznosząc gniewne okrzyki i złorzecząc na świat. Jakaś wypudrowana damulka podeszła do niego i wcisnęła mu w dłoń kilka kartek papieru, ze słowami „Nie damy się zepchnąć na boczny tor! Razem będziemy silni!”. Lustmord spojrzał na tłum, na nieprzerwany potok ludzkich sylwetek, porażających swoją brzydotą i upodleniem, zupełnie jak bydło, idące na rzeź. W powietrzu powiewały flagi, niesiono tablice z napisami „Śmierć pijawkom!”, „Zabić wrogów Anglii”, „Nie damy się zagłodzić” i innymi, podobnymi. Wszyscy ci mieszkańcy byli zapewne robotnikami, zwolnionymi po wprowadzeniu nowych przepisów w Zakładach Włókienniczych Carpentera i Fabryce Maszyn Królowej Elżbiety.
W Anglii ludzie maszerują na ratusz, wieszając przedsiębiorców na latarniach. W Ameryce biali zabijają murzynów i zatykają ich głowy na płotach, a w Europie Środkowej z głodu rozpoczęli wojnę, by żołnierze mogli pożywić się na wrogu. Świat oszalał.
***
Kilkanaście minut później trafił na ulicę uciech. Burdele stały po obu stronach, nie niepokojone przez nikogo, a prostytutki bez skrępowania łapały klientów na ulicy, pozwalając im na zapoznanie się z towarem. Lustmorda w kilka chwil oblepiła chmara dziwek, obiecując niebiańskie rozkosze za niewygórowaną cenę. Większość z nich miała najlepsze lata za sobą, sprzedawszy je za grosze, oddawszy obcym swoje wdzięki i młodość. Obok nich było jednak także i kilka młódek, z uśmiechem podwijających spódnicę i wabiących tak jurnych młodzieńców, jak i bogatych starców. Mężczyzna odepchnął dziwki i wszedł w ciasną, ciemną uliczkę, z rzadka oświetlaną lampami oliwnymi. Nagle usłyszał dziwny dźwięk, jakby ktoś rozbijał arbuzy na bruku. Przeszedł jeszcze kawałek i w jednej z odnóg ujrzał, dobrze oświetlonego, gentlemana z pociągu. W zakrwawionej ręce trzymał wąski nóż, którym otwierał klatkę piersiową młodej dziewczynie o rudych włosach. Zobaczywszy znajomego, mężczyzna uśmiechnął się i uniósł melonik w pozdrowieniu. Lustmord odwzajemnił gest i poszedł dalej.
***
Z wnętrza kościoła dobiegał odgłos organowej muzyki. Wszedł do środka, zaciekawiony. Z ołtarza patrzył Chrystus w złotej aureoli. Patrzył na ten szalony świat i płakał krwawymi łzami, a jego lament odbijał się głucho w ciemnym wnętrzu świątyni, nie docierając do nikogo.
Wszedł na chór. Gdzieś w kącie kochała się młoda para, nie przejmując się tym, co dzieje się na zewnątrz. Na przewróconych krzesłach poniewierała się stara odzież, zostawiona zapewnie przez żebraków. Zajrzał głębiej.
Przy organach – ogromnych, pięknych organach o potężnym, mistycznym głosie – siedziała mała, kilkuletnia dziewczynka o złotych włosach i grała. Grała ze sprawnością godną mistrza, z zapamiętaniem i energią, a dźwięki wychodzące z instrumentu – dźwięki posępne, złowieszcze i ponure – idealnie pasowały do tego, co działo się na zewnątrz.
Zauważywszy obecność Lustmorda, przestała grać na chwilę i spojrzała na niego.
- Czego szukasz? – zapytała z dziecięcą ufnością.
- Zarządcy miasta. – odpowiedział, siadając na kamiennym stopniu. – Chcę go zabić.
- Spóźniłeś się.
- Czemu?
- Widziałeś tych ludzi, którzy szli, wymachując flagami? Złapali zarządcę i jego żonę, i zatknęli ich głowy na piki. Teraz idą je ustawić w centrum miasta.
To powiedziawszy, dziewczynka wróciła do gry, a melodia zabrzmiała jeszcze głośniej, jeszcze potężniej niż poprzednio. Wydawało się, że zaraz otworzy się niebo i piekło, a całą ziemię zaleje deszcz ognia i siarki; że lada chwila Chrystus zejdzie na ziemię, by dokonać Sądu Ostatecznego, oddzielić ziarno od plew… Ale nic takiego się nie stało.
Dziewczynka skończyła grać, schowała nuty do kajetu i stanęła przez Lustmordem.
- Ładnie. – powiedział, wstając. – Co to było?
- Apocalypsis cum figuris. – odrzekła wesoło dziewczynka. – Dostanę teraz ciastko?
- Ciastko?
- Tak. Mama obiecała, że jak ładnie zagram, to dostanę ciastko. Powiedziałeś, że było ładnie, więc chce ciastko.
Mężczyzna popatrzył na dziecko i lekko pogłaskał je po głowie.
- Tak, ładnie było. Widziałem małą cukiernie po drodze… chodź, kupię ci ciastko. Dużo ciastek.

















































Odpowiedzi
Czytałam już ten tekst
Czytałam już ten tekst kiedyś, więc znasz moją opinię na jego temat.
Niestety, mimo mojej, i ponoć nie tylko mojej, korekty za tamtym razem, nadal nie poprawiłeś wszystkich obrzydliwości.
"Za oknem majaczyła się ciemna bryła Manchesteru, ze swoją plątaniną rur i olbrzymich kotłów zasilających miasto w energię."
Wow! Powaliłeś mnie tym zdaniem. Nie można "się majaczyć", można najwyżej "majaczyć" i dotyczy to nie tylko człowieka majaczącego, ale i majaczącej bryły. Z kolei zasilać można energią albo zaopatrywać w energię, ni cholery nie da się "zasilać w energię".
"Gdzieś daleko zamajaczyło się światło, barwna plama żółci, czerwieni i pomarańczu na tle czarnego jak sadza nieba."
I znowu coś ci "się majaczy"...
"Pochód, który migał mu między domami, zatarasował mu drogę dopiero przy Kings Street."
Komu "mu"?
"- Tak. Mama obiecała, że jak ładnie zagram, to dostanę ciastko. Powiedziałeś, że było ładnie, więc chce ciastko."
Chcę.
Mam jeszcze takie nieśmiałe pytanie... Poznałam już postać i Lustmorda i Elizabeth Craven, której ma dotyczyć cykl rozpoczynany przez to opowiadanie. Tylko... na razie widzę, że ono jest o Lustmordzie. A gdzie Elizabeth? Chyba, że to ona jest dziewczynką. Wtedy zwracam honor.
A teraz pytanie drugie? Umieścisz tutaj także inne opowiadania o Elizabeth, które już czytałam?
No i pytanie trzecie. Gdzie jest drugie opowiadanie, które ponoć dodałeś? Ja go nie widzę w "ostatnio dodanych", widzę to, dwie recenzje i dwa na kuźnię.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
A ja tylko nieśmiało zauważę,
A ja tylko nieśmiało zauważę, że tytuł "Pamiętnik..." nasuwa narrację pierwszoosobową. I nie bardzo wiem, skąd tytuł, skoro takowej nie widzę... ;p
Ten tekst jest tu na zasadzie
Ten tekst jest tu na zasadzie spin offu od głównej fabuły.
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
To może coś w stylu "Prolog:
To może coś w stylu "Prolog: God save the Queen"? Bo tak myli.
Tu poprę tesskę i będę
Tu poprę tesskę i będę również domagała się zmiany tytułu.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
O, super :)
O, super :)