Dzisiaj w lesie wielki bal (miniatura)
Zapowiadał się duży bal. Wielki, ogromniasty wręcz. Mały miś nigdy takiego nie widział ani tym bardziej nie uczestniczył. Teraz zaś wydawano z okazji jego urodzin wielkie przyjęcie, o którym głośno było w lesie. Gości było w bród, rodziny bliższej i dalszej całe zatrzęsienie. Przyjechali nawet krewni z dalekich krajów: wujostwo z Ameryki, szykowne jak zawsze, wujek z dalekiej Syberii (tego lubił najbardziej, bo opowiadał wspaniałe historie o polowaniach na ludzi i był mistrzem wędkowania), bardzo daleka ciotka z Tajlandii, o istnieniu której Mały miś nawet nie wiedział, stary Dziadek miś, wracający z Tybetu a nawet kuzynostwo z Francji (ale tych nie lubił, bo pyszałkowaci byli i strasznie się przechwalali). Słowem – gości mnóstwo i jeszcze więcej. A że przyjezdnych była moc, to i jedzenia musiało być bardzo dużo, dlatego też już od rana Tata miś uwijał się w kuchni przygotowując różne smakołyki, a Mały miś ochoczo mu pomagał. W miarę możliwości, oczywiście.
- Tato, co to jest? – Zapytał w pewnej chwili Mały miś, wyciągając z piekarnika pachnący udziec barani.
- To jest, mój synu, podstawa żywienia. – Odpowiedział Tata miś tonem znawcy.
- A to? Co to? – Spytał ponownie Mały miś, wskazując nabite na rożen kurczęta, powoli rumieniące się na piękny brąz.
- To jest, mój synu, suplement diety. – Odpowiedział fachowo Tata miś.
- Tato, a to? A to? – Zapytał malec po raz trzeci, wskazując na kiełbasę z sarny, leżącą na srebrnym półmisku.
- Mój synu, to jest różnorodność w żywieniu. – Z uśmiechem powiedział Tata miś.
W końcu Mały miś podszedł do wielkiego kotła z zupą i wskazał na pływający tam wilczy łeb. Tata miś spojrzał na syna, położył dłoń na ramieniu i ze spokojem powiedział.
- A to mój mały, jest dobór naturalny.

















































Odpowiedzi
Łoł! :D Fajne opowiadanie. :)
Łoł! :D Fajne opowiadanie. :) Ostatnie zdanie mnie rozwaliło. :D
Wywołuje uśmiech :)
Wywołuje uśmiech :)
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna