Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Arkadia (dis)

Arkadia
Andrzej „dis” Probulski

Na początku jest zapach. W rozgrzanym powietrzu sali biesiadnej, gdzieś pod basowymi tonami oliwy i potu, pod skwaśniałym winem i zastarzałym tłuszczem, pod niemal zwietrzałą wonią spalenizny – ten jeden zapach jest jak fałszywa nuta, jak dźwięk wydobyty mimowolnie z kitary przez niewprawnego grajka.

Snopy wpadającego przez okno światła wykrawają z ciemności kształty, faktury, detale. Ramię mojego pierworodnego, który zasnął w kącie nad swoim półmiskiem. Połyskliwe plamy tłuszczu na starym, ciemnym drewnie. Okruchy rozbitych amfor, lepkie ślady rozlanego wina.

Węszę.

Ciężki, suto doprawiony miodem trunek z Hios brzmi n i e m a l jak ten wwiercający się w czaszkę odór, ta obrzydliwość, która kazała mi otworzyć oczy. To, czego szukam, jest gdzie indziej. Zapach dobiega mnie gdzieś z głębi sali, spomiędzy poprzewracanych stołów i leżących pokotem biesiadników, spod łoju i oliwy, spod swądu spalenizny i słabej woni kadzidła. Pulsuje w głębi na wpół ciemnej izby, wabi ku miejscu u szczytu stołu.

Idę.

Brnę raczej niż idę, niezdarnie zataczając się na ołowianych nogach, na łapach jak nie moje, na zwierzęcych, obcych szponach, które pozostawiają w klepisku głębokie bruzdy. Potykam się o gliniane skorupy, o połamane ławy, o biesiadników, którzy pokładli się byle gdzie. Trącam łapą jednego z tych, którzy zasnęli przy stole – a on, ledwo dotknięty, wali się bez słowa w dół, jak szmaciana lalka.

To tutaj.

Woń, która zrazu zdawała się być jedynie drażniącym tremolo, tępym szarpaniem za strunę przez niedouczoną heterę – rozrasta się we mnie w akord. Jeży gęstą sierść na karku, rozszerza nozdrza, puszcza zimny dreszcz w dół potężnych pleców – i staje się pieśnią. Przeciągam językiem po zaschłej, zakrzepłej już plamie – łowiąc resztki metalicznych tonów i prawie niewyczuwalną słodycz.

Smakuję krew chłopca, a pozostałych czterdziestu dziewięciu moich synów – z których żaden nie zasnął nad swym półmiskiem, żaden nie spił się na umór, żaden nie wtoczył się pod stół z pelazgijską niewolnicą – wpatruje się we mnie pustymi, wypalonymi oczodołami.

Ajgeon o szerokich barkach i Klejtor o bystrym spojrzeniu, Licjusz, biegły w robieniu oszczepem, i Orchomenus, roztropny ponad swój wiek. Akontes, Arcjon i Archebates, Klejtor, Eumetes i Fineus, Helix, Titanas i Karteron. I Melenus o czarnych falujących włosach, mój pierworodny, teraz – zwęglony strzęp tam, w kącie izby.

Jestem Likaon, władca Arkadii. Synobójca i świętokradca, okrutnik i łotr.

Gdy rydwan Heliosa schowa się za horyzontem, na moją ziemię spojrzy pani Artemida.

A wtedy ja, pod jej okiem, wyruszę na polowanie.

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

Świetny pomysł i przepiękne

Świetny pomysł i przepiękne wykonanie. Wcale nie dziwię się werdyktowi jury.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Firewarrior

Ja również się nie dziwię :)

Ja również się nie dziwię :) Strasznie się cieszę i raz jeszcze gratuluję :*

portret użytkownika dis

Dzięki za dobre słowo

Dzięki za dobre słowo (podwójne dzięki @Firewarrior, za pchnięcie mnie do napisania i całokształt działalności w charakterze Wielkiego Motywatora ;) ) - i gratulacje dla wszystkich nagrodzonych/wyróżnionych!

portret użytkownika Firewarrior

@dis: Zawsze do usług :D

@dis: Zawsze do usług :D

portret użytkownika miriad

A tego rodzaju prozy nie

A tego rodzaju prozy nie chwytam - no nie chwytaty... nie kumaty jestem jakiś chyba. W takich chwilach czuję się jak z innej planety normalnie. Szok.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi