Przemiana (lawenda1975)

Przemiana
Renata „lawenda1975” Stono
Brian w zamyśleniu spoglądał na leżący na łóżku dziennik. „Jeśli to dowcip, porachuję ci kości.” Ale podświadomie czuł, że to nie kawał. Kiedy otrzymał przesyłkę, myślał, że zaszła pomyłka. Adres nabazgrano nieczytelnie, podobnie jak krótki list dołączony do dziennika. Gdy zobaczył podpis „Martinius”, roześmiał się i chciał wyrzucić paczkę do kosza. Jednak ciekawość zwyciężyła, szczególnie, że dziennik pisany był bez wątpienia ręką Martina. Przynajmniej na początku. Z westchnieniem po raz kolejny zagłębił się w lekturze. Szybko przerzucił nudne zapiski z poprzednich miesięcy. Szaleństwo zaczynało się na stronie pięćdziesiątej dziewiątej.
17 marca
To wszystko jest tak cholernie pokręcone, że nie mogę o tym pogadać nawet z Brianem. Postanowiłem wysłać mu ten dziennik, kiedy... kiedy co? Brian, stary, jeśli to czytasz, to pewnie już wiesz, że wszystko się popieprzyło.
18 marca
Coś się dzieje, ale nie potrafię tego określić ani wyjaśnić. Widzę i słyszę dużo wyraźniej. Wyczuwam ludzi, ich zachowania i emocje. To bez sensu. Czuję się jak pedał, niuchający woń perfum.
21 marca
Cholera, ale pieprzony kanał. Wszystko mnie boli. Nie wiem, co się dzieje a matce nie mogę nic powiedzieć, bo od razu wymyśli jakąś zarazę. Bolą mnie mięśnie i ścięgna nóg, a plecy nawalają jak po dniu spędzonym na łodzi wuja Stevena. Dobrze, że matka trzyma w szafie paracetamol.
23 marca
Wydarzyło się coś cholernie dziwnego. Wracając ze szkoły, minąłem jakiegoś człowieczka, zwykłego facecika w szarym płaszczu. Spojrzał na mnie uważnie a ja poczułem, że muszę uciekać. Wiedziałem, że jeśli zostanę on zrobi mi krzywdę. Przybiegłem do domu. Nie wiem kurwa jak to zrobiłem ale przebiegłem bez zadyszki trzy mile. Ja, który nie ruszam tyłka sprzed komputera a mój trening to otwieranie puszek z colą.
Brian spojrzał na zdjęcie Martina – niskiego, grubego i wiecznie spoconego trzynastolatka. Trzy mile. Byłby zdumiony, gdyby jego przyjaciel przebiegł sprintem trzydzieści jardów.
25 marca
Spałem nago na podłodze. Czuję się jak cholerny wampir. Razi mnie słońce, bolą wszystkie mięśnie. Porzygałem się, kiedy poczułem swąd pieczonych ziemniaków. Jak tylko matka pójdzie do pracy, spróbuję zjeść surowy befsztyk – taki test ostateczny na nie wiem co. Jeśli go zdam... cholera sam nie wiem. Ale raczej nie dam rady walić się po łbie srebrnym świecznikiem ani nie wbiję szpikulca do lodu w serce. Może wyjdę na słońce?
Godzina 19.00.
Zeżarłem befsztyk. Był nawet smaczny, chociaż pozostał mi po nim w ustach ohydny posmak. Napiłem się też wody... chłepcząc z umywalki. Poszukałem w necie i chyba wiem co się ze mną dzieje.
30 marca
Obudził mnie wrzask matki. Dowiedziałem się, że dwa dni nie było mnie w domu. W pokoju syf jak nigdy. Pełno liści, gałęzi i błota. Ból jest wielki, nawet leki nie pomagają. Zresztą łeb mnie napieprza i nie mogę się skoncentrować. Poza tym jestem cały podrapany i brudny, jak bym przespał tydzień w kuble na śmieci. No i cuchnę. Matce odbiło i uważa mnie za narkomana, który przećpał i zgubił się w lesie. Głupia krowa.
Brian z niedowierzaniem przerzucał strony pamiętnika. Na jednej widniało jeszcze pismo Martina a już na kolejnej bazgroły identyczne z tymi, którymi zaadresowano kopertę. Chwilami niemal nie dawało się ich czytać.
31 MArcA
pamietam Bieg raDOśc. pOlOwAnia CHYba Kogos Spotkalem WOLE O TyM. NiE mysleĆ Bycie glUPIm TluSTym DZIeciAKieM juz, mNIe nie Rajcuje OdkRylem PRAwdzIWA potege Mam NaDZIeję. Ze beDE mogl taki pOZoSTac Może. poznam innych muSZę. się tyle naUcZyć StARy obiecaj MI. że nIe wejDZIesz do lasu
Brian przeciągnął się ostrożnie. Od kilku dni wyczuwał nawet najdelikatniejsze zapachy, a mięsśnie nóg bolały go potwornie, utrudniając chodzenie. Spojrzał w kalendarz – 24 kwietnia. Jeśli majaczenia Martina mają sens, to za cztery dni – podczas pełni – wszystko się wyjaśni.

















































Odpowiedzi
Hmmm... Mam mieszane uczucia.
Hmmm... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawy pomysł i podejście do tematu, z drugiej, jak dla mnie brak logiki. Koleś niby nie wie co się z nim dzieje, a jednak pełnię i surowe mięso sobie dopisał. To wie czy nie wie? Jest zdezorientowany czy ma jakieś powody, by jednak snuć domysły? Chaos, mieszanie wampirów, wilkołaków i wszystkiego, co przyjdzie mu do głowy - ok. Tylko... tak nie do końca to wszystko przemyślane, mam wrażenie.
No i... język nie przystaje mi zupełnie do wizji trzynastoletniego chłopca. W taki sposób mógłby opisywać wydarzenia siedemnastolatek, dziewiętnastolatek... Wybacz, Autorze, jeśli przypadkiem masz trzynaście lat. Jednak śmiem twierdzić, że trzynastolatek to mimo wszystko jeszcze dziecko. Jeśli obecni trzynastolatkowie porozumiewają się takim "dorosłym" językiem, nie chcę doczekać dnia, gdy mój syn będzie w tym wieku.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Najciekawszy pomysł, wykonany
Najciekawszy pomysł, wykonany też niemal bezbłędnie - bo i rozumiem Lorelay w kwestii tego o 13-latku.