• Byzantium (2013) - recenzja

      Niemoralne, Nienasycone, Nieśmiertelne
      Film stworzony przez twórców Wywiadu z wampirem, który to fakt podkreślany jest na każdym możliwym kroku, według recenzentów przywracający wampirom należne miejsce w kinie i nazwany identycznie jak pewne dawno upadłe cesarstwo, aż się prosi o udowodnienie, że kogoś trochę poniosła wyobraźnia. Delikatnie rzecz ujmując. Miłośników recenzji słabych filmów muszę jednak zmartwić, bo reklama Byzantium okazała się bardzo bliska rzeczywistości. Czasem nawet marketingowcy mówią prawdę.

      Rodzina krwiopijców
      Wywiad opowiadał historię dwóch zamożnych, krwiożerczych przyjaciół oraz ich nieślubnej córki (to skomplikowane), podczas gdy główne role w Byzantium powierzono matce i córce. Eleanor i Clara, ukrywające przed światem swoje kulinarne skłonności damy, zmuszone do ucieczki przed tajemniczym prześladowcą udają się do nadmorskiego angielskiego miasteczka. Nigdzie nie pada jego nazwa, ale tutejsi wymawiają ok z akcentem i mają kierownice po prawej stronie, więc to musi być Anglia. Tam żyją w miarę spokojnie do momentu, gdy ich sekret wychodzi na jaw. Co nie jest spoilerem, bo tyle można wyczytać z ulotek reklamowych.

      Niezdefiniowany
    • Odpływ (Paul S. Kemp) - recenzja

      Powieści osadzone w uniwersum „Star Wars” wymagają bardzo specyficznych gustów i wręcz ślepej wiary w możliwość autorów tworzących w tym świecie. „Odpływ” nie jest pierwszą książką Kempa rozgrywającą się w owych realiach (wcześniej były „Rozdroża czasu” i „Oszukani”). Recenzowana pozycja to kontynuacja „Rozdroży...” – co widać już na samym początku powieści, gdy pisarz rzuca czytelnika praktycznie na głęboką wodę.

      Głównym bohaterem powieści jest Jaden Korr, Rycerz Jedi, ścigający zbiegłe klony z chorobą umysłową (sic!), które to usilnie starają się dotrzeć do tajemniczej istoty zwanej Matką. Brzmi dość... oryginalnie, nawet jeśli czytelnik został już wcześniej przyzwyczajony do dość odważnych pomysłów autorów tworzących w tym uniwersum. Ogółem cała książka rozdziela się na dwa wątki, mocno ze sobą powiązane – pierwszy z nich dotyczy właśnie wspomnianej grupy klonów-uciekinierów, drugi zaś skupia się na Korrze, który wraz z towarzyszami, chce pojmać buntowników. Dodajcie do tego Sithów, niezmiennie próbujących dojść do władzy i zrealizować nikczemne plany, a otrzymacie właśnie „Odpływ” – krótką, nieskomplikowaną opowieść rozgrywającą się z dala od "wielkiej polityki", jaka może wstrząsnąć całą galaktyką.

      Niezdefiniowany
    • Samotnica (Piotr Patykiewicz) - recenzja

      Powieści polskiego pochodzenia przeznaczone dla młodzieży nierzadko sprawiają dużą przyjemność starszym odbiorcom. Przez przygody młodszych bohaterów przebija coś z dzieciństwa, co skłania do przyjemnej refleksji. I choć opowieści zza granicy nie są pozbawione tego atutu, szczególnie mile odszukuje się takich rewelacji w książkach napisanych przez rodaka. To nie przejaw patriotyzmu, jednak powiedzonka z dzieciństwa, osiedlowe trzepaki i blokowiska stanowią swojskie widoki, które potrafi oddać tylko ten, kto wyrósł pośród nich.

      Piotr Patykiewicz robi psikusa czytelnikowi, przywołując dosłownie na moment obraz z czasów młodości, by już po chwili przegonić go z podwórka i przenieść do świata magii. Autor nie daje czasu na refleksje i wspominki, od razu rzuca na głęboką wodę. Szufla, Karoten i Pawian – trzej przyjaciele „z trzepaka” – nie mają chwili na przetarcie ze zdziwienia oczu. Niczym Alicja w Krainie Czarów, niezwykle szybko akceptują i bez słowa skargi dostosowują się do miejsca, w którym lądują za sprawą nabrzmiałego od mocy artefaktu – magicznego bębenka. Dwunastolatkowie to już nie dzieci, jednak jeśli w powietrzu wisi obietnica przygody, potrafią przymknąć oko na wiele niesamowitości.

      Niezdefiniowany
    • World War Z. Światowa wojna zombie w relacjach uczestników (Max Brooks) - recenzja


      Początek końca

      Późno przekonałam się do książek opowiadających o zombie. Bo co ciekawego można napisać o sztywnych? Że są trudni do... hmmm... pokonania? Że plenią się na potęgę? To wiedzą wszyscy miłośnicy filmów grozy, w szczególności tych autorstwa pana Romero. Dopiero lektura „Feed” zmieniła moje zapatrywanie na zombie-literaturę, pokazując, że nieumarli są tłem do powstania całkiem ciekawych i wciągających powieści. O książce powieści „World War Z” zrobiło się głośno w momencie, kiedy w sieci pojawiły się pierwsze zwiastuny filmu o tym samym tytule, z główną rolą Brada Pitta. Lecz, jak się dobrze przyjęło, najpierw sięgnij po książkę, potem zaś udaj się do kina.

      Niezdefiniowany
    • Wolverine 3D (2013) - recenzja

      … i po co tyle 3D?

      Dobry film najczęściej broni się kompilacją kilkunastu rzeczy, m.in. porządną i dopracowaną fabułą tudzież niesamowitymi efektami specjalnymi. Ostatnimi czasy producenci blockbusterów rozbudowali je o 3D, często niepotrzebne, wymuszające na kliencie dodatkowe pieniądze w zamian za kilka trójwymiarowych scen i ból głowy. Najnowszy film w reżyserii Jamesa Mangolda (twórcy m.in. Przerwanej lekcji muzyki, Spaceru po linie oraz 3:10 do Yumy) wypada średnio – o ile fabuła była w miarę spójna, to przedłużające się sceny walki okraszone 3D miejscami stały się po prostu męczące.

      Wróćmy jednak do początku. Logan jest pogrążony w żałobie po śmierci ukochanej Jean. Przebywa w górach na Alasce, stroni od ludzi, nic nie je, nieustannie śni koszmary z dziewczyną i Nagasaki (tak, dokładnie o tym mieście sprzed ponad 70 lat) w roli głównej. Jednym słowem, wygląda jak wrak człowieka, jego dawna sława minęła, pozostawiając tym samym upadłego bohatera na pastwę losu. Wszystko zmienia się dzięki… śmierci pewnego niedźwiedzia i zetknięciem z młodą Yukio. Wolverine trafia do Japonii, gdzie spotyka swego dawnego przyjaciela, a obecnie właściciela największej krajowej korporacji, pana Yashida. Zostaje zmuszony podjąć misję chronienia młodej spadkobierczyni, pięknej Mariko, która to odmieni los bohatera i to nie w schematyczny i przewidywalny sposób.

      Niezdefiniowany
    • Ciemna strona Księżyca (Grzegorz Gajek) - recenzja

      Niewierzący biskup wysyła wątpiącego księdza na poszukiwanie (nie)istniejącego diabła…

      Tak można streścić początek nowej powieści science fiction Grzegorza Gajka. Od razu uderza czytelnika motyw relacji człowiek – diabeł, często obecny w polskiej literaturze fantastycznej lat osiemdziesiątych. Jednak nie tylko na nim opiera się fabuła książki. Ciemna strona Księżyca to typowa space opera. Na wyprawę kosmiczną zostają wysłane cztery skrajnie różniące się od siebie osoby reprezentujące odmienne postawy życiowe: ksiądz, żołnierz, naukowiec i... poeta. Naprawdę, Gajek stworzył dość niecodzienne i mocno interesujące połączenie. Bohaterowie ci mają za zadanie zbadać przyczynę niezwykłych i przerażających zdarzeń, występujących na ostatniej kontrolowanej przez ludzką cywilizację planecie, Empireum. Problem tkwi w tym, że poprzednie ekspedycje tam wysłane znikały bez śladu… A załoga jedynej jaka powróciła, całkowicie postradała rozum.

      Niezdefiniowany
    • Dziewczyna, którą kochały pioruny (Jennifer Bosworth) - recenzja

      Istnieje moda na dane modele telefonów komórkowych, marki samochodów, a także… na gatunki literackie. Po „zalewie” rodzimego rynku wydawniczego historiami z rodzaju paranormal romance w których główne role grały wampiry, wilkołaki, upadłe anioły i inne takie, teraz przyszła pora na powieści dystopijne. Autorzy dosłownie prześcigają się w, chwilami makabrycznych, ale także i dość realistycznych relacjach na temat tego, co ludzkość może sobie zgotować w przyszłości. Jedna z takich propozycji przedstawiona jest w książce zatytułowanej „Dziewczyna, którą kochały pioruny”.

      Tytułowa bohaterka to Mia Price. Nie ma ona łatwego życia, szczególnie po ostatniej burzy, która wywołała najmocniejsze trzęsienie ziemi, czym doprowadziła do zniszczenia całego Los Angeles. Od tamtych chwil w mieście zapanował totalny chaos. Plaże zmieniły się w pola namiotowe dla najbiedniejszych i tych, których domy zwaliły się w trakcie trzęsienia. Centrum miasta już nie ma. Ludzie zwą je teraz Rumowiskiem, tam odbywają się tajne i dzikie imprezy.

      Na kataklizmie zyskały dwie zwalczające się frakcje – Tropiciele oraz Wyznawcy. Każda z nich inaczej interpretuje to, co się zdarzyło. Mimo to jest coś, co je łączy – Mia. Oba ugrupowania widzą w niej „klucz” do wypełnienia się mrocznych przepowiedni, więc usilnie starają się ściągnąć ją do siebie. Jednak na drodze staje im tajemniczy Jeremy, który obiecuje dziewczynie, że obroni ją przed wszelkim złem…

      Niezdefiniowany
    • 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca (Jessica Brody) - recenzja

      Los bywa okrutną i nieczułą bestią. Często bez ostrzeżenia zabiera nam coś wartościowego i z niewinnym uśmiechem przenosi zdobyczne szczęście na kogoś innego. Nie oszczędza przy tym żadnej klasy społecznej, na równi odbiera lub daje bogatym i biednym. Jego najnowszym celem okazuje się być Lexington Larrabee, córka wpływowego człowieka posiadającego niemały majątek, oraz jej fundusz powierniczy wart dwadzieścia pięć milionów dolarów. Dziewczyna – zgodnie z obietnicą – powinna go uzyskać po ukończeniu osiemnastego roku życia. Problem w tym, że przez niespodziewane wydarzenia otrzymanie tej małej fortuny okazuje się trochę trudniejsze. W jednej chwili córka Richarda Larrabee zostaje pozbawiana wszystkiego. Sposobem na odzyskanie majątku jest ciężka praca... w zasadzie to pięćdziesiąt dwie ciężkie prace, wykonywane tydzień po tygodniu...

      Jessica Brody jest doświadczoną autorką, posiadającą w swoim dorobku siedem wydanych książek. Jej twórczość można podzielić na literaturę kobiecą (The fidelity files, Love Under Cover) i młodzieżową – recenzowane 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca oraz My Life Undecided czy też The arma club. Wydawnictwo Fabryka Słów po raz kolejny zdecydowało się poszerzyć swoją ofertę o pozycję nie mającą wiele wspólnego z fantastyką. Cieszy to tym bardziej, ponieważ istnieje szansa, że na polskim rynku ukaże się także pierwszy tom trylogii (Unremembered) tworzonej przez Jessicę Brody."

      Niezdefiniowany
    • Uniwersytet Potworny (2013) - recenzja

      Oto znalazłem się w położeniu, którego żadne z Was nie powinno mi zazdrościć, bo o nowym filmie studia Pixar mógłbym napisać tyle, że jest jak jego potworny poprzednik, tylko nakręcony dwanaście lat później. Fani uznaliby to za zachętę do pójścia do kina, przeciwnicy jako argument za nie pójściem do kina, a mi dałoby sposobność zmontowania recenzji krótszej niż pół strony A4, oszczędzając również czas korekty. Jednak wiedząc, że taki numer na pewno nie przejdzie, jestem zmuszony napisać jeszcze kilka(naście) akapitów. Zażalenia słać do naczelnej.

      W tym miejscu pragnę nadmienić, że seans otwierała krótkometrażowa animacja, zatytułowana Niebieski Parasol, która od pierwszych sekund skojarzyła mi się z Papermanem. Wykonanym inną techniką, z inaczej rozłożonymi akcentami, za to z podobnym morałem i lekkością tonu. Dobra odtrutka po tych wszystkich filmach mówiących o rzeczach ważnych z kamienną twarzą i bez odrobiny dystansu do siebie.

      Niezdefiniowany

    Strony