Recenzje

    Fangirl (Rainbow Rowell) – recenzja

    Zachwytom na amerykańskiej vlogo- i blogosferze nie było końca. Czytelnicy wielokrotnie sięgali po tę pozycję, by jeszcze raz zanurzyć się w skonstruowanym przez autorkę świecie. Uniwersum, w którym nie występowały ani magia, ani księżniczki, ani nawet smoki. Zamiast zamków pojawiły się uniwersyteckie katedry, a malownicze miasteczko zostało zastąpione szkolnym kampusem. I mimo że fantastycznej magii w tej książce jak na lekarstwo, to pojawia się jej inna odmiana , taka, która oczarowuje czytelnika już od pierwszych stron – świetny pomysł na historię. Rainbow Rowell, znana polskim czytelnikom dzięki niedawno wydanej w naszym kraju powieści „Eleonora i Park”, uraczyła odbiorców kolejną wciągającą i sympatyczną pozycją – „Fangirl”.

    Silver. Powrót na Wyspę Skarbów (Andrew Motion) – recenzja

    Jedna z najpopularniejszych, można rzec – flagowych, powieści szkockiego twórcy, Roberta Louisa Stevensona, doczekała się kontynuacji. O jaką pozycję chodzi? Książkę, którą wielokrotnie przenoszono na ekrany albo do jakiej nawiązywano w innych produkcjach. Morska podróż, wielka przygoda, ukryty skarb i piraci – ta historia podbiła serca czytelników na całym świecie. „Wyspa Skarbów” to powieść marynistyczna, która zabiera odbiorcę w niezapomnianą podróż na zapomnianą przez boga wyspę, gdzie bohaterowie będą musieli zmierzyć się z niebezpieczeństwami. Andrew Motion postanowił sięgnąć po znany motyw i przedstawić historię rozgrywającą się czterdzieści lat po wydarzeniach opowiedzianych w dziele Stevensona.

    Szubienica (2015) - recenzja

    1993 rok na długo zapadł w pamięć mieszkańców pewnego niewielkiego amerykańskiego miasteczka. Finałowa scena wystawianej przez uczniów jednej ze szkół sztuki wypadła aż nazbyt realnie: awaria rekwizytu sprawiła, że teatralna śmierć przerodziła się w prawdziwy zgon. Wydarzenie wstrząsnęło okolicą, ale czas zaciera nawet najsilniejsze wrażenia. Po dwudziestu latach następne pokolenie uczniów próbuje swoich sił z feralną sztuką. Wygląda na to, że przedstawienie nie uniknie kolejnej klapy, tym razem dlatego, że obsadzony w głównej roli chłopak zwyczajnie nie nadaje się na aktora.

    Tajemnica Starego Mistrza (Joseph Delaney) - recenzja

    „Tajemnica Starego Mistrza” to już trzecia z kolei, mrożąca krew w żyłach powieść z serii „Kroniki Wardstone” autorstwa Josepha Delaneya. Tym razem główny bohater, Tom Ward, wraz ze swoim mistrzem udaje się do zimowego domu stracharza –– Anglezarke, gdzie ma przeczekać nadchodzący mróz. Podczas pobytu w chatce protagoniści są zmuszeni stawić czoła groźnemu bogowi imieniem Golgoth, jak i zmierzyć się z byłym uczniem Gregory’ego, który przeszedł na stronę zła. Czy Ward poradzi sobie z nowymi wyzwaniami?

    Rywalki. Dziennik kreatywny (Kiera Cass) - recenzja

    Nawet osoby niezainteresowane literaturą słyszały coś na temat bestsellerowej już książki pod tytułem Zniszcz ten dziennik Keri Smith. Owa amerykańska autorka znana jest z tego, iż zachęca czytelników do kreatywnego myślenia i poznawania świata. W swojej publikacji przekazuje idee takie jak: wolność słowa, łamanie zasad czy radość z wykonywanej czynności. Ponieważ jej zamysł sprawdził się znakomicie, o czym świadczy duża popularność dziennika, wielu innych pisarzy postanowiło podłapać ten pomysł.

    Taśmy Watykanu (2015) - recenzja

    Zło czai się na każdym kroku, a Kościół, aby z nim walczyć, sięga po coraz bardziej desperackie miary. Wygląda jednak na to, że nawet głosiciele ewangelii nie wierzą, aby sukces w starciu z nieczystymi siłami był możliwy. Mimo tego nie rezygnują ze swej świętej misji, pełniąc ją z wykorzystaniem środków godnych FBI. Albo jakoś tak, jeśli wierzyć twórcom Taśm Watykanu.

    Pół króla (Joe Abercrombie) – recenzja


    Nie wszyscy bohaterowie dożywają końca pieśni

    Nazwisko Abercrombie było mi dotychczas znane tylko z widzenia. Co jakiś czas na blogach pojawia się recenzja jakiejś napisanej przez niego powieści. I z każdą kolejną przeczytaną opinią coraz bardziej interesowałam się prozą tego autora. W końcu nadarzyła się okazja i w moje ręce trafiła najnowsza książka wspomnianego pisarza, zatytułowana „Pół króla”. Jak wypadło to pierwsze spotkanie? Przeczytacie o tym poniżej.

    Wołanie kukułki (Robert Galbraith) – recenzja


    „Umarli mogą mówić jedynie ustami tych, którzy nadal żyją, i za pośrednictwem pozostawionych po sobie śladów”*

    Mówi się, że pieniądze to rzecz nabyta, dzisiaj się je ma, jutro może ich nie być. Przeciętny człowiek jest tego świadomy i stara się, aby starczyło mu od pierwszego do pierwszego. Jednak ci, którzy uważają, że nie muszą liczyć się z każdym groszem, żyją rozrzutnie, nie dbając o to, że istnieje prawdopodobieństwo, iż gotówki zabraknie. Gdy to nastąpi, są gotowi zrobić wszystko, aby tylko znów stać się osobami majętnymi, i będą nawet w stanie przekroczyć moralne, a nawet prawne granice.

    Z mgły zrodzony (Brandon Sanderson) – recenzja


    Co miesiąc, zarówno na polskim, jak i zagranicznym rynku księgarskim, pojawia się kilka albo kilkadziesiąt ciekawych i godnych uwagi pozycji. Prawdziwy bibliofil może mieć mały problem nie tyle z wyborem nowych perełek, które dołączą do jego papierowej kolekcji, ile ze znalezieniem czasu na przeczytanie zalegających na półkach stosów. Tak dużo dobrej literatury, tak mało godzin… Oczywiście nie każda książka, jaką się zainteresuje, okaże się godna polecenia, niektóre wywołają w odbiorcy negatywne emocje. Jednak w takim gąszczu pozycji zawsze upoluje się coś interesującego, wyłowi autora, który zabierze czytelnika w niezapomnianą podróż. Wędrówkę, z jakiej nie będzie się chciało wracać. Właśnie takim pisarzem, prawdziwym zaklinaczem słów, okazał się Brandon Sanderson.

    Pokój światów (Paweł Majka) - recenzja

    Chaos światów

    Co otrzymamy, kiedy do jednego worka wrzucimy kosmitów, słowiańską mitologię, ludowe zabobony oraz postaci historyczne i literackie, a następnie mocno nim potrząśniemy? Odpowiedź brzmi: Pokój światów.

    Funky Koval. Bez oddechu (audiobook) – recenzja


    ...szaleńcze rejsy po kosmosie

    Od jednej misji do kolejnej, z deszczu pod rynnę i tam, gdzie pośle go szefostwo z agencji „Universs” – taki jest los Funky Kovala, który ten przyjmuje z otwartymi ramionami i szelmowskim uśmiechem. Sound Tropez odwaliło przy tym audiobooku kawał dobrej roboty. Chcecie wiedzieć dlaczego?

    Brenda (Viktoria Armstrong) - recenzja

    Po kontynuacji książki zazwyczaj spodziewa się wyższego poziomu albo chociaż takiego samego jak w części poprzedniej. Problem pojawia się w momencie, gdy pierwszy tom powieści nie porywał. Kiedy należał do przeciętnych lub nawet dużo mu do tej przeciętności brakowało. W takiej sytuacji trudno sobie nawet wyobrazić możliwość, by sequel okazał się gorszy. Do jego czytania zabiera się raczej z myślą, że to niemożliwe i teraz może być jedynie lepiej.

    Trylogia Ciągu. Neuromancer, Graf Zero, Mona Liza Turbo (William Gibson) - recenzja

    Jak drzewiej wyglądał cyberpunk?

    Trylogia Ciągu Williama Gibsona to druga propozycja MAG-a w serii „Artefakty”. Lektura wymaga od czytelnika przede wszystkim cierpliwości i skupienia. (Och, bez wątpienia wymaga też innych kompetencji, ale bez tych dwóch nie ma nawet co zaczynać dyskusji o progu wstępu). Spokojnie jednak – czas zainwestowany w przeczytanie tej pozycji zostaje wynagrodzony w dwójnasób.

    Ametysta (Viktoria Armstrong) - recenzja

    Znany chyba każdemu slogan głosi, że w życiu we wszystkim należy zachować umiar. Co za tym idzie, trzeba utrzymywać równowagę. Dozować zarówno te właściwe rzeczy, czyli dla przykładu samorozwój, jak i te niekoniecznie pochwalane przez resztę społeczeństwa. Na takiej zasadzie zbudowany jest cały świat. Jak wyglądałoby życie człowieka i świat, gdyby nagle ta reguła została zachwiana? Z pewnością wybuchłaby panika. Pojawiłyby się niepewność, strach, a część ludzi skorzystałaby z rozstrojonej rzeczywistości, by realizować swoje niecne cele.

    Zły jednorożec (Platte F. Clark) - recenzja

    W oparach tęczowego absurdu

    Księżniczka Niszczycielka zdecydowanie nie należy do miłych jednorożców. Na śniadanie, obiad, kolację i nocną przekąskę najchętniej zjada świeże frobbickie mięso (tak świeże, że jeszcze przed paroma minutami uciekało), ale ostatnimi czasy ta arogancka i kapryśna istota marzy o urozmaiceniu swojej diety. Najchętniej czymś nieskalanym magią. A to prowadzi nas do...

    Tajemnica hieroglifów (Daniel Meyerson) - recenzja

    Historia to nauka, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Podobnie jest z matematyką. Zdarza się jednak, że przekazana w ciekawy i porywający sposób, potrafi zainteresować każdego. Tak właśnie stało się ze mną podczas czytania „Tajemnicy hieroglifów” Daniela Meyersona. Ta książka to niesamowita opowieść pełna sekretów, ciekawostek i zagadek, która wciągnęła mnie bez reszty, sprawiając, iż nawet taki laik historyczny jak ja zapragnął dowiedzieć się więcej na temat rozwoju cywilizacji. To nie jest zwykłe dzieło popularno-naukowe, opowiada trochę o kampanii Napoleona i jego wyprawie do Egiptu, a trochę o pracy Champolliona – francuskiego uczonego, lingwisty, który odczytał hieroglify z pomocą kamienia z Rosetty.

    Sny bogów i potworów. Część 1 (Laini Taylor) - recenzja

    Od każdej książki zaczynającej się słowami „dawno, dawno temu” oczekuję wysokiego poziomu jakości przekładu. Zdanie to nieuchronnie nawiązuje do baśni, rozpoczynając niebywałą historię, w której odkryjemy światy wypełnione magią. Dla jednych może brzmieć to tanim banałem, ale w większości czytelnicy pożądają znanej formy przekazu.

    Obsydian (Jennifer L. Armentrout) - recenzja


    Wampiry, wilkołaki, upadłe anioły czy też elfy – wszystkie te istoty otrzymały już swoje pięć minut w historiach należących do gatunku paranormal romance. Ba! Miałam nawet okazję zobaczyć zombie uwikłanego w coś romansopodobnego z człowiekiem. Jednak do tej pory nie trafiłam na powieść, na której stronach zamknięto by tego typu historię tylko z kosmitą w roli głównej. Zmieniło się to wraz z lekturą „Obsydianu” autorstwa Jennifer L. Armentrout.

    Córka zjadaczki grzechów (Melinda Salisbury) - recenzja

    Czy w książce bywa coś równie magnetycznego dla wzrokowca od ładnej okładki? Właśnie wyjątkowa, acz niezwykle skromna oprawa pierwszej powieści Melindy Salisbury, która jest jednocześnie początkiem trylogii dla młodzieży, sprawiła, iż z taką chęcią wzięłam do ręki Córkę zjadaczki grzechów.

    Rubieże Imperium: Kraniec nadziei (Rafał Dębski) – recenzja


    ...to infinity and beyond!

    Ludzie panują nad cząstką wszechświata. Nie zjednoczyli się jednak w pościgu za kolejnymi odkryciami, a podzielili na Imperium i Republikę. I walczą, bo taka jest ich natura. Czytelnik wskakuje w sam środek tej wojny i razem z kapitanem Aidanem Samuelsem odkrywa knowania i spiski, tajemne misje i przede wszystkim granice swoich możliwości.

    A także swojej załogi i okrętu Sirene, bo przecież Kraniec nadziei to przede wszystkim akcja, rozrywka i napięcie towarzyszące czytelnikom i bohaterom do ostatnich stron powieści.

    W imię zasad (DVD) - recenzja

    Wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

    Kino sensacyjne z elementami akcji i scenami, w których wykorzystywano sztuki walki, święciło triumfy w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych. Do dziś pamiętam, jak z wypiekami na twarzy oglądałam na kasetach VHS popisy Jeana Claude’a van Damme’a, Dolpha Lundgrena czy Stevena Seagala. I choć ten ostatni był najmniej lubianym przeze mnie aktorem, to jednak jego rola w Liberatorze bardzo mi się podobała.

    Interstellar (DVD) - recenzja

    Odyseja kosmiczna Christophera Nolana

    Christopher Nolan to niewątpliwie jeden z najciekawszych twórców filmowych w dzisiejszym Hollywood. Jego filmy pełne są nie tylko świetnych sekwencji obrazów, dynamicznych scen czy niezwykłych pomysłów fabularnych, ale także swoistego romansu z nauką, z tym, co dla człowieka jest niepojęte i niewytłumaczalne. Tak było między innymi w Incepcji, prawdziwej uczcie, jaką zafundował widzom reżyser, wysmakowanej fabularnie i wizualnie oraz pełnej nieprawdopodobnych zwrotów akcji.

    Księga Wampirów (antologia) - recenzja

    Moda na wampiry pojawiła się, ponowie zresztą, ładne kilka lat temu, kiedy to półki księgarni i ekrany kinowe oblegała saga „Zmierzch”. Chociaż od tamtego momentu minęło sporo czasu, krwiopijcy wciąż pozostają na salonach – czy to w lepszych, czy gorszych wydaniach – a ich pasjonaci nie mogą narzekać na ich nieobecność w najnowszych filmach, serialach i książkach. Potomkowie Drakuli aktualnie posiadają wiele obliczy – odejście od klasycznych przedstawicieli stworów z kłami, żerujących w nocy, śpiących w trumnach i lękających się słońca osiągnęło już formę błyszczącego w słońcu nastolatka.

    Odyssey One. W ogniu wojny (Evan Currie)- recenzja

    Odgrzewanie kosmicznych kotletów

    Zdarzył się cud, a właściwie cały łańcuch cudów. Ziemia nie została raz na zawsze wymazana przez Drasinów z galaktycznej mapy w przeciągu pierwszych kilku godzin ataku. Konfederacja Północnoamerykańska i Blok Wschodni odłożyły na bok dawne niesnaski. Kapitan Eric Stanton Weston, najbardziej doświadczony w kosmicznych bojach przedstawiciel Terran, przeżył roztrzaskanie swego statku. Ba, główny bohater cyklu nie poniósł nawet większego szwanku, czego nie można powiedzieć o „Odysei”, i czym prędzej ruszył wspomagać ludzkość w walce o swój macierzysty – i co tu dużo mówić, jedyny – świat.

    Droga donikąd (Michał Gołkowski) – recenzja


    Dobry stalker to niepewny swego stalker, bo pewna tu tylko śmierć. A czasem i ona nawet nie…

    Misiek. Kiedyś biedny, niemający niczego chłopak. Teraz zamożny, mieszkający w Warszawie mężczyzna, który ma absolutnie wszystko: nowoczesne mieszkanie z dizajnerskim sprzętem, sportowy bolid, świetną pracę, co noc inną kobietę w łóżku. A jednak nie czuje nic, tylko pustkę. I tak żyje w tym wypranym z emocji świecie, aż nagle… coś w nim pęka. Rusza w stronę Mińska i pewny swego planu jedzie jeszcze dalej. Gdy znajduje się coraz bliżej swojego celu czuje, jak powoli odżywa. W końcu udaje mu się przejść przez Kordon, gdzie porzuca dokumenty, które już nie będą mu potrzebne. Oto przed nim rozciąga się Zona.

    Cień i kość (Leigh Bardugo) - recenzja

    Magia i prezentowanie w literaturze realnych miejsc czy krain za pomocą delikatnego zmienienia ich formy – na przykład z użyciem symboliki albo użycia innej nazwy – to w fantastyce znane od dawna motywy. Rzadko zdarza się, aby autor wpadł na całkowicie nowy i innowacyjny pomysł, a jego historia ani w drobnym kawałeczku nie kojarzyła się z tą przedstawioną przez innego pisarza. Oczywiście uzyskanie takiej oryginalności to zabieg niesamowicie trudny i nieobowiązkowy, przynajmniej dopóki lektura nie okazuje się plagiatem. „Cień i kość” Leigh Bardugo to zdecydowanie powiew świeżości, ponieważ nigdy wcześniej nie natknęłam się na podobną historię w książkach, które czytałam. Jednak quasi-średniowieczny świat, przeistoczone w fantastyczny sposób realia groźnej i zimnej Rosji oraz ogromna ilość tajemniczej magii połączona z podziałem na kasty już pojawiły się w literaturze fantastycznej.

    Naznaczony: Rodział 3 (2015) - recenzja

    Niektórzy twierdzą, że wprowadzenie niesławnej kategorii PG-13 przez MPAA zinfantylizowało amerykańskie kino, każąc twórcom „kastrować” ambitniejsze projekty w imię ich rentowności. I chyba coś jest na rzeczy, bo kiedy widzę kolejną produkcję zaklasyfikowaną jednocześnie jako horror i PG-13, zapala mi się lampka ostrzegawcza. Ktoś tu chyba wciska komuś kit, a zamiast horroru – familijne kino „z dreszczykiem”.

    Nie uśmiechaj się, bo się zakocham (Blue Jeans) - recenzja

    Po lekturze Cześć, księżniczko, będącej początkiem nowej trylogii hiszpańskiego autora, Blue Jeans, wiedziałam, iż koniecznie muszę poznać ciąg dalszy historii Klubu Odrzuconych. To niesamowite, że pod tak niepozorną okładką kryje się tak głęboka treść.

    Nieludzie (Kat Falls) – recenzja

    Przyszłość naszej planety nie rysuje się w kolorowych barwach. Ciągłe epidemie, wojny, mnóstwo zanieczyszczeń i szkodliwe działanie człowieka, do tego należy jeszcze dopisać zdolność homo sapiens do destrukcji i jego niszczycielski wpływ na środowisko, by móc wyobrazić sobie, co czeka nasz gatunek. Cały ten futurystyczny pęd podkreślają jeszcze pisarze, co i rusz tworząc rozmaite wizje przyszłości Ziemi i ludzkości. Wojny, które doprowadzą do wybuchu bomb nuklearnych albo chemicznych, a może zabawy w boga przez naukowców, które w konsekwencji skutkują rozprzestrzenieniem się śmiertelnego wirusa – wybór drogi destrukcji bywa różny. Swoją postapokaliptyczną wizją postanowiła podzielić się również amerykańska pisarka, Kat Falls.

    Gigantyczna broda, która była złem (Stephen Collins) - recenzja

    O sposobach, na jakie „Tam” wdziera się „Tutaj”

    Gatunek homo sapiens sapiens przejawia zadziwiającą skłonność do porządkowania, szufladkowania, wprowadzania ładu. Podobne zjawiska w przyrodzie właściwie nie istnieją, tam żądzą przypadek i losowość. Symetryczne drzewa? Wypielęgnowane trawniki? Idealnie przystrzyżona fryzura czy gładka, ogolona twarz? Kąty proste? To wszystko dzieło człowieka, rozmiłowanego w poskramianiu chaosu. Harmonia oznacza spokój i bezpieczeństwo, sprawia, że każdy zna swoje miejsce w szeregu. To warunek konieczny do przetrwania, czyż nie?

    Kocham cię, Lilith (Radek Rak) - recenzja

    Od zawsze interesowały mnie debiutanckie powieści, bez znaczenia czy nazwisko pisarza królowało już na listach bestsellerów wiele razy, czy też autor stoi dopiero na początku swej drogi. W najwcześniejszej publikacji tkwi coś magicznego, niepowtarzalnego i wspaniałego. W odniesieniu do niej można dostrzec rozwój warsztatu pisarskiego, jego słabe i mocne strony oraz prześledzić inspiracje. Debiut Radka Raka, „Kocham cię, Lilith”, okazał się dobry – chociaż nie powalił mnie na łopatki, nie czułam jednocześnie, że czytam coś, co nigdy nie powinno zostać wydane.

    Sztywny (Michał Gołkowski) - recenzja


    Oszukałeś Szefa, zdradziłeś kumpla, jesteś mordercą bez wyrzutów sumienia. Wiecznie nie masz kasy, wszystko przepijasz, wydajesz na narkotyki albo dziwki. Wszyscy faceci chcą cię zabić. Wszystkie laski chcą się z tobą przespać. A teraz leżysz w Zonie, krwawisz, umierasz i zastanawiasz się…

    Cholera…
    …jak w ogóle do tego doszło?
    *

    Kroniki Wardstone. Klątwa z przeszłości (Joseph Delaney) - recenzja


    „Kroniki Wardstone” to seria historii z gatunku fantastyki skierowanych przede wszystkim do nastoletniego grona czytelniczego. Autorem książek jest Joseph Delaney. To właśnie powieści wchodzące w skład wspominanego cyklu zapewniły mu międzynarodowy rozgłos oraz rzesze fanów, które z utęsknieniem wyczekiwały na kolejne tomy lub, tak jak obecnie, na najnowszą sagę osadzoną w tym samym uniwersum.

    Nethergrim. Otchłanny (Matthew Jobin) – recenzja


    Dawno, dawno temu trójka bohaterów, Tristan, Vithric i John Marshall, pokonała wielkiego złego – Otchłannego. Stwór chciał zapanować nad światem, niszcząc wszystko, co napotka na swojej drodze. Zadaniem małej armii było powstrzymanie Nethergrima, czyli Otchłannego, przed powstaniem, co udało się tylko trójce z nich. Jednak czy na pewno? Lata mijają, wyprawa śmiałków stała się legendą, życie płynie swoim tempem. Do czasu aż zaczyna się dziać coś dziwnego: giną zwierzęta, w ciemności czają się stwory z piekła rodem, słychać wrzaski... Słudzy Otchłannego powrócili. Czy i on sam znowu zagraża ludzkości?

    Dopóki nie zgasną gwiazdy (Piotr Patykiewicz) - recenzja

    Trzysta lat po Upadku i nic. Świat skuty lodem, żyć da się wyłącznie wysoko na górskich stokach, w dolinach czyha zbyt wiele niebezpieczeństw. Do prestiżowych zajęć należy myślistwo, ale z pewnością nikt nie będzie darzył poważaniem pospolitego mcharza. Aha, i nie przegapcie nabożeństwa, bo inaczej Świetliki Lucyfera na pewno was dopadną. Cóż, całkiem możliwe, że dopadną was i tak, ale co nam pozostało po zagładzie prócz wiary?

    Rover (DVD) - recenzja

    Kino drogi ma w sobie coś, co uwodzi widzów bez względu na ich wiek. Historie w takich filmach łączy podróż odbywana przez bohaterów, ale jej powody bywają różne, tak samo, jak skutki owej oraz zakończenia – raz szczęśliwe, innym znowu tragiczne. David Michôd stworzył obraz, który nie tylko porusza widza ukazaną w nim koncepcją życia i utraconego sensu, ale również przeraża niemalże postapokaliptyczną wizją świata pozbawionego zasad. „Rover” to film chwytający za serce, nie pozwalający przestać o nim myśleć, jednocześnie sprawiający, że chce się go wyrzucić z pamięci i obejrzeć ponownie, jeszcze raz, od nowa.

    Wyprawa skrytobójcy (Robin Hobb) – recenzja


    To już koniec. Odłożyłam na półkę ostatnią część trylogii „Skrytobójca”. Spędziłam z niemalże tysiącstronicową powieścią kilka długich wieczorów i będzie mi ich brakować. Przyzwyczaiłam się do ciężaru książki, do świata Królestwa Sześciu Księstw, do honorowego Brusa, mówiącego zagadkami Błazna i Bastarda, któremu los ciągle rzuca kłody pod nogi. Pani Hobb oczarowała mnie swoim stylem i stworzonym przez siebie uniwersum. Szkoda, że to już koniec, ale pocieszający jest dla mnie fakt, że bohaterowie powrócą w innej trylogii, „Złotoskóry”, która już niebawem ma zostać wydana przez Wydawnictwo MAG.

    Wszyscy na Zanzibarze (John Brunner) - recenzja

    (...) co jest warte bycie człowiekiem, jeżeli potrzebujemy maszyny, żebyśmy sami siebie nie zniszczyli?

    Wszyscy na Zanzibarze to pierwsza pozycja z serii „Artefakty” – nowej, po „Uczcie wyobraźni”, linii wydawniczej MAG-a, skupiającej się na „klasycznych, choć (...) lekko już zapomnianych powieściach z gatunku fantastyki”. Ta niemłoda już powieść, swego czasu wyróżniona nagrodą Hugo, dopiero teraz doczekała się polskiego przekładu. Moim zdaniem stanowi świetną pozycję na otwarcie nowej serii.

    Coś do ocalenia (Cora Carmack) - recenzja

    Bywają chwile, kiedy nikt nie potrafi ani nas zrozumieć, ani tym bardziej nam pomóc. Czujemy się zagubieni. W takich momentach pragniemy tylko jednego – uciec jak dalej, bowiem – zgodnie ze starym przysłowiem – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Lecz czy taka wędrówka w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi jest potrzebna?

    Posłaniec (Lois Lowry) – recenzja


    Nareszcie nadszedł ten moment – chwila, kiedy czytelnik otrzymuje odpowiedź na pytanie, jak zakończyły się losy protagonisty pierwszej części serii Lois Lowry „Dawca”. Zapewne większość z Was zastanawiała się również nad inną kwestią – w jaki sposób dwa tomy cyklu są ze sobą powiązane, pomijając oczywiście kwestię uniwersum i społecznych zmian zachodzących w mieszkańcach poszczególnych krain. W „Posłańcu” Lois Lowry kreśli losy bohaterów, których czytelnik poznał w „Dawcy” oraz „Skrawkach błękitu”. I muszę przyznać, że ten tom to jak dotąd najlepsza część serii.

    Poltergeist (2015) - recenzja

    Nie taki poltergeist straszny...

    Z filmowego plakatu złowieszczo łypie na mnie brzydki, wyszczerzony klaun. Nie wiem, co opętało (sic!) twórców horrorów, że z upodobaniem przedstawiają w swoich produkcjach paskudne, zdeprawowane zabawki, które tylko psychopata chciałby trzymać w domu. Oh, wait… W każdym razie pajac nie napawał optymizmem – także w tym sensie, że nie wróżył filmu na wysokim poziomie. Przykro mi, ale cyrkowe zgrywusy są dla mnie synonimem kiczu i obleśności, a nie dobrego strachu (czujecie ten oksymoron, prawda?). Szczęście w nieszczęściu, klaun okazał się niezbyt udanym wyborem speców od marketingu, a nie dominantą całego filmu, który z kolei... wyszedł dość zabawnie.

    Mroczna Bohaterka. Jesienna Róża (Abigail Gibbs) - recenzja


    W niektórych powieściach nie ma znaczenia czy po jej świecie grasują wampiry, czy wilkołaki, paranormalni, czy modyfikowani. Kły, pazury i macki schodzą na drugi plan, gdy do akcji wkraczają nabuzowane hormonami nastolatki. I obojętnie czy są to „normalne” dziewczyny, czy supermanki, zawsze, ale to zawsze, w momencie, gdy się zakochują, robią istny armagedon. Moc uczuć od zawsze była wielka i niepojęta, ale w fantasy zabarwionym harlequinem miłość nabiera kolosalnego rozmiaru.

    Oberki do końca świata (Wit Szostak) - recenzja

    Ej, za las, chłopcy, za las, bo za lasem grają...

    Na portalu TV Tropes pod hasłem „The Magic Goes Away” można przeczytać między innymi takie słowa: ... w tym nowym światowym ładzie nie ma już miejsca na magię. (...) Wszystkie ślady magii zniknęły lub przynajmniej szybko giną. Czas Mitów przeminął*. Tak, świat się zmienia, przed ludźmi otwierają się nowe możliwości, o których wcześniej wielu nawet nie śniło – a jednak bezpowrotnie zatracona zostaje pierwotna naiwność, magia i pasja. Wydaje się, że ten sam los czeka Szostakowych bohaterów, ponieważ nowoczesność już ich nie potrzebuje.

    Przebudzenie (Arwen Elys Dayton) - recenzja


    Ciężko jest znaleźć odpowiednie słowa, aby w pełni wyrazić rozczarowanie, towarzyszyące mi podczas lektury Przebudzenia Arweny Elys Dayton. Historia przedstawiona w książce opowiada o obcej rasie Kinlai, której antyczni przedstawiciele utknęli na Ziemi, w starożytnym Egipcie, gdzie szybko uznani zostali za bogów. Po pięciu tysiącach lat z odległej planety śladami swoich przodków ponownie wyrusza ekspedycja, mając nadzieję na odzyskanie pradawnej formuły podróży szybszych od światła. To jedyna szansa na ocalenie gatunku, któremu zagrażają Luceni – owadopodobne istoty zdecydowane zniszczyć Kinlai.

    Ulysses Moore. Podróż do Mrocznych Portów (Pierdomenico Baccalario) - recenzja

    Nadszedł czas na kolejną podróż z bohaterami książek Pierdomenica Baccalario. Gdzie tym razem zastała protagonistów przygoda? Murray, Mina, Shane i Connor powracają do Willi Argo – czeka bowiem na nich następna misja. Okazuje się, że Rick i profesor zaginęli podczas poszukiwań tajemniczej wyspy. Młodzi bohaterowie są jedynymi osobami, które mogą odnaleźć przyjaciół. Czy jednak im się to uda?

    Trawa (Sheri S. Tepper) - recenzja

    Lisi grzech pierworodny

    W ciągu trawiańskiego roku (znacznie dłuższego od ziemskiego) następują okresy, kiedy arystokratyczni bonowie, niepomni na nic i nikogo, udają się na owiane licznymi społecznymi tabu polowania. Towarzyszą i wspomagają prawdziwych myśliwych, żądne krwi Hippae oraz równie przerażające ogary. Zdarza się czasem, że ktoś nie powróci z łowów: taki los spotkał na przykład śliczną Janettę bon Maukerden czy młodziutką Dimity bon Damfels – ale o tym lepiej głośno nie mówić, lepiej nawet nie myśleć. Tymczasem Terranie podejmują próbę ustanowienia na Trawie ambasady. Przysyłają w tym celu na tradycjonalistyczną i, co tu ukrywać, w dużej mierze ksenofobiczną planetę Roderiga i Marjorie Yrarierów wraz z dziećmi. Misja małżonków ma oczywiście swoje drugie dno, lecz ci obcy w obcym kraju ludzie będą musieli przede wszystkim przeniknąć tajemnicę lokalnych obyczajów.

    Miasto cieni (Ransom Riggs) - recenzja

    Niezwykła historia osobliwych dzieci z Osobliwego domu pani Peregrine autorstwa Ransoma Riggsa znalazła swój dalszy ciąg w kontynuacji powieści – Mieście cieni. Ponownie pisarz sięgnął po ciekawy i niewątpliwie nowatorski zabieg przeplatania tekstu autentycznymi zdjęciami. Wiele z nich pochodzi z osobistego zbioru Riggsa, ale część została wypożyczona od innych kolekcjonerów. Ich wykorzystanie w powieści nadaje jej niesamowitego klimatu czasów dawno już minionych, a przecież ciągle żywych przez utrwalone w fotografiach miejsca i osoby. Lecz chociaż jest to chwyt wyjątkowo interesujący, nie sposób nie zastanowić się nad jego celowością.

    Czarne światła: Łzy Mai (Martyna Raduchowska) - recenzja

    Bardzo chciałem polubić tę powieść. Nie z powodu tematyki, bo ani cyberpunk w stylu Deus Ex, ani kryminał tego czy innego rodzaju nie jarają mnie jakoś specjalnie. Główny motywator stanowiła osoba autorki, w moim mniemaniu jeden z jaśniejszych punktów na mapie współczesnej polskiej fantastyki. Trudną sytuację dodatkowo pogarszały jej poprzednie książki, szczególnie świetny, wysoko zawieszający poprzeczkę Demon Luster. Tak więc chciałem, starałem się, lecz po kilku nieudanych próbach wywiesiłem białą flagę. Co jest o tyle smutne (bądź irytujące, w zależności od punktu widzenia), że nie mówimy o powieści złej, tylko zepsutej kilkoma nietrafionymi decyzjami.

    Rogi (DVD) - recenzja

    Diabeł nieodmiennie kojarzy się z czymś złym, groźnym i przerażającym, chociaż jego obecność w książce czy filmie niekoniecznie jest tak samo straszna dla każdego odbiorcy. Zazwyczaj opętuje jakiegoś nieszczęśnika, lecz w filmie „Rogi” Alexandre Aja pojawia się jako swoiste alter ego głównego bohatera, które stopniowo – dosłownie i w przenośni – zaczyna się ujawniać. Chociaż owa historia oparta na motywach powieści Joe'a Hilla wydaje się oryginalna i nietuzinkowa, niestety okazuje się bardzo przewidywalna oraz przeciętna.

    Mad Max: Na drodze gniewu (2015) - recenzja

    Szalony Max powrócił. Mimo trzydziestu lat nieobecności na dużym ekranie wciąż jest szybki, twardy i brutalny, zaś otaczający go świat bardziej smutny, zepsuty i groteskowy niż kiedykolwiek. Niejako przy okazji jego kolejna przygoda okazuje się być, wzorem poprzednich, całkiem niegłupia. Coś, co we współczesnym kinie rozrywkowym stanowi odświeżającą i wartą docenienia rzadkość.

    Strony

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus