Zaginiona (Andrzej Pilipiuk) - recenzja

    Moc życzenia wypowiedzianego do spadającej gwiazdy? A może sprawka dżina zamieszkującego zaczarowaną lampę? Co by to nie było, jedno jest pewne – marzenie wielu czytelników zostało wreszcie spełnione, nieważne, jakie siły w to ingerowały. Jedenaście lat temu Andrzej Pilipiuk wydał pierwszą część serii o przygodach kuzynek Kruszewskich i kiedy myślałam że kurz przykrył historie alchemiczki i eks-agentki, okazało się, że nigdy nie powinno się porzucać nadziei. Skoro można wierzyć we wróżki, trzeba również zachować gdzieś w głębi płomyczek ufności, jeśli idzie o kontynuację albo literackie powroty pisarza do ulubionego cyklu. I tak oto po przeszło dziewięciu latach, ku mojej wielkiej radości, dostałam w swoje ręce kolejną książkę opisującą przygody kuzynek Kruszewskich.

    Tym razem Stanisława i Katarzyna mają do wykonania kilka misji. Po pierwsze, muszą odnaleźć lekarstwo na chorobę toczącą jedną z nich, pomóc Annie Czwartek w odszukaniu tajemniczej wysypy chronionej przez magiczną barierę oraz uleczyć młodą dziewczynę, która nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym. Żeby sprostać owym zadaniom, protagonistki muszą ucieć się do zastosowania niekonwencjonalnych sposobów takich jak użycie osobistego powabu i kobiecego piękna, a także gróźb i przemocy, ale wszak czego się nie robi dla bliskich, lub tych dalszych?

    Na najnowsza książka Andrzeja Pilipiuka składają się dwie historie: pierwsza dotyczy pomocy wspomnianej wyżej Annie Czwartek (jest to krótka powieść pod tytułem „Zaginiona”), natomiast drugą stanowi opowiadanie „Czarne skrzypce”, w którym kuzynki starają się rozwikłać zagadkę choroby młodej dziewczyny.

    Mogłoby się wydawać, że po tylu latach spotkanie z jednymi ze swoich ulubionych bohaterek polskiej prozy może być zgoła rozczarowujące – czytelnik wyrósł z takich historii, dojrzał, zmieniły się jego zapatrywania na literaturę. Nic bardziej mylnego. Czytając „Zaginioną”, bawiłam się równie dobrze jak kilka lat temu, kiedy sięgnęłam po trylogię „Kuzynki”. Ta sama atmosfera, dreszczyk emocji i dawka humoru.

    Nie zabrakło także charakterystycznej dla pióra Pilipiuka zabawy z historią i przeszłością, wplatania tych wątków do współczesnej opowieści oraz podkreślania znaczenia dziedzictwa kultury i kultywowania pamięci o minionych epokach. W końcu to właśnie dawne lata dostarczają wskazówek do odpowiedzi na pytania stawiane przez bohaterki. Dla protagonistów historia jest czymś ważnym, co najlepiej widać to na przykładzie Stanisławy.

    Owszem, w książce pojawiają się kilka niezgodności, jeżeli chodzi o rozwiązania fabularne, takich jak choćby nagła choroba jednej z protagonistek. Odnalezienie samej wyspy również okazuje się zbytnio uproszczone i łatwe, zwłaszcza dopłynięcie do niej, nie wspominając o wydarzeniach rozgrywające się już na miejscu. O wiele lepiej skonstruowano opowiadanie „Czarne skrzypce”, nie zauważyłam w nim podobnych potknięć fabularnych.

    „Zaginiona” to dobra kontynuacja wcześniejszych książek serii. Pozycja trzyma w napięciu, wywołuje wypieki na twarzy i przywołuje emocje towarzyszące zagłębianiu się w lekturę „Kuzynek” lub „Księżniczki”. Czasami powrót do przeszłości nie musi oznaczać zbędnego „ciągnięcia” skończonej historii. Właśnie to udowadnia w swoim nowym dziele Andrzej Pilipiuk. Sięgnięcie, a dokładniej powrót do literackich korzeni okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

    Monika "Katriona" Doerre
    Korekta: Patrycja "Pattyczak" Wołyńczuk


    Tytuł: Zaginiona
    Autor: Andrzej Pilipiuk
    Tytuł cyklu: Kuzynki Kruszewskie
    Tom cyklu: IV
    Wydawca: Fabryka Słów
    Premiera: 8 październik 2014
    Wydanie: I
    Gatunek: powieść
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 352
    Wymiary: 125 x 195 mm
    ISBN: 978-83-7964-010-2

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus