W sieci umysłów (James Dashner) – recenzja

    Autorka "Pięknych istot" rekomenduje nową powieść Jamesa Dashnera jako zgrabne połączenie "Dziewczyny z tatuażem" i "Matrixa". Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia, skąd się wzięło nawiązanie do utworu Stiega Larssona, bowiem "W sieci umysłów" to raczej młodzieżowa wersja dzieł Philipa K. Dicka i książek Isaaca Asimova. Fabuła pierwszego tomu nowej trylogii jest bardzo zbliżona do poprzednich tekstów autora. Mowa o bestsellerowej serii "Więzień labiryntu", który światową sławę dodatkowo zawdzięcza dwóm kinowym ekranizacjom (trzecia część ma pojawić się w 2017 roku). Podobny sposób ukazywania wydarzeń i konstrukcji bohaterów został wykorzystany w "W sieci umysłów", w ktorej opisano historię trójki nastoletnich przyjaciół, przypadkowo wplątanych w poczynania tajemniczej organizacji SVN, i ich głównego antagonisty, Kaine'a.

    Michael to rezolutny 16-latek, który wraz z Sarą i Brysonem kilkanaście godzin dziennie spędza w VirtNecie, sztucznej rzeczywistości. Tak naprawdę najłatwiej porównać ów świat do tego znanego z trylogii "Matrix" z tą różnicą, że ciała bohaterów leżą w tak zwanej Trumnie, która dostarcza im niezbędnych substancji odżywczych. W wirtualnej sieci ludzie doświadczają nowych przygód, emocji i wrażeń, zdobywając doświadczenie i przechodząc na kolejne etapy gry. Wydarzenia w "W sieci umysłów" rozpoczynają się od negocjacji Michaela z młodą kobietą chcącą popełnić samobójstwo. Chłopak próbuje odwieść ją od tego czynu, licząc na dużą liczbę punktów XP, jednak nie dość, że nie udaje mu sie tego dokonać, to na dodatek zdobywa niepokojące informacje na temat Kaine'a, supergracza siejącego strach, zabijającego realne ciała i występującego przeciwko twórcom "Głębi życia" (jak potocznie nazywana jest gra). Michael, Sara i Bryson dostają misję ścigania terrorysty od tajemniczego SVN. Dlaczego wybór pada na trójkę nastolatków? Z prostego powodu: są wybitnie zdolni, potrafią dostrzec kod programu i zręcznie nim manipulować (jawne analogie do postaci Neo z "Matrixa").

    Rozpoczyna się wyścig. Nie śledztwo, nie szukanie wskazówek, a istny pościg. Akcja pędzi na łeb na szyję, w jednej chwili protagoniści szukają tajemnego wejścia do Ścieżki mającej doprowadzić ich do Kaine'a, zaś w drugiej są poddawani próbom na wytrzymałość, lojalność i bohaterstwo. "W sieci umysłów" to taki wirtualny "The Maze Runner": ciągle coś się dzieje, jednak nie zawsze to ma sens. Niekiedy nastolatkom zbyt łatwo udaje sie pokonać przeszkody, złamać kod lub uzyskać dostęp do ściśle chronionej wiedzy. Miejscami może się to się wydawać irytujące, jednak taki chyba jest urok twórczości Dashnera: w głowie czytelnika kłębi się mnóstwo pytań, a tylko na niektóre pozna odpowiedzi.

    Cykl nosi nazwę "Doktryna nieśmiertelności". Pod tą nazwę kryje się idea wprowadzenia programów komputerowych do ciał prawdziwych ludzi, z których usuwa się świadomą jaźń. Aby tego dokonać, Kaine'a i jego grupa muszą zabić graczy, pozbawić ich własnego "ja" – jego miejsce zajmie program. Dashner skupił sie na wykreowaniu nowego świata przedstawionego, nieco zaniedbując bohaterów. Podobnie jak we wcześniejszej serii, tak i tutaj czytelnik stopniowo odkrywa złożoność wirtualnej rzeczywistości. Wszystko się zmieniło, jednak zabrakło opisu tego, jak nowe technologie wpłynęły na rozwój stosunków międzyludzkich i światową politykę.

    "W sieci umysłów" to zgrabne połączenie powieści przygodowej, elementów science fiction oraz horroru. Cechy tego ostatniego zostały zaadaptowane w bardzo ciekawy sposób – bohaterowie stykają się z na wpół umarłymi zombiakami lub są ścigani przez demony ukrywające się w ciałach zwierząt. Sama idea przejmowania kontroli przez zbuntowane maszyny i roboty (tutaj: programy) nie jest czymś innowacyjnym. Już kilkadziesiąt lat temu opisywał to Isaac Asimov w pozytywnym i Philip K. Dick w negatywnym aspekcie. Jednak w powieści Dashnera na próżno szukać literackich fobii twórcy "Blade Runnera" lub technologicznego zachwytu autora "Ja, robot". Moim zdaniem Amerykanin zbyt pobieżnie traktuje ów temat i nie wykorzystał możliwości, jakie otworzyła mu wirtualna rzeczywistość.

    Tym razem to nie Papierowy Księżyc, lecz wydawnictwo Albatros postanowiło opublikować pierwszy tom nowej trylogii. Sama książka ma nieco mniejsze rozmiary i nie posiada bocznych skrzydełek, a w środku nie znajdziemy literówek i powtórzeń, które zdarzały się wydawcy "Więźnia labiryntu". Pozostaje mieć nadzieję, iż Albatros szybko opublikuje kolejne tomy serii: "The Rule of Thoughts" została wydana w ubiegłym roku, zaś finałowa część "The Games of Lives" ma mieć premierę 15 listopada 2015.

    "W sieci umysłów" czyta się naprawdę szybko. I chociaż sama próba ukazania wydarzeń fabularnych i kreacji bohaterów jest bardzo zbliżona do serii "Więzień labiryntu" (między tymi dwoma tytułami są 4 lata różnicy, które widać nie wpłynęły na autorski styl i konstrukcję utworu), to całość wypada naprawdę atrakcyjnie. Nieco starsi czytelnicy mogą się domyśleć zakończenia (mnie ono akurat nie zszokowało), istnego cliffhangera. Początek nowej serii robi naprawdę dobre wrażenie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejne tomy będą równie udane, a z czasem uda się przenieść je na wielki ekran, bowiem książka ma ogromny filmowy potencjał. Solidna powieść dla młodzieży i fanów Jamesa Dashnera.

    Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk
    Korekta: Matylda Zatorska

    Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
    dziękujemy Wydawnictwu Albatros


    Tytuł: w sieci umysłów
    Autor: James Dashner
    Seria: Doktryna nieśmiertelności, tom I
    Tłumaczenie: Anna Dobrzańska, Rafał Lisowski
    Wydawnictwo: Albatros
    Data i miejsce wydania: 30.0.2015, Warszawa
    Oprawa: miękka
    Wydanie: I
    Liczba stron: 384
    ISBN: 978-83-7985-660-2

    Polski