"Ja, Serwisant. Bęben do wymiany"

    Nie powiem, by ten dzień jakoś szczególnie wyróżniał się spośród innych. No może poza drobnym faktem, iż ruch w interesie był jakby mniejszy. Jak co dzień rano wypiłem kawę, po czym zabrałem się do wyrabiania normy. Wtedy właśnie do moich uszu dotarł przerażający dźwięk przypominający cichą eksplozję (musicie wiedzieć mili moi, iż Wasz uniżony sługa, nie należy do ludzi bojaźliwych). Szybko zorientowałem się w czym rzecz. Jedna z kopiarek odmówiła posłuszeństwa i niebezpiecznie zboczyła na drogę, która mogła się dla niej zakończyć tylko w jeden sposób. Utylizacją, a musicie wiedzieć, iż maszyna ta już od paru dni problemy stwarzała i jej los był już praktycznie przesądzony. Nie myślcie bynajmniej, iż Wasz uniżony sługa jest człowiekiem o twardym sercu i pozbawionym skrupułów. Przyszły serwisant, a tak, wszystko wskazuje na to, że właśnie taką drogę kariery w niedługim czasie obiorę, musi odgarniać ziarno od plew. Zniszczenie tej maszyny w oczyszczającym rozmontowaniu przysłuży się ratowaniu innych, których problemy są na tyle małe, iż drobna poprawka jest w stanie je rozwiązać, a właśnie chyba to powinno być najważniejszym celem serwisantów...

    Pewnie się teraz zastanawiacie, co brałem? Nic, ale o dziwo po pół godzinnym śnie w nocy i średnio męczącym dniu w pracy, głupoty same przychodzą mi na myśl. Idę spać, o! Może jutro napiszę coś z sensem ;]