Życzenia cz.5

    (Miłego czytania)

     

    Uciekam ile mam tylko sił w nogach. Mam wrażenie, że biegnę w miejscu, a wszystko przez rozciągającą się aż po horyzont purpurową połać nieskończoności. Obok mnie, na wysokości mojej głowy, płynie Gienek, zawzięcie poruszając wszystkimi płetwami. Oglądam się za siebie i widzę ścigających nas krasnali, z którymi miałem już do czynienia. Na szczęście nie potrafią nas dogonić.

           -  Masz jakiś pomysł? – pytam Gienka. Ten nienaturalnie przekręca głowę i patrzy mi prosto w twarz tymi swoimi przerażonymi oczyma, które właściwie zawsze na takie wyglądają, jak to u ryby, choć tym razem dostrzegam w nich coś jeszcze, jakby nić porozumienia.

           - Nie wiem, Zdzisiek! – odpowiada z paniką w tonie głosu. – Nic mi do głowy nie przychodzi!

           Pięknie, więc jesteśmy zgubieni! Obracam się i zaczynam biec tyłem niczym rak. Umożliwia mi to lepszą ocenę sytuacji i dopiero teraz mogę dokładniej przyjrzeć się biegnącym, niskim krasnalom i temu, jak bardzo są wściekłe. Całe zdarzenie wyobrażam sobie z bocznej perspektywy; komicznie to wygląda. Poczułem przed nimi nagły, paniczny lęk. Aby złagodzić jego objawy prostuję przed sobą prawą rękę, po czym zaciskam dłoń w pięść i wystawiam środkowy palec. Tym banalnym sposobem uwolniłem się od strachu. Niestety przez ten gest krasnale prykacze wkurzyły się jeszcze bardziej. Ogarnęła ich furia i zapewne mocniejsza, nieokiełznana chęć złapania swoich zwierzyn, którymi niewątpliwie jesteśmy - wyczytuję to z ich grymasu twarzy. Nagle zamyślam się nad czymś, a konkretniej nad słowami Gienka, bo skoro przebywamy w jego jaźni, to w  takim razie on trzyma nad nią kontrolę.

           - Rybo! – krzyczę do niego. – Wymyśl coś, by zatrzymać te ścierwa!

           - Mówiłem ci już, że…

           - Posłuchaj – przerywam mu – tutaj możesz przecież wszystko!

           Gienek chyba zrozumiał sens tego, co powiedziałem, bo spojrzał do góry jakby ujrzał nad swoją głową palącą się żarówkę symbolizującą wybitny pomysł.

            - Masz rację! – zgodził się ze mną i przestał machać płetwami, zatrzymał się w miejscu. Również przystanąłem. Krasnale osłupiały niczym wbite w ziemię posągi. Nie wiedziały co robić. Grunt to zaskoczenie, myślę sobie.

            - Co zamierzasz? – pytam go szeptem.

            - Będę walczył – odparł Gienek, ukazując złote siekacze, usadzone na dole. Nie miałem nawet pojęcia, że je posiada.

            - Poddajcie się! – krzyknął Rum. – Nie uciekniecie nam!

            - Właśnie! – dodał Whisky swoje trzy grosze.

            Gienek spojrzał po nim i rzucił bezpardonowo:

             - A ty się, transwestyto, zamknij!!

             - Transwestyto? – pytam półgłosem.

           - No pewnie, że tak, nosi żeńskie imię, a w dodatku maluje te różowe kółeczka na policzkach, to chyba wystarczające dowody na poparcie mojej tezy?

           A więc to tylko teza, do której tak do końca nie byłem przekonany, ale niech mu będzie.

           - Chcemy tylko - ciągnął dalej Rum – aby zacny Zdzisiek, zdobył dla nas butelkę wódki, to wszystko.

           - Dokładnie – wtrącił się Whisky - ale potem spijemy was i wykorzystamy. HA! HA! HA! – Roześmiał się jak opętany, głośno i dosadnie, za co dostał od swojego kompana po głowie.

           - Cicho bądź, matole! Spójrz na nich. Prawie ich przekonałem.

           - Te ścierwo myśli – mówię do Gienka – że ma nas w garści.

           Ni stąd ni zowąd między nami, a krasnalami, pojawiły się dwa delfiny w postaci nadmuchanych lal. Zapewne robota mojego towarzysza niedoli.

            - Nie uważasz, że te rybki są niewystarczające do obrony? – Starałem się uświadomić Gienka.

            - Po pierwsze, to Ssaki. Po drugie, ożywię je – wyjaśniła złota ryba.

            Delfiny faktycznie zaczęły ruszać się, a po chwili nacierać na krasnale, w rękach których, mimo wyraźnej paniki, pojawiły się ogromne igły, wyglądem, gdyby nie zwężające się i ostre zakończenia, przypominające bazooki. Będąc już blisko celu, delfiny nadziały się na igły w konsekwencji czego ulotniło się z nich powietrze, przez co momentalnie sflaczały jak opróżniany worek na śmieci.

            - I co teraz? – pytam. Gienek nawet nie odpowiedział. Szczerzył się i zmrużył oczy tak nienaturalnie, że przez chwilę sam miałem pewne obiekcje, co do jego natury, gdyż  do tego momentu wydawał mi się zupełnie niegroźną rybą.

            Ale co to? Przed krasnalami pojawiły się ich sobowtóry.

            Rum, ale ten prawdziwy, ujął w dłoń siwą brodę i począł ją z wolna gładzić. Wyraźnie był zdezorientowany, tak jak jego towarzysz.

            - Dlaczego te klony stoją jak słupy? – Ciągle zadaje jakieś pytania, na które nie uzyskuje odpowiedzi.

            Po chwili zastanowienia, Rum podskoczył na wysokość klatki piersiowej sobowtórów, zawisł w powietrzu, i nogą wymierzył im kilka solidnych ciosów w głowę. Te rozbryzgały się, zostawiając po sobie srebrny, wolno zanikający pył.

            - Tylko na tyle was stać?! – grzmiał Whisky na granicy nienawiści wymieszanej z zadowoleniem, a zaraz po tych słowach zamknął oczy, napiął całe ciało i… co on u licha wyprawia? Wygląda jakby… ale nie, niemożliwe. Na szczęście nie robi tego, co sobie pomyślałem, lecz coś o wiele gorszego. Krasnal kontratakuje. Trzeba go pochwalić za jego wyobraźnię, bo oto leci w naszym kierunku kilkumetrowy młot o drewnianym trzonie, na krańcu którego nasadzony jest gumowy czarny łeb, przypominający piłkę futbolową, ale idealnie płaską na zakończeniach.

           Wpadłem jak śliwka w kompot.

    Komentarze

    No Avatar
    Reila on sob., 02/08/2014 - 11:24

    No nie powiem, ciekawe :D Gienek wymiata xD

    No Avatar
    gronial on sob., 02/08/2014 - 11:25

    Nie uwierzysz, ale wszedłem w na stornkę w momencie, kiedy wstawiałaś komentarz, dosłownie:D.

    No Avatar
    Morley on sob., 02/08/2014 - 11:25

    Dawno mnie nie było a tu tyle nowości...

    Nie wiem czy komplementowanie Życzeń ma jeszcze sens bo ten cykl po prostu stale trzyma swój poziom. Absurdalności (w pozytywnym sensie) , humoru i czegoś czego nazwać nie potrafię a co każe mi czytać każdą kolejną część.

    Tak dalej Gronial.

    Pozdrawiam
    Morley

    P.S. Dzięki za zaufanie - wiesz o co chodzi. Ja osiem więcej :)

    No Avatar
    gronial on sob., 02/08/2014 - 11:25

    Dzięki i no problemo. Można powiedzieć, młode dupy jesteśmy:).

    Właśnie pisze dalszy ciąg, ale topornie idzie..