Królowa potępionych

    Przerost brzmienia nad treścią

    Każdy wampir składa się z eleganckiej koszuli, czarnej peleryny, strachu przed czosnkiem, nietoperzowego alter ego i wampira właściwego, czyż nie? A jednak... Nie ma miejsca na stereotypy u nieśmiertelnych, którzy wyszli spod pióra Anne Rice, "Królowa potępionych" zaś, to już druga po "Wywiadzie z wampirem" ekranizacja jej powieści.

    Spotykamy w niej naszego starego znajomego - Lestata (Stuart Townsend) i... to na tyle by było podobieństw. "Królowa potępionych" opiera się na motywach z dwóch części "Kronik wampirzych" - "Wampirze Lestacie" i "Królowej potępionych". Scenariusz filmu wyreżyserowanego przez Michaela Rymera został wprawdzie oparty na powieści Anne Rice, ale napisała go nie sama autorka, lecz Scott Abbott oraz Michael Petroni (II) i różnica ta, niestety, jest mocno odczuwalna. Nie będę rozwodzić się nad tym, jak duże zmiany zostały wprowadzone względem powieści, bo każdy czytelnik odkryje to sam, a tym, co nie sięgnęli po pierwowzrór, nie będę psuła zabawy. W moim odczuciu przeróbki bardzo zaszkodziły opowieści, jednak uczyniły ją bardziej... filmową. No właśnie. A o czym opowiada sam film?

    Lestat, cyniczny, liczący sobie 200 lat wampir o jasnoblond włosach budzi się w XX wieku po wielu latach snu. Z odrętwienia wyrywa go hałas, który okazuje się być... muzyką rockową. Sam krwiopijca udowadnia z kolei, że jego głos potrafi hipnotyzować tłumy i tak oto nieśmiertelny zostaje wokalistą zespołu, wampirem w skórzanych spodniach i z mikrofonem w dłoni, szlajającym się po kiczowatych domach i krzyczącym z billboardów. W swoich tekstach zdradza tajemnice wampirów, więc bracia krwi szykują zemstę. Lestat kpi z ich złości, mimo ostrzeżeń.

    Nie tylko Lestat został obudzony - jego piosenki wyrywają z wieloletniej śpiączki także matkę gatunku, pierwszą wampirzycę - Akashę (Aaliyah). Nutny blondyn poznał ją już kiedyś, ale kolejne spotkanie będzie miało zpuełnie inny charakter.

    Wreszcie, w tle potężnych istot, działa tajemniczy zakon - Talamasca, badający to, co intrygujące i nieznane. Pracujący w niej David Talbot (Paul McGann) i Jesse Rives (Marguerite Moreau) przesłuchują płytę Lestata. A wampir ogłasza, że jego zespół zagra jedyny w karierze koncert na żywo. Kto dotrze tam pierwszy? Potężna wampirzyca, młoda i dociekliwa badaczka, czy rozwścieczeni krwiopijcy? A może Marius (Vincent Perez), stwórca Lestata, który porzucił go zaraz po narodzinach dla Ciemności?

    Odpowiedzi na te pytania będziecie musieli poszukać samodzielnie. Czy warto? Trudno ocenić. Film raczej nie przypadnie do gustu fanom twórczości Rice, z drugiej strony, zapewne to właśnie oni będą nim zainteresowani. Pozycji tej daleko to poprzedniej ekranizacji - wampiry z "Królowej..." zdają się być przerysowane - ich karykaturalność sprawiała, że film miejscami przypominał sceny walk z "Matrixa". Dopasowanie aktorów do postaci może wywołać grymas wstrętu - o ile Jesse i Maharet przystają do książkowego opisu, a Lestat nie jest najgorszy, to Mael, Khayman czy Armand mogą wywołać gęsią skórkę. Louisa czy Gabrielle natomiast w ogóle zabrakło... Muszę też przyznać, że spodobała mi się rola Aaliyah, która wcieliła się w rolę Akashy. Oddała jej mistycym, magię i pierwotne piękno wymieszane z dużą dozą okrucieństwa. Smaczkiem dla oczu mogą być sceny łączące Lestata i Akashę czy same kostiumy wampirzycy, podkreślające urodę aktorki. Sam film przyciąga jednak czym innym - muzyką. Ścieżka dźwiękowa z "Królowej potępionych" jest warta polecenia wszystkim fanom ciężkiego brzmienia. Znaleźć można na niej niesamowity miks - od Chestera Benningtona, przez Korn, aż po Marylina Mansona. W dodatku wszyscy wywiązali się ze swoich ról... śpiewająco. Zestawienie tak różnych twórców powoduje, że soundtrack nie jest monotonny i wzbudza żywe zainteresowanie od pierwszego ujęcia aż do ostatniego, a potem wielokrotnie jeszcze powraca w myślach. Na potrzeby filmu nakręcone zostały teledyski zespołu Lestata - ich fragmenty można dojrzeć w różnych scenach filmu. Nie są one może małymi arcydziełami, ale bez wątpienia interesującym dodatkiem. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że filmowy Lestat śpiewa głosem Johnatana Davisa z Korn, który wystąpił też w epizodycznej roli konika sprzedającego bilety na koncert.

    Czy warto zatem prawie dwie godziny na obejrzenie tego filmu? Tak, ale tylko pod warunkiem, że będzie się umiało rozgraniczyć filmową "Królową potępionych" i "Kroniki wampirze". Jak to zrobić? Najbardziej kojarzy mi się rada mojej przyjaciółki, proponującej mi ciemne, dosładzane piwo (podczas gdy jestem fanką goryczki). Ujęła to słowami: "Nie patrz na to jak na piwo. Pomyśl, że to coś ciekawego do picia". Tak samo powinno patrzeć się na tę produkcję - jak na coś ciekawego, absolutnie niepowiązanego z twórczością Anne Rice. Wtedy można oglądać "Królową..." bez zbędnych nerwów, chwilami tylko przesadnie przymykając oko na niektóre niedociągnięcia i ciesząc się dobrą muzyką i urodą Aaliah. Gdyby jednak ktoś miał cierpieć z powodu drastycznych zmian wprowadzonych względem książek... niech ograniczy się tylko do soundtracku. Szkoda stresu.

    Królowa Potępionych
    tytuł oryginału: Queen of the Damned

    reżyseria: Michael Rymer
    scenariusz: Scott Abbott, Michael Petroni (II)
    na podstawie powieści: Anne Rice
    zdjęcia: Ian Baker
    muzyka: Jonathan H. Davis (Korn), Richard Gibbs
    premiera: 2002
    produkcja: USA/Australia
    producent: Jorge Saralegui
    scenografia: Graham "Grace" Walker
    kostiumy: Angus Strathie
    efekty specjalne: Rodney Burke

    obsada:
    Lestat de Lioncourt - Stuart Townsend
    Akasha - Aaliyah
    Jesse Rives - Marguerite Moreau
    David Talbot - Paul McGann
    Marius - Vincent Perez

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Komentarze

    Obrazek użytkownika Lorelay
    Lorelay on czw., 02/13/2014 - 12:48

    Mi też filmowa "Królowa Potępionych" do gustu nie przypadła. Jedyne co mi się w niej naprawdę podobało to właśnie soundtrack :D
    Skomentowałam już dzisiaj tyle waszego pisarstwa wszelkiej maści, że szczerze mówiąc nie chce mi się już wygłaszać obszernej krytyki. Powiem więc jedno: Recenzja lepsza niż film :P

    Obrazek użytkownika Gotan
    Gotan on czw., 02/13/2014 - 12:49

    Co do filmu, to jestem tego samego zdania, co Lori. Soundtrack był genialny, lecz sama produkcja nie powalała na kolana. To, co mnie wręcz "bawiło" to sposób, w jaki ukazano latanie. Nie wiedzialem, czy się śmiać, czy płakać.

    No Avatar
    Firewarrior on czw., 02/13/2014 - 12:49

    Jeszcze jest jeden, ogromny walor - LESTAT! Ach, on jest fantastyczny, w dodatku przez większość filmu bez koszulki... Mmmm! :)