Tytuł Wrzesińskiego Mistrza Polskiej Ortografii trafił w ręce naszej redaktorki!

    Nasza redaktorka, Anna Tess Gołębiowska-Kmieciak, zajęła pierwsze miejsce w kategorii "wrześnian" w XVI dyktandzie Wrzesińskim!

    W tym roku odbyła się XVI edycja Wrzesińskiego dyktanda, którego organizatorem są: Stowarzyszenie Twórczości Teatralnej Akt, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Września, a także Szkoła Podstawowa nr 6 we Wrześni. Tym razem z tekstem przygotowanym przez znanego językoznawcę i członka Rady Języka Polskiego, profesora Andrzeja Markowskiego, zmierzyła się nasza redaktorka, Anna Tess Gołębiowska-Kmieciak. Pomimo dość silnej konkurencji — w dyktandzie brało udział ponad 200 osób — udało jej się zająć pierwsze miejsce w kategorii "wrześnian"! Serdecznie gratulujemy!

    Tekst zatytułowany "Medytacje pani Wioletty" zmusił uczestników do zmierzenia się nie tylko z językiem rodzimym, ale także zwrotami zaczerpniętymi z języka francuskiego. Jury pod przewodnictwem Anity Rembowicz-Robaszkiewicz miało za zadanie ocenić uczestników w trzech kategoriach: otwartej (dla ludzi z całego kraju), uczniowskiej i wrzesińskiej (wszyscy z gminy Września). Oczekiwanie na wyniki umilił wykład dyrektora muzeum regionalnego, Sebastiana Mazurkiewicza. Odbyło się także spotkanie z prezesem fundacji im. Wisławy Szymborskiej i jednocześnie jej wieloletnim sekretarzem, Michałem Rusinkiem. Poprowadził je Tomasz Małecki.

    W każdej kategorii wyłoniono troje laureatów, którzy otrzymali nagrody rzeczowe i dyplomy pamiątkowe. Zwycięzcom przyznano także okolicznościowe statuetki.

    Kategoria wrześnian:

    I miejsce - Anna Gołębiowska-Kmieciak
    II miejsce - Iwona Kaźmierczak
    III miejsce - Małgorzata Mokracka

    Kategoria otwarta:

    I Miejsce - Tomasz Malarz
    II miejsce - Arkadiusz Kleniewski
    III miejsce - Aleksander Meresiński

    Kategoria uczniów:

    I miejsce - Aleksandra Andrzejewska
    II miejsce - Nadia Smolarkiewicz
    III miejsce - Izabela Nowaczyk

    Jeżeli jesteście ciekawi z jakim tekstem zmierzyła się nasza redaktorka, to poniżej możecie się przekonać. Autorem XVI Wrzesińskiego Dyktanda jest profesor Andrzej Markowski.

    Medytacje pani Wioletty

    Czyżby niezadługo skończyła się era słowa drukowanego, a zaczęła nowa epoka, post-Gutenbergowska? Takie wątpliwości nie dręczyły bynajmniej pani Wioletty, dyrektora, a raczej, po genderowsku mówiąc, dyrektorki Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy we Wrześni. Siedziała w swoim minigabinecie i z niesmakiem czytała pełny postprawd wywód jakiegoś pseudoznawcy, wydrukowany, a jakże, w miejscowym tabloidzie. Kolejnyż to faktoid czy efekt żenującej niewiedzy? – westchnęła z cicha pani Wiola. Kiedy niekiedy nachodziła ją chętka, by nie łagodnie, lecz ostro odpowiedzieć na takie nieodpowiedzialne enuncjacje, nie z rzadka pojawiające się tu i ówdzie. Boć przecież pozycje drukowane, czy to książki, czy albumy, czy wreszcie prasa, są naprawdę wciąż pożądane jako porządne, rzetelne źródła wiedzy i informacji. A takoż nierzadko jako zdrój megarozkoszy intelektualnej lub estetycznej.

    Chętnie są czytane maksipowieści i miniopowiadania, pożerane wzrokiem superalbumy przyrodnicze i atlasy geograficzne. Częstokroć przerzucane są zszarzałe lub pożółkłe stronice starych pism codziennych i periodyków społeczno-politycznych. I to nie tylko tych z okresu PRL-u, takich jak „Dookoła Świata”, „Mówią Wieki” czy „Kobieta i Życie”, lecz także dawniejszych, z dwudziestolecia międzywojennego, jak chociażby „Wiadomości Literackie” czy „Kurier Literacko-Naukowy”. Ba, znajdują nawet amatorów lektury żurnale jeszcze starsze, z okresu fin de siècle’u: „Bluszcz” i „Tygodnik Ilustrowany”. Pozycji z literatury fantastycznonaukowej i fantasy nie sposób uzyskać od razu, trzeba je zamawiać co dzień na dzień następny. Ba, nawet wydawałoby się mało chodliwe książki popularnonaukowe, także te ze sfery nauk matematyczno-przyrodniczych, mają niekiedy karty w nie najlepszym stanie od zbyt częstego wertowania. A cóż dopiero mówić o poradnikach i quasi-poradnikach wszelkiego typu! Te mają zagorzałych czytelników, spośród których największą część stanowią domorosłe majster-klepki i niewyżyci kulinarnie brzuchaci niby-kucharze.

    Pani Wioletta nie miała żadnych wątpliwości. To pewien przebrzydły konkurent wysmażył ten antybiblioteczny paszkwil. Ale niedoczekanie jego! Słowo drukowane ostoi się i trwać będzie bez końca! I uspokojona tą konstatacją nieśpiesznie wyszła zza biurka, a następnie pomału opuściła gabinet, z zadowoleniem mrucząc jakąś nie wolną, lecz skoczną melodyjkę.