Sen młodej Indianki (miniatura)

    Wyśniłam Cię, Łowco... Pod zamkniętymi powiekami widziałam Twój obraz.
    Odziany w biel, z łukiem i kołczanem pełnym strzał na plecach.
    Kroczyłeś dumnie, sprężystym krokiem, poprzez wodę, Jasny Łowco.
    Oblicze Twoje promieniowało odwagą lwa i męstwem jelenia, mądrością
    sowy i pięknem słowika. Nazwałam Cię jednak w marzeniach Łabędziem, mój
    Jasny Łowco, gdyż byłeś biały i piękny i czysty. Śniłam o Tobie co noc,
    Łabędziu, lecz nie śmiałam pragnąć niczego ponad sny. Gdybyś przyszedł
    do mnie na jawie, gdybyś nagle wyłonił się z rzeki otaczającej kręgiem
    moją osadę, nie uwierzyłabym w Twoje istnienie. Uciekłabym, spłoszona
    niczym łania. Nie śmiałabym dotknąć Cię, a nawet na Ciebie patrzeć. Nie
    ośmieliłabym się, podnieść na Ciebie mych oczu. Duch mój zbyt słaby
    jest i zbyt niestały, by spoglądać na Czystego Jasnego Łowcę - mego
    Łabędzia. Manitau mój nie wystarczająco jest czysty, niegodny. Może
    kiedyś, gdy złączymy się w Krainie Wiecznych Łowów, gdy mi wstęp do
    Twego świata będzie pisany, ośmielę się opowiedzieć Ci moje sny. Może
    przyznam Ci się, że Cię sobie wyśniłam, a ty sprawisz, by sen stał się
    jawą... Na razie jednak chcę śnić, śnić, śnić... i co noc oglądać Cię,
    Łabędziu, bo mój świat nie jest dla Ciebie, Twój zaś - jeszcze nie dla
    mnie...

    Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz