Jak umierają bogowie... (miniatura)

    - Pokonałem cię. Nikt żywy już cię nie czci. Wszyscy twoi wyznawcy leżą
    pod gruzami twojej pięknej świątyni. I co teraz powiesz? Czy dobro
    zawsze zwycięża? W twojej sytuacji to raczej wątpliwe. - na jego
    ohydnej twarzy wykwitł szyderczy uśmiech.
    Nic mu nie odrzekł, jego piękne oblicze rozjaśnił tylko łagodny, błogi uśmiech. Bogowie umierają przecież z godnością. Zawsze.

    ***

    Tymczasem spod osypanych kamiennych bloków wyłoniła się ręka.
    Zakrwawiona, dziwnie wygięta łokciem do wewnątrz, wśród ciemności
    błyszcząca bielą wystającej kości.
    "No dalej! Jeszcze trochę" - usłyszał stary człowiek głos w swojej
    głowie - "Przed tobą jeszcze kilka lat, mój drogi, wierny przyjacielu,
    zdążysz o mnie opowiedzieć nowym pokoleniom. Zdążysz prawda? Zrobisz
    to?"
    Starzec skinął głową zbierając resztki sił w zgruchotanym ciele. Drugą
    ręką odgarnął gruz. Powietrze! Wciągnął je głęboko w obolałe płuca.

    ***

    - Nie... tak... szybko - wyszeptał piękny, młody bóg unosząc lekko głowę.

    Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz