Batman

    Kiedy w pod koniec lat osiemdziesiątych Tim Burton otrzymał możliwość nakręcenia filmu o Batmanie, wielu nie kryło zdziwienia i przerażenia. Twórca, znany dotąd głównie z pracy animatora w studiach Disneya, mający na koncie zaledwie jeden film pełnometrażowy, reżyseruje adaptację jednego z najważniejszych bohaterów amerykańskiej popkultury – z oczywistych względów musiało to budzić niepokój u fanów Mrocznego Rycerza.

    Podsycały go dodatkowo wybory aktorskie, dokonywane przez Burtona. Olbrzymie protesty wzbudziło obsadzenie Michaela Katona – znanego głównie z komediowego Soku z Żuka – w roli Batmana oraz Jacka Nickolsona, który ze swoim brzuszkiem i postępującą łysiną w niczym nie przypominał wysokiego chudzielca, jakim był Joker. Były narzekania, pomstowanie, przeczuwano klapę, a potem przyszła premiera… i niemal wszystkim szczęki z wrażenia opadły, a Burton nawet na środku pustyni nie mógł uwolnić się od charakterystycznego logo nietoperza.

    Batman nie jest adaptacją żadnego konkretnego komiksu, choć dość mocno pobrzmiewają w nim echa Zabójczego żartu według scenariusza Alana Moore’a, objawiające się głównie w postaci granej przez Nickolsona – to właśnie z tego komiksu zaczerpnięto genezę narodzin uśmiechniętego psychopaty, choć przekształcono go z komika w niezrównoważonego gangstera. Strategia ta wymogła napisanie nowego scenariusza, pozwoliła jednak dostosować historię do zamysłów reżysera, dostarczając dobrą bazę, a jednocześnie pozostawiając mu szerokie pole manewru. W efekcie starcie między Batmanem, zwalczającym traumę po śmierci rodziców a Jokerem, będącym efektem nieprzyjemnej kąpieli w chemikaliach, przestaje być li tylko pojedynkiem zamaskowanych pajaców: przeobraża się natomiast w epicką walkę dobra i zła, wyciągniętą z rycerskiego romansu, podlaną gęstym, gotyckim sosem, obsypaną wiórkami z baśni i szczyptą czarnego humoru.

    Pojedynek Batmana i Jokera u Bartona jest walką idei, archetypicznych wizerunków Postu i Karnawału. Mroczny Rycerz - introwertyczny, zamknięty w sobie, mający problemy z socjalizacją - stanowi ostoję spokoju i bezpieczeństwa, jest stróżem porządku, czającym się w cieniu i obserwującym życie miasta. Kontrastuje z nim Joker, podobny bachtinowskiemu błaznowi: ekstrawertyk, zawsze kolorowy i szalony, uosobienie chaosu, który wtargnął w ciemną i spokojną tkankę miasta. Samo miasto zaś, burtonowskie Gotham, jest metropolią-molochem, architektoniczną hybrydą zaprojektowaną przez pokręcony umysł, w której łączą się wszystkie inspiracje reżysera. Mroczne zaułki i ciasne, pełne mgły uliczki przypominają niebezpieczne miasta z filmów noir; strzeliste wieżowce, oświetlone lampami nasuwają skojarzenia z niemieckim ekspresjonizmem i Metropolis Fritza Langa, a katedralna wieża, groteskowo wyolbrzymiona, przewyższająca rozmiarami nawet wieżowce, sprawia wrażenie wyjętej z gotyckiego romansu, wprost stworzonej do emocjonującego pościgu na szczyt i efektownego upadku.

    Burtonowi udała się rzecz trudna: z jednej strony stworzył emocjonujące widowisko, pełne akcji i napięcia, sprawnie żonglujące konwencjami i schematami, ale tworzące ze znanych kloców nową, zaskakującą jakość. Z drugiej, zaprzągł do filmu wszystkie cechy stylu, który uczynił go sławnym: mieszankę gotyku i ekspresjonizmu, zmiksowanego z amerykańską popkulturą i groteską, z dodatkiem czarnego humoru i nutą szaleństwa. W efekcie otrzymujemy film, który doskonale się ogląda, jest świetnie wykonany, zachwyca swoją estetyką, i pozwala widzowi na odkrywanie kolejnych smaczków i nawiązań. Postmodernizm pełną gębą. Duża zasługa w budowaniu atmosfery leży po stronie aktorów grających główne role: Keatona i Nickolsona. Obydwaj doskonale wywiązali się ze swoich ról, stwarzając bardzo charakterystyczne postacie, pełne emocji i fantazji, a jednocześnie dystansu i autoironii. Widać, że aktorzy bawią się swoimi kreacjami (dość karykaturalnymi zresztą) i trzymają wobec nich dystans, zaś Joker w interpretacji Nickolsona na długi czas stał się niedoścignioną ikoną szaleńca, z którą konkurować (dyskusyjna sprawa – czy wygrać) mógł dopiero odtwarzający tą samą postać Heath Ledger, niemal dwadzieścia lat później.

    To chyba najlepiej świadczy o klasie filmu Burtona: mimo dwóch dekad na karku, obraz prawie w ogóle się nie zestarzał. Nadal jest świetną, wciągającą produkcją rozrywkową i niemal wzorową adaptacją komiksu, która bawi zarówno fanów komiksów, zwolenników kina akcji, jaki i miłośników wizualnej ekstrawagancji. Ile innych tytułów może się tym poszczycić?

    Piotr "Vivaldi" Sarota

     


    Tytuł oryginalny: Batman
    Kraj produkcji: USA
    Data premiery : 19 czerwca 1989 (świat), 31 grudnia 1989 (Polska)
    Czas trwania: 126 min.

    Obsada:

    * Michael Keaton – Batman / Bruce Wayne
    * Jack Nicholson – Joker / Jack Napier
    * Kim Basinger – Vicki Vale
    * Robert Wuhl – Alexander Knox
    * Pat Hingle – komisarz Gordon
    * Billy Dee Williams – Two-Face / Harvey Dent
    * Michael Gough – Alfred Pennyworth
    * Jack Palance – Carl Grissom
    * Jerry Hall – Alicia

    Produkcja:

    Reżyseria: Tim Burton
    Scenariusz: Warren Skaaren, Sam Hamm
    Muzyka: Danny Elfman
    Zdjęcia: Roger Pratt
    Scenografia: Jane Bogart, Anton Furst, Terry Ackland-Snow, Nigel Phelps, Peter Young

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Komentarze

    No Avatar
    tess on ndz., 02/09/2014 - 16:53

    Zdecydowanie muszę wreszcie znaleźć czas i obejrzeć ten film w całości, bo jak na razie znam tylko z fragmentów... :> Może i sporych, ale fragmentów.

    A kusi, oj kusi...

    Recenzja zachęcająca i sprawnie napisana.

    No Avatar
    Firewarrior on ndz., 02/09/2014 - 16:53

    Świetna recenzja, brawa dla Viva!

    Luby mnie już wcześniej próbował namówić na oglądnięcie Batka, myślę że teraz mu łatwiej ulegnę... ;)

    Obrazek użytkownika Lorelay
    Lorelay on ndz., 02/09/2014 - 16:54

    Napisane zgrabnie, ale Batmany i inne w ten deseń nigdy mnie jakoś nie przyciągały. Nie lubię filmów o superbohaterach i już. Po prostu.

    No Avatar
    zooran on ndz., 02/09/2014 - 16:54

    Najlepszy film o Batmanie, jaki kiedykolwiek powstał! To Nolanowskie coś w ogóle do pięt nie dorasta fimowi Burtona.

    No Avatar
    Morley on ndz., 02/09/2014 - 16:55

    Pewnie zostało to już tutaj napisane mnóstwo razy ale film rzadko kiedy może się mierzyć z książką. Więc jakoś "łatwiej" ogląda się rzeczy nie mające literackiego pierwowzoru. Do superbohaterów mam podejście podobne jak Lorelay. Samo w sobie superbohaterstwo niszczy możliwości fabularne, bo jednyną właściwie jest przeciwstawienie superbohaterowi jego złego odpowiednika. Czekam na film ukazujący historię z perespektywy "tego złego", (choć może już się ukazał - nie śledzę uważnie tego typu produkcji) bo to wniosłoby trochę świeżości w te wszystkie spider-hulki i bat-irony.

    No i może komediodramat Capitan Poland też byłby niezły...

    Pozdrawiam,
    Morley

    Obrazek użytkownika Lorelay
    Lorelay on ndz., 02/09/2014 - 16:55

    "No i może komediodramat Capitan Poland też byłby niezły..."

    Oooo! To to ja chcę obejrzeć!

    No Avatar
    Morley on ndz., 02/09/2014 - 16:56

    Nic tylko rozpisać konkurs na zarys scenariusza... :)