Londyn po północy

Londyn. Miasto wielu możliwości. Raj dla przemysłowców, ludzi nauki, marzących o przełomowych wynalazkach, starej arystokracji, którą nadal – pomimo kilku głośnych skandali ostatnimi czasy – nadal popierała królowa. Miasto robotników, produkujących automobile, szarlatanów, lekarzy z dyplomami kupionymi od handlarzy ze wschodu, dżentelmenów – bankrutów i dziwek. Zresztą... może zwłaszcza tych ostatnich. Ktoś kiedyś obliczył, że człowiek, który chciałby odwiedzić każdy burdel w mieście, poczynając od tych najtańszych, kończąc na ekskluzywnych, do których wpuszczają tylko przedstawicieli arystokracji i lóż masońskich, musiałby posiadać połowę majątku królowej Wiktorii, a i tak wystarczyłoby to na najtańsze z dostępnych cór Koryntu. Inny znów stwierdził, że na każdego policjanta patrolującego ulice przypada dokładnie osiem dziwek. Nie sprecyzował wprawdzie, czy problemem jest tu nadmiar prostytutek, czy niedobór funkcjonariuszy policji, ale obrońcom moralności wcale to nie przeszkadzało, podobnie jak nie przeszkadzało im to, że sami często korzystali z usług oferowanych przez ulicznice. Podobnie, nie miało to żadnego znaczenia dla biskupów i księży, którzy z ambon grzmieli gniewnie i zapowiadali dzień Sądu Bożego, kiedy to sam Najwyższy ześle karę na wszystkie te wszetecznice i oczyści ulice miasta z grzechu i rozpusty. Jednak sadząc z rozmiarów ulewy i czasu jej trwania, bardziej prawdopodobnym było, że postanowił wszystkich utopić.
Janette nie cierpiała deszczu. Zwłaszcza tego zimnego, lepkiego i śmierdzącego, jaki od kilku dni oferował jej Londyn. Z rozrzewnieniem wspominała słońce i zapach wina, czym jeszcze przed dwoma tygodniami kusił ją Paryż.
Paryż... miasto piękna, romantyzmu i niczym nieskrępowanej rozpusty, gdzie nikt nie przejmował się konwenansami. A przynajmniej nie dawał tego po sobie poznać. Londyn natomiast wydawał się szczelnie zamkniętą puszką, z ludźmi zamarynowanymi w purytańskim sosie. No i tym śmierdzącym deszczu...
Po drugiej stronie ulicy spokojnie przechadzał się policjant, patrolujący dzielnicę, schowany pod dużym parasolem. Janette nienawistnie spojrzała w jego stronę. Jej własny parasol już od dawna leżał w jakimś rynsztoku, złamawszy się pierwszego dnia pobytu w mieście. Nowego kupować nie chciała, bo i tak marna byłaby z niego korzyść, zwarzywszy na sporą walizę, którą dziewczyna musiała taszczyć. Gdzieś z tyłu zabrzmiała trąbka i obok Janette z ogromną prędkością przemknął automobil, turkocząc potężnie, wzbijając obłoki pary z silnika i zalewając chodnik potokiem brudnej, ulicznej wody. Dziewczyna tylko z rezygnacją patrzyła, jak woda pędzi ku niej, by z impetem zalać jej płaszcz i kamizelkę, które nie dość, że mokre, to na dodatek teraz były też brudne. W duchu przeklęła kierowcę, życząc mu bolesnej śmierci, która niewątpliwie musiała nastąpić, zważywszy na prędkość stalowej pokraki, i przyspieszyła kroku, rozglądając się na boki w poszukiwaniu jakiegoś taniego noclegu.

Hotel „Pigmalion” nie był szczytem marzeń Janette. Niewielki, wciśnięty między dwie potężne kamienice, z zabitymi deskami oknami na najwyższym piętrze i drzwiami wejściowymi, z których odchodziła farba. Ale w przeciwieństwie do większości hotelików i noclegowni, które mijała, tutaj były wolne miejsca. A to było najważniejsze.
Wnętrze nie zrobiło na dziewczynie specjalnego wrażenia: ściany, usiane żyłkami pęknięć, stara, odłażąca tapeta, bohomazy jakiegoś podrzędnego malarzyny wiszące na ścianie... Tylko regał z kilkoma książkami, wśród których można było dojrzeć Miltona czy Byrona, przedstawiał jakąś wartość, ale pokłady kurzu, jaki pokrywał tomiszcza, zdecydowanie nie zachęcał do lektury. Co prawda na małym stoliczku leżała jeszcze aktualna gazeta, ale nie miała najmniejszej ochoty jej czytać, tym bardziej, że od kilku dni nie pisali o niczym innym, niż brutalne morderstwa dokonane gdzieś na obrzeżach Londynu. Zresztą, mniejsza z tym... Janette podeszła do lady, chwyciła dzwonek i potrząsnęła nim gwałtownie. Ociekając wodą, oczekiwała grubego właściciela, który po dłuższej chwili przyjdzie i śliniąc się obrzydliwie, zaproponuje pokój, niezawodnie dodając, że zapłatę przyjmuje także w naturze. Zawsze tak było...
Tym większe było zdziwienie, gdy właściciel przyszedł. Nie dość, że nie kazał na siebie długo czekać, to na dodatek nie był wcale grubym zbereźnikiem. W ogóle nawet nie był mężczyzną. Przed Janette stała kobieta dość młoda i nad wyraz powabna: twarz miała owalną, lekko piegowatą, z pięknymi, zielonymi oczami i burzą gęstych, rudych włosów; szyję smukłą, wypielęgnowane dłonie, zmysłową sylwetkę, a przede wszystkim niezwykle obfity biust, podkreślany dodatkowo przez gorset jej czerwonej sukienki, na który to biust zresztą Jane przez moment się zagapiła w poczuciu szczerego zachwytu, co nie uszło uwadze właścicielki.
- Nazywam się Ivonne, w czym mogę pomóc? – Zapytała kobieta, uśmiechając się perliście i przesuwając dłonią po swoich piersiach, zupełnie nie zwracając uwagi na lekkie zawstydzenie swego gościa. – Zresztą, sam twój wygląd mówi wszystko...
Janette lekko się zdziwiła tym dość poufałym tonem, jakim mówiła do niej prostytutka. Bo to, że Ivonne jest dziwką, nie ulegało wątpliwości, zwłaszcza w świetle jej ubioru, choć nie potrafiła wytłumaczyć, jakim cudem dziwka, pracująca w takim miejscu, może być tak zadbana. Zresztą... czy miało to jakieś znaczenie? Przecież i tak nie będzie z nią spała, a pieniądze za pokój tak czy inaczej trafią do kieszeni prostytutki.
- Pokój na jedną noc. – powiedziała, próbując jednocześnie nie dygotać z zimna. – Koniecznie z gorącą kąpielą.
- Oczywiście. – Ivonne zaśmiała się wesoło. – Ósemka z pewnością przypadnie ci do gustu. Drugie piętro, czwarte drzwi. Oto klucz... niestety, będziesz musiała złotko wnieść swój bagaż sama, bo nie ma tu żadnego tragarza. Ale za to przygotuje ci miłą kąpiel, dobrze?
Jane wzruszyła ramionami. Widać, nie było innego wyjścia...

Pokój nie był może luksusowy, ale jak na warunki oferowane przez tego typu przybytki, jawił się niemal jako komnaty królewskie. Co prawda ścianom przydałoby się lekkie odświeżenie, a meble były przynajmniej dwa razy starsze, niż ich właścicielka, ale w przeciwieństwie do miejsc, gdzie zdarzało się Janette spać, tutaj dywan nie ranił stóp, po ścianach nie chodziły karaluchy wielkości ludzkiego kciuka a zza szafy nie wydobywał się fetor zdechłego szczura.
Dziewczyna z radością zrzuciła z siebie przemoczone ubranie i otuliła się jedwabnym szlafrokiem, który dostała swego czasu od bogatego kochanka z Chin.
- No, gotowe. Mam nadzieje, że będzie pasować. – Ivonne wyszła z łazienki, wycierając dłonie w materiał sukni. Zobaczywszy Jane w szlafroczku, odsłaniającym jej pierś i zgrabne udo, uśmiechnęła się frywolnie. – Jeśli będziesz jeszcze czegoś potrzebować złotko, zadzwoń.
Dziewczyna patrzyła, jak ulicznica wychodzi. Co prawda, nie do końca podobał się jej wzrok, jaki Ivonne wbiła w jej ciało, ale nie przejmowała się tym zbytnio, tym bardziej, że z pruderią już dawno dała sobie spokój.
Kąpiel rzeczywiście była gotowa, na dodatek dokładnie taka, jaka być powinna: gorąca, ale bez przesady, z olejkami zapachowymi i dużą ilością piany. Z nietajoną ulgą i radością wyciągnęła się w balii i oddała temu, co lubiła najbardziej – rozmyślaniom. Rozmyślała o Paryżu, o wyprawie do Moskwy, o wesołym Orleanie i upojnych nocach pod gołym niebem Kalifornii. Jednak im więcej myślała o przeszłości, tym mocniej doskwierał jej kompletny brak namiętności tutaj, w Londynie. Robotnicy, policjanci i urzędnicy marzyli o drogich dziwkach z wyższych sfer, nobliwi dżentelmeni woleli tanie kurewki, zbierane nocą z ciemnych zaułków, a młodych chłopców jak oka w głowie pilnowały ich nabożne mamusie tylko po to, żeby przychodzić do nich w czasie snu i korzystać z ich wigoru i młodego ciała.
Przez chwilę wyobraziła sobie Ivonne, z jej rudymi włosami i jędrnym biustem, jak klęczy przed jednym z takich młodzików – jurnych i pełnych zapałów – i obejmuje ustami jego męskość, jak leży na plecach, pozwalając młodziakowi wkładać w nią swój pulsujący, nabrzmiały organ... Palce Janette same niepostrzeżenie zsunęły się w dół, po brzuchu, między nogi; dziewczyna westchnęła, przesuwając nimi powoli, w górę i w dół, masując swoją kobiecość w rytm wyimaginowanych pchnięć młodzieniaszka, rżnącego Ivonne na coraz wymyślniejsze sposoby. Widziała, jak kobieta nęci chłopaka wypiętymi pośladkami, a ten – korzystając z okazji – chwyta ją za włosy i niczym najgorszy sodomita, z całej siły wpycha w nią swego penisa, nie zważając na krzyki i jęki dziwki. Janette dochodziła razem z nimi, masturbując się coraz szybciej, wpychając palce coraz głębiej, nie przejmując się własnymi jękami i hałasem, jaki z pewnością robiła. Krzyknęła z rozkoszy, gdy wreszcie osiągnęła to ekstatyczne spełnienie, dokładnie w momencie, gdy chłopiec trysnął strumieniem nasienia wprost na piersi Ivonne, pokrywając je słodkim, białym płynem...
Jane opadła, dysząc ciężko. Niektórzy lekarze zalecali samogwałt jako środek na uspokojenie i rozluźnienie, ale doszła do wniosku, że to wierutna bzdura, bo była zdecydowanie bardziej zmęczona po nim, niż przed. Choć na pewno także zdecydowanie szczęśliwsza. Nie mogła wprawdzie zdecydować się, co bardziej ja podniecało: chłopak, sam stosunek czy widok ulicznicy, ale to akurat miało dla niej znaczenie drugorzędne...
Posiedziała w balii jeszcze chwilę, spłukała z siebie brud i wyszła, nie troszcząc się zbytnio o wytarcie się, czy zasłonięcie swoich wdzięków.
- Jak kąpiel? – zapytała Iv, gdy Janette weszła do pokoju. – Udana?
- Nie dałaś mi nic do wytarcia. – powiedziała chłodno, zupełnie nie zwracając uwagi na swoją garderobę, ani na uśmiech, wywołany zapewne jekami, które prostytutka z pewnością słyszała. – Na dodatek boli mnie teraz kark. Zrób mi masaż...
Nie wiedziała, dlaczego właściwie zażądała masażu. Owszem, kark dokuczał, ale nie było to nic, z czym by sobie nie poradziła własnymi siłami. Tymczasem rozpromieniona Ivonne zrobiła miejsce dla dziewczyny. Zsunęła szlafrok z ramion i przysunęła się bliżej, na tyle, że Jane czuła na plecach miękkość biustu Iv. Zresztą nie tylko biustu... dziewczyna mruknęła cicho. Musiała przyznać, że prostytutka miała nad wyraz zręczne palce... Gdyby tak móc je wykorzystać nie tylko do masażu... nie tylko karku... Gdyby tak zjechać nimi nieco w dół, skupić się na niepozornym guziczku, wsunąć delikatnie w nią...
Nagle jednak Janette zorientowała się, że dłoń Ivonne rzeczywiście powoli sunie w dół, między jej uda, podczas gdy druga delikatnie masuje jej pierś. Krzyknęła cicho, nie tyle ze strachu, co z zaskoczenia.
- Wybacz... nie chciałam cię przestraszyć. Ja może pójdę... – Iv wstała, chcąc wyjść, ale Jane chwyciła ją za rękę.
- Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie skończysz. – Powiedziała, przysuwając dziwkę do siebie; rozchyliła nogi i gestem ręki wskazała, by uklękła przed nią. – Tym bardziej, że nawet nie zaczęłaś.
Rudowłosa tylko uśmiechnęła się i posłusznie spełniła polecenie. Ostrożnie przysunęła się do dziewczyny i delikatnym, choć stanowczym ruchem zaczęła wodzić językiem po jej łonie. Janette wpiła palce we włosy hetery, czując, jak zalewa ją fala przyjemnego podniecenia. Ivonne tymczasem delikatnie rozchyliła płatki jej kwiatu i nie przerywając poprzednich pieszczot, wprowadziła w nią swoje zręczne palce, obdarzając podróżniczkę niesamowitą wręcz przyjemnością, poruszając ręką coraz szybciej, coraz gwałtowniej i głębiej. Jane wypięła się jak struna, a kiedy wreszcie rozkosz osiągnęła punkt kulminacyjny, nie mogła się powstrzymać przed niemal zwierzęcym jękiem zadowolenia. Dysząc ciężko, nie była w stanie podnieść się z łóżka i tylko obserwowała, jak jawnogrzesznica nachyla się nad nią, przeczesuje jej jasne blond włosy, jak muska szyję, gładzi małe, jędrne piersi i drażni jej sterczące stuki. Po chwili wpiła się w jej usta gwałtownie, niemal zwierzęco, całując jak opętana, Janette zaś starała się ze wszystkich sił zedrzeć z niej sukienkę.
- Spokojnie kochanie. – powiedziała cicho Ivonne, uwalniając się z uścisku. – Nie tak gwałtownie... Zaraz się tego pozbędziemy.
Zręcznym ruchem ściągnęła z siebie ubranie, ukazując swoje walory w całej okazałości i przycisnęła głowę blondynki do swoich piersi, jej rękę zaś poprowadziła do swojego łona, oczekującego rozkoszy i wilgotnego od podniecenia. Jane zaczęła ssać sutki, pieścić biust i napawać się jego miękkością, rudowłosa zaś jęczała cicho, czując jak palce jej kochanki zagłębiają się w jej wnętrze coraz szybciej. Z trudem powstrzymała krzyk, gdy w jednej chwili dziewczyna ugryzła jej sutek, a jej wnętrze eksplodowało czystą, niczym nie zmąconą ekstazą.
- To jeszcze nie koniec złotko. – Powiedziała Iv, wstając z łóżka. – Mam jeszcze coś specjalnie dla takich diablic, jak ty...
Podeszła do sporego regału stojącego w kącie i sięgnęła do najniższej szuflady, wyciągając z niej małe zawiniątko. Gdy odwinęła materiał, z radością obserwowała dziewczynę, której wzrok był mieszanką pewnego rodzaju bojaźni i niezwykle wręcz perwersyjnego oczekiwania. Dziwka trzymała w ręku urządzenie skonstruowane prawdopodobnie przez jakąś zdesperowaną kochankę, której sprzykrzyli się mężczyźni, ale nie miłosne harce. Były to dwa fallusy wyrzeźbione prawdopodobnie w hebanie i pokryte płynem konserwującym, połączone w jakiś wymyślny sposób sprężyną, zawieszone na skórzanych rzemieniach, które w dość prosty sposób kobieta mogła założyć, stając się „właścicielką” drewnianego prącia. Janette widziała takie urządzenie już kiedyś, podczas kilkudniowej wizyty w Lyonie, a potem także w Paryżu. Młode, samotne panny ze średniej szlachty używały podobnych, choć zdecydowanie bardziej szlachetnych i bogato zdobionych, do wspólnych zabaw, wykluczając z nich statecznych dżentelmenów i własnych mężów, od których łatwiej było złapać france, niż dostać chwilę namiętności. Ten podwójny fallus Ivonne nie był może bogato zdobiony, a materiał – choć szlachetny – nie umywał się do tych, których używano we Francji, ale pod jednym względem robił wrażenie: był niesamowicie długi i gruby.
- No więc jak, złociutka? – Jane przyglądała się, jak jej kochanka podchodzi do łóżka i oblizuje drewniany narząd. – Wolisz być grzeczną dziewczynką i potulnie rozłożyć nóżki, czy chcesz się poczuć jak młody kanonik, rżnący dziwki bez opamiętania?
- Daj mi ten drąg, a obiecuje ci, że zerżnę cię tak, że będziesz wrzeszczeć z rozkoszy...
Rudowłosa uśmiechnęła się i podała dziewczynie przyrząd. Przez krótka chwilę Janette myślała, że nie zmieści się w niej cały, że gruby fallus rozerwie ją na dwoje, ale okazało się, że pasował idealnie, wypełniając ją całkowicie. Szybko zapięła rzemienie i zwróciła się w stronę Ivonne, która zalotnie wypięła pośladki i rozchyliła płatki swojego kwiatu. Jane nie próbowała nawet być delikatna – mocno, brutalnie niemal weszła w swoją kochankę, razem z nią jęcząc z rozkoszy, czując jak drewniana męskość porusza się w jej wnętrzu przy każdym pchnięciu.
- Podoba ci się, dziwko? – zapytała, klepiąc mocno Iv po jej jędrnych pośladkach, wchodząc tak głęboko, jak tylko sztuczny narząd jej pozwalał. – Podoba ci się, uliczna dziwko?!
- Tak, tak! – dyszała ciężko Ivonne, z rozkoszy tracąc niemal zmysły. – Mocniej, mocniej kochana! Mocniej! Szybciej!
- Chcesz mocniej? Dobrze, będziesz miała mocniej!
W tej samej chwili Janette wysunęła fallusa, skierowała go na anus Iv i pchnęła z całej siły, jednocześnie chwytając ją za wydatne piersi i mocno je ściskając. Rudowłosa jęknęła przeciągle i wygięła się w tył. Jane nie zwróciła na to uwagi, jak szalona wpychając męskość między pośladki swej kochanki, nie przejmując się ekstatycznymi jękami Ivonne, sokami cieknącymi po jej udach i piersiach. Czuła, jak ta fala niemożliwej do zniesienia ekstazy zalewa jej ciało, jak przejmuje władze nad jej umysłem, jak czerwona mgła zasnuwa jej oczy, by w końcu wybuchnąć w jej wnętrzu nieopisaną wręcz w swej mocy rozkoszą. Jej krzyk złączył się w jedno z krzykiem Ivonne i obie padły nieprzytomne na łóżko.

***
Janette przejrzała się w lustrze, próbując nałożyć odpowiedni cień na powieki. Było z tym nieco problemu, bo trudno jej było wybrać ten właściwy, choć przyznać musiała, że z zielonymi oczami było jej zdecydowanie lepiej, niż z niebieskimi, i z pewnością jeszcze długo nie zdecyduje się na zmianę. Chwyciła stanik leżący na stoliczku i założyła go. Delikatnie przesunęła dłonią po swoich wyjątkowo dużych i jędrnych piersiach, dodatkowo jeszcze zalotnie podkreślonych przez bieliznę. Zapewne minie jeszcze trochę czasu, zanim przyzwyczai się do tego swojskiego ciężaru, ale rozkoszny widok ściśniętych piersi, niemal wylewających się ze stanika, całkowicie rekompensował tę niedogodność. Spakowała swoje rzeczy i ubrała się niespiesznie. Specjalnie nie zapięła trzech pierwszych guzików koszuli, aby ładnie wyeksponować swój nowy nabytek, w czym trochę przeszkadzała kamizelka, bo raczej nie była przygotowana na opięcie takich skarbów. Ale w sumie... może to i dobrze?
Wychodząc, przystanęła na chwilę w drzwiach i spojrzała na łóżko, gdzie leżało zakrwawione ścierwo, które jeszcze niedawno było rudowłosą Ivonne, o ponętnym biuście i zielonych oczach. Janette uśmiechnęła się i posłała swojej niedawnej kochance całusa.
- Dziękuje ci, złociutka. Tego mi właśnie było trzeba...
Zamknęła pokój na klucz i wyszła na ulicę. Deszcz już nie padał, choć całe miast było spowite niesamowitą wręcz mgłą. Dziewczyna uśmiechnęła się i wrzuciła kluczyk do najbliższego ścieku. W drodze na dworzec zagadnęła chłopca sprzedającego gazety. Z poczuciem niewiarygodnego rozbawienia podglądała, jak chłopak wpatruje się w jej biust, ze strużką śliny ściekającej z kącika ust.
- Ile za gazetę chłopcze?
- Trzy... trzy pensy, proszę pani.
Z zadowoleniem wyciągnęła pięciopensówkę spomiędzy swoich piersi i podała ją chłopcu, który z wyrazem twarzy, jakby dostąpił objawienia, chwycił monetę i wbiegł między uliczki, zapewne po to, żeby pochwalić się kolegom.
Janette zerknęła na gazetę. Nagłówek na pierwszej stronie informował o trzech bestialskich morderstwach, popełnionych na młodych kobietach, które znaleziono pozbawione kilku narządów, skóry lub rozszarpane na strzępy. Policja przestrzegała wszystkie atrakcyjne, młode kobiety przed nieznajomymi mężczyznami i nocnymi wypadami miłosnymi. Dziewczyna uśmiechnęła się. Tak, Londyn naprawdę nie był teraz bezpiecznym miejscem dla atrakcyjnych kobiet. A przynajmniej nie dla wszystkich...

Vivaldi (2008)