Gwiezdne Wojny w PRL-u (Część 10)

Świat kocha nasze ludziki

W roku 2007, w Londynie odbył się konwent o nazwie Star Wars Celebration Europe, w którym uczestniczyło na rozmaite sposoby – głównie jako zwiedzający – ponad trzydzieści tysięcy osób1. Jedną z atrakcji upamiętniających to wydarzenie stanowił zestaw dwunastu pamiątkowych medali, na awersie których przedstawiono odwzorowanie dwunastu figurek firmy Kenner – po jednej na każdym medalu. Ponieważ konwent odbywał się w Europie, przyjęto zasadę, że każdej podobiźnie będzie towarzyszył tytuł filmu „Star Wars” zapisany w jednym z europejskich języków, których używano w tych krajach, gdzie sprzedawano kennerowskie figurki, a czcionka jaką wykonano napisy stanowiła odwzorowanie tej, którą stosowano na opakowaniach starwarsowych zabawek do roku 1986.


1. Pamiątkowy medlal z SW Celebration Europe.

Reguła ta została zastosowana w przypadku jedenastu medali. Dwunasty stanowi wyjątek, ponieważ słowa „Gwiezdne wojny” napisano na nim po polsku, co jest o tyle zaskakujące, że w PRL-u zabawki Kennera nigdy nie były dostępne na rynku. Okazuje się jednak, że prywatni przedsiębiorcy wytwarzali wówczas w Polsce nielicencjonowane kopie tych zabawek, a cieszyły się one takim powodzeniem, że informacja o ich istnieniu dotarła nawet za „żelazną kurtynę”. Najstarszy, materialny ślad zainteresowania polskimi produktami Star Wars na jaki trafiłem, to pochodzące jeszcze z ery przedinternetowej ogłoszenia w amerykańskim czasopiśmie „Toy Shop” z lutego 1995, gdzie oferowano polską replikę Chewbaccy2, ale z rozmów z zagranicznymi fanami wiem, że kupowano tam te zabawki dużo wcześniej. Część ludzików znalazła się w Niemczech już w latach osiemdziesiątych, ponieważ można je było nabyć w przygranicznych miejscowościach, skąd w ramach małego ruchu turystycznego trafiały do NRD, a stamtąd różnymi kanałami wędrowały dalej. Dzisiaj zbieraczy tych koślawych podróbek jest w całym świecie tak wielu, że starczyło ich, aby stworzyć lobby zdolne skłonić Lucasfilm do wyrażenia zgody na produkcję licencjonowanego gadżetu upamiętniającego fakt istnienia polskich – pirackich przecież! – zabawek.

Projektantem medalu był niejaki John Alvarez, kolekcjoner z USA. Lucasfilm, choć zaakceptował pomysł wydania „polskiego” medalu, nie zgodził się na wykorzystanie czcionki, którą stosowano na opakowaniach podróbek – zamiast tego, zezwolił na wykorzystanie fontów znanych z logo umieszczanego na książkach spod znaku Star Wars, ukazujących się w naszym kraju od 1994 roku nakładem wydawnictwa Amber. Uparty i zafascynowany polską wersją zjawiska Star Wars, Alvarez przemycił jednak w projekcie jeden „nielicencjonowany szczegół”, a mianowicie wzór gwiazdki, którą zbieracze figurek dobrze znają z produkowanych w Gdańsku blisterów.


2. Od lewej: oryginalny blister firmy Kenner, polski blister z polską figurką i dwie alternatywne wersje kolorystyczne tekturki.

Koniunkturę na polskie figurki pierwszy wyczuł, jeszcze w latach osiemdziesiątych – konkretnie w ich drugiej połowie – amerykański kolekcjoner oraz właściciel nowojorskiego sklepu z zabawkami, Israel Levarek3. W drugiej połowie dekady wybrał się na wycieczkę do Turcji, a po drodze odwiedził kilka krajów bloku wschodniego, w tym Polskę i Węgry, gdzie dokonał zakupu zapakowanych na blisterach figurek. Kupił ich kilkadziesiąt, by po powrocie wystawić je w swoim sklepie. Sprzedały się dopiero w latach dziewięćdziesiątych, trafiając do rąk zagranicznych kolekcjonerów, a jako że Polacy – nie ceniąc szczególnie kolekcjonerskiego waloru podróbek, które w naszym kraju kupowały głównie dzieci – rozpakowywali je od razu, wyrzucając opakowanie, nie ulega wątpliwości, że amerykański sklepikarz ocalił lwią część istniejącej do dzisiaj kolekcji fabrycznie zapakowanych, polskich zabawek Star Wars.

Levarkowi zawdzięczamy także zabezpieczenie dla potomnych pewnej ilości figurek węgierskich oraz tureckich. Poza Polską, Węgrami i Turcją, ludziki Kennera podrabiano jeszcze tylko w Argentynie i Brazylii, a także w Meksyku. Jeden wzór, przedstawiający ATAT Drivera czyli pilota maszyny kroczącej, znaleziono także w Rosji, mimo że sam film Gwiezdne wojny zawitał tam oficjalnie dopiero w latach dziewięćdziesiątych, tuż przed rozpadem Związku Radzieckiego. W żadnym z wymienionych krajów proceder kopiowania kennerów nie osiągnął jednak aż tak masowej skali jak w Polsce. Swego czasu polskie podróbki przedstawiające bohaterów trylogii Lucasa można było kupić prawie wszędzie – na targach i rynkach, w sklepach zabawkarskich, upominkowych i papierniczych, a nawet w kwiaciarniach.

Przedsiębiorstw, które produkowały strwarsowe ludziki, było nad Wisłą co najmniej siedem, ale z uwagi na fakt, że zabawki te były często sprzedawane „luzem” bez opakowań czy jakiejkolwiek metki, bardzo trudno dzisiaj owych producentów zidentyfikować. Udało się to na razie w przypadku trzech serii – w tym tej najpopularniejszej, gdańskiej.


 Zestawienie serii polskich figurek wytwarzanych przez różnych producentów.

W ostatnich latach wypłynęło kilka sztuk dobrej jakości figurki przedstawiającej robota 8D8, ale nie udało mi się jeszcze potwierdzić jej autentyczności – nie znalazłem żadnego świadka, który pamiętałby tę postać eksponowaną na sklepowej półce, czy choćby targowym stoisku w czasach PRL, więc nie ująłem jej w zestawieniu.

Jak się robi ludziki?

Wszystkie produkowane w PRL-u figurki Star Wars – z wyjątkiem R2D2 i jednego modelu C3PO – stanowiły odwzorowanie zabawek firmy Kenner.

Jak pamiętamy z rozdziału o oryginalnych zabawkach, pełen cykl produkcyjny pojedynczej, oryginalnej figurki, przedstawiającej bohatera filmowego – od projektu do chwili wprowadzenia jej na rynek, trwał około roku, skutkiem czego, mimo iż premiera filmu miała miejsce w maju 1977 roku, oryginalne ludziki trafiły na sklepowe półki dopiero w czerwcu 1978. Dzięki uprzejmości Johna Alvareza, który rozmawiał z pracownikami Kennera, wiemy jak taki proces wyglądał.

Najpierw sprawne palce rzeźbiarza przygotowywały figurkę z wosku. Istniał tylko jeden egzemplarz takiego dzieła dla każdego wzoru figurki (do dzisiejszych czasów zachowało się jedynie kilka takich modeli, są one skrzętnie przechowywane przez prywatnych kolekcjonerów).

Drugim etapem było przygotowanie tzw. twardej kopii prototypu woskowego. Wykonywano ją przy użyciu silikonowej matrycy, odlanej z woskowej rzeźby. Nazwa takiego produktu w zawodowym slangu to hardcopy. Zazwyczaj istniały dwie takie figurki. Robiono je z poliuretanu, który jest nieco cięższy od plastiku, będącego tworzywem służącym do wykonania seryjnych egzemplarzy. Prototypy te służyły jako wzór do produkcji metalowych matryc. Przygotowanie twardej kopii było czasochłonne, ponieważ wymagało ręcznej obróbki – należało spiłować różne niedoróbki, wywiercić otworki na ręce, nogi oraz głowę i wszystko dopasować, po czym złożyć w całość.

Następny, trzeci etap to przygotowanie tzw. paintmastera. Paintmaster to nic innego niż pomalowana ręcznie figurka typu hardcopy5. Najczęściej przygotowywano trzy egzemplarze, które służyły za wzór dla osób odpowiedzialnych za malowanie seryjnego produktu oraz pomagały w podjęciu decyzji, jakiego użyć koloru plastiku, aby najlepiej współgrał z barwami farb. Do paintmastera dołączano wzornik kolorów.

Ponieważ produkcja większej liczby prototypów typu hardcopy byłaby zbyt czasochłonna, niekiedy przygotowywano aluminiową matrycę (protomold), z której bito kolejne wzory. Powstawało ich zazwyczaj około pięciu. Te tzw. Internal First Shoty (podobnie jak Hardcopy) produkowano tylko i wyłącznie w siedzibie firmy Kenner w USA, a następnie wysyłano jako wzory do odpowiednich fabryk.

Pierwsze figurki wychodzące z przemysłowej matrycy nazywano First Shots. Nie miały one jeszcze sygnatury i albo nie były w ogóle pomalowane, albo malowano je ręcznie. Niekiedy wykonywano je z innego tworzywa niż finalne wersje.

 
3. Od lewej: matryce służace do wyrobu polskiej figurki DS Gunner i gotowa figurka.

Ostatnie matryce wykonywano ze stali w fabrykach przygotowujących seryjną produkcje. Jeżeli próbna seria wypadała dobrze, dodawano w dyskretnym miejscu – zazwyczaj na nodze ludzika – stosowną sygnaturę (datę i miejsce produkcji oraz nazwę licencjodawcy) i bito setki tysięcy figurek, które trafiały do sklepów6.  I właśnie takie, seryjnie produkowane figurki stały się wzorami do wykonania matryc służących produkcji polskich podróbek.

20 figurek z Gdańska

W interesującej książce o polskim rocku, Anna Idzikowska–Czubaj, zauważając, że pierwsza fala muzyki rockandrollowej przybyła do nas drogą morską do Gdyni7 wspomniała, że miejscowość ta – podobnie jak i inne miasta portowe – odgrywała znaczną rolę w imporcie wszelkich nowinek z Zachodu. Sprzyjała temu np. możliwość wyjazdu na Zachód statkami handlowymi na podstawie „książeczki żeglarskiej”8. Rzeczywiście, schemat ten potwierdził się także w przypadku innych popkulturowych zjawisk, które przenikały do naszego kraju  z Zachodu. W wywiadzie udzielonym na potrzeby filmu Wojna gwiazd mówił o tym Krystian Kujda, przywołując przykład morskiej wędrówki filmów VHS, których kopie trafiały na polski rynek w latach osiemdziesiątych, a pisarka i kolekcjonerka „brzydkiej Miki” Olga Drenda  opowiedziała o wzorach najrozmaitszych produkowanych w PRL-u zabawek, z których niemal każda miała swój zagraniczny pierwowzór9. Prawidłowość tę potwierdza też fakt, że fabryka produkująca ludziki z Gwiezdnych wojen, która zalała swoimi produktami całą Polskę,  była zarejestrowana w Gdyni – a produkcja odbywała się w Gdańsku. Przywożone z zagranicy i sprzedawane w miastach portowych produkty stawały się podstawą dalszej działalności przedsiębiorczych Polaków, którzy bardziej lub mniej świadomie i z różnych pobudek, stawali się prometeuszami kultury popularnej.

   
4. Pieć figurek produkowanych od 1985 roku w Gdańsku.

Jak głosi informacja na pieczęci, którą umieszczano na rewersie opakowania ludzików, za produkcję odpowiadał zakład nr 124 zrzeszony w Spółdzielni Rzemieślniczej Elektrospółdzielnia, mającej swą siedzibę w Gdyni, przy ulicy 10 Lutego 33.

Siedziba zakładu w którym pracowały wtryskarki mieściła się w Gdańsku przy alei Grunwaldzkiej. Ludziki produkowano tam do wczesnych lat dziewięćdziesiątych, kiedy to – po przemianach ustrojowych – właściciel maszyn i matryc, Andrzej Filipowski zarejestrował prywatną firmę Evanplast i przeniósł działalność na ulicę Międzygwiezdną. Oprócz ludzików z Gwiezdnych wojen zakład 124 produkował figurki komandosów wzorowanych na oryginalnych ludzikach G.I. Joe, Batmana, Spidermana, Smurfy, kota Garfielda, a także inne, mniej popularne wzory.

Spośród wszystkich produktów Elektrospółdzielni najtrwalszy ślad na rynku zabawek oraz przedmiotów kolekcjonerskich odcisnęły jednak figurki Star Wars. To one są wciąż spotykane na aukcjach internetowych zarówno w Polsce jak i za granicą, gdzie z powodzeniem konkurują z produktami oryginalnymi. Można je dziś znaleźć w kolekcjach zbieraczy z całego świata. Ślady zainteresowania tym produktem występują w źródłach pochodzących sprzed ery Internetu, kiedy to kolekcjonerzy musieli zadowalać się papierowymi, trudnymi w aktualizacji wydawnictwami. W czasopiśmie Toy Shop z 11 października 1996 znalazła się ilustrowana czarno-białą fotografią oferta sprzedaży gdańskich ludzików nie tylko luzem ale także tych wciąż znajdujących się w oryginalnym opakowaniu10.

Seria figurek produkowanych od roku 1985 w Gdańsku składa się aż z 20 różnych wzorów. W skład serii składającej się z najstarszej edycji tych ludzików wchodziły następujące postaci:

Charakterystyczną cechą ludzików z Elektrospółdzielni jest to, że stanowią one dość wierną kopię kennerowskich oryginałów – bo jak wspominałem, matryce sporządzono wykorzystując jako wzorzec oryginalne ludziki firmy Kenner – jednak w przypadku polskiej wersji dwadzieścia korpusów skojarzono z zaledwie trzema rodzajami kończyn. O ile w przypadku oryginalnych produktów Kennera każda figurka stanowi w całości zaprojektowany od początku do końca na podstawie zdjęć konkretnej postaci produkt, o tyle przytłaczającą większość polskich figurek wyposażono w kończyny należące oryginalnie do postaci o nazwie Biker Scout. Kilka figurek miało ręce i nogi Tie Fighter Pilota, a jedna Leia otrzymała ramiona i nogi oryginalnego ATAT Drivera. Ciekawostkę stanowi fakt, że odpowiednich matryc nie produkowały wówczas fabryki zajmujące się produkcją zabawek, jak miało to miejsce na przykład w fabryce Kennera, ale zewnętrzne firmy usługowe specjalizujące się w świadczeniu tego typu usług. Wystarczyło złożyć zamówienie i dostarczyć projekt lub wzór – w tym przypadku oryginalną, zagraniczną figurkę11.


5. Wszystkie wzory, produkowane przez zakład nr 124.

Detaliczna cena pojedynczej figurki wynosiła w 1985 roku 140 zł, natomiast komplet miniaturowych broni, w które można było wyposażyć zbiór swoich figurek kosztował 70 zł. Warto przypomnieć, że średnia płaca wynosiła wtedy 16 852 zł12, bochenek chleba kosztował 20 zł13, kilogram schabu 470 zł14, pół litra wódki 600 zł15, a litr benzyny 42 lub 50 zł, w zależności czy była to benzyna niebieska, czy żółta16.

Z uwagi na wysoki popyt i powracające fale zainteresowania tematem, figurki ukazywały się w kilku różnych rzutach. Istnieją blistery, na których naklejono metkę z ceną 1.97 zł, co oznacza, że sprzedawano je nawet po denominacji złotego, która miała miejsce w 1995 roku.

Wojciech Szymański, właściciel gdańskiej Galerii Starych Zabawek17 wspomina, że jako dziecko zamieszkiwał okolice ulicy Grunwaldzkiej i spacerując wieczorami z psem, obserwował przez otwarte okna fabryki intensywną produkcję figurek nawet po zapadnięciu zmroku – po godzinie dwudziestej i później.

Według jego opowieści, w niewielkim pomieszczeniu działały równocześnie trzy wtryskarki, obsługiwane przez męski personel, podczas gdy na krzesłach pod ścianami pracowały starsze kobiety, zajmujące się ręcznym malowaniem wydobytych z matryc odlewów. W drugim pokoju pracowały jeszcze dwie dodatkowe maszyny. Malowaniem figurek zajmowały się także osoby zamieszkujące pobliskie kamienice – była to w owym czasie i miejscu bardzo popularna forma dorabiania do pensji. Skutkiem podobnego podejścia stało się bogactwo wzorów kolorystycznych, ponieważ stosowano akurat takie farby jakie były pod ręką, zaś sposób malowania często zależał od kreatywności danego pracownika – choć z grubsza starano się opierać na dostarczonych przez pracodawcę wzorcach. Polskie figurki bardzo odbiegały kolorystyką od kennerowskich pierwowzorów. Na przykład biały w oryginale Snowtrooper w wersji Elektrospółdzielni był zawsze srebrny, szary w oryginale Zuckus, w Gdańsku przybierał kolor zielony lub złoty. Wygląda też na to, że właściciele firmy także nie do końca orientowali się z czym mają do czynienia, zadowalając się chyba świadomością, że produkują prostu postaci z cieszącego się popularnością filmu. Widziałem kiedyś fragment sporządzonej w gdańskim zakładzie odręcznej listy ludzików, przeznaczonych do rozprowadzenia18 – figurowały na niej nazwy figurek pozostające całkowicie bez związku z oryginalnym nazewnictwem. Zapamiętałem najbardziej charakterystyczne z nich: Mucha, Rura i Spawacz...

Pod koniec lat osiemdziesiątych wyraźnie wzrosła liczba wariantów kolorystycznych, zmienił się też sposób mocowania ramion i kończyn figurek. Wnikające w korpus łącze zmieniło kształt ze stożka w kulkę, co poprawiło jakość zabawki, sprawiając, że ludziki przestały gubić ramiona i nogi przy każdym silniejszym ruchu. W owym okresie zaginęła też jedna z matryc, przez co z rynku zniknęła nagle postać o nazwie Barada – dziś stanowiąca jedną z większych kolekcjonerskich atrakcji.

Sposób pakowania figurek z tej serii stanowił naśladownictwo metody stosowanej przez firmę Kenner. Oryginalne figurki były mocowane na tekturowych blisterach przy pomocy przezroczystych bąbli z delikatnego tworzywa sztucznego. Na polskich kartach, zamiast znanego z oryginalnych opakowań zdjęcia znajdowała się grafika przedstawiająca gwiazdy oraz niewielki statek kosmiczny i napisy w języku polskim – Gwiezdne wojny, Imperium kontratakuje, Powrót Jedi. Polska tekturka nie była tak sztywna jak amerykańska i łatwo było ją wygiąć lub przedrzeć.

Plastikowy bąbel, przymocowany do tekturki był bardzo złej jakości i łatwo ulegał zniszczeniu. Mocowano go tylko przy pomocy dwóch zszywek, podczas gdy w przypadku oryginałów stosowano klej mocujący ten element na całej przylegającej do tekturki powierzchni.


6.Późne wersje blistera.

Polski blister występował w kilku wersjach kolorystycznych. W zależności od tego, o którą farbę było w danym momencie łatwiej, dominował kolor błękitny lub czerwony z niewielką domieszką czarnego i żółtego, ewentualnie pomarańczowego. Pod koniec lat osiemdziesiątych produkowano także mniejsze wersje tekturki – o kształcie kwadratu, ozdobione wizerunkiem imperialnego zwiadowcy na skuterze. Ostatnia wersja opakowania, dostępna już na początku lat dziewięćdziesiątych, najbardziej przypominała oryginał, gdyż zastosowano oryginalne logo oraz kennerowski patent ze zdjęciem – jednak rewers wciąż pozostawał szary, kształt był odmienny (kwadrat zamiast prostokąta), a fotograficzna podobizna bohatera nie odpowiadała temu, co pakowano w bąblu, gdyż mogło się w nim znaleźć dziewiętnaście różnych wzorów, a na zdjęciu widniał zawsze tylko Szturmowiec Imperium.

Zabawki te, mimo że nie były produktem oryginalnym, spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem i do dziś są raczej mile wspominane, jako trochę pokraczni, ale sympatyczni towarzysze dziecięcych zabaw. Co ciekawe, niektóre z nich same stały się wzorami dla kolejnych podróbek, produkowanych przez inną firmę. Poczytamy o tym w kolejnym odcinku.

Jakub Turkiewicz
Korekta: Adam Gotan Kmieciak

Przypisy
1. [B.A], Star Wars Celebration Japan to Mark 30th Anniversary of the Star Wars Saga, Starwars.com, <http://web.archive.org/web/20080704155915/starwars.com/community/event/celebration/news20080223.html> [publ. 23.02.2008,wizyta. 4.07.2018r].
2. Ch. Georgoulias’ Toy Shop Scrapbook, „Sandcrawler. com”, [wizyta 20. 10. 2014], <http://www. sandcrawler. com/webpages/chrisgscrapbook/index. php?image=page039. jpg>.
3. [b.a.], Israel „lev” Levarek; „Designertoyawards”, <http://designertoyawards.com/board/israel-lev-levarek>, [wizyta 20. 10. 1014].
4. Jakub Burzyński, Far far away. Personal guide to vintage polish star wars bootleg figures, maszynopis.
5. Czasem funkcję tę spełniał prototyp o nazwie Internal First Shot lub nawet First Shot – terminy te objaśnione są w dalszej części tekstu).
6. Informacje na temat procesu produkcyjnego uzyskałem podczas prywatnej rozmowy z Johnem Alvarezem, amerykańskim kolekcjonerem oraz konsultantem filmu Plastic Galaxy, The Story of Star Wars Toys, X-Ray Films, 2014. Prezentowałem je w postaci artykułu na stronie Starwarsy, J. Turkiewicz, Prototypy istnieją!,„Starwarsy”<http://www. starwarsy. pl/opowiadania/protsy. htm>, [wizyta 26. 11. 2014].
7. A. Idzikowska-Czubaj, Rock w PRL-u, O paradoksach współistnienia, Poznań 2011, s. 132.
8. Tamże.
9. Wojna gwiazd, reż. Radosław Salamończyk, Polska 2018.
10. Georgoulias,Toy Shop Scrapbook... <http://www. sandcrawler. com/webpages/chrisgscrapbook/index. php?image=page069. jpg>.
11. Informacji tej dostarczył W. Szymański, podczas wywiadu do filmu Wojna gwiazd, reż. R. Salamończyk, 2018;  [arch. aut].
12. Mały Rocznik Statystyczny, GUS, Warszawa 1985 s. 100.
13. Ibidem, s. 260.
14. Ibidem.
15. Ibidem, s. 261.
16. Ibidem, s. 263.
17. Galeria Starych Zabawek, ul. Piwna 19/21, 80-831 Gdańsk, strona nternetowa: <www. stare-zabawki. pl>, [wizyta 10. 10. 2014].
18. Było to podczas rozmowy z panią Ewą Filipowicz, żoną Andrzeja Filipowicza, która pokazała mi także zachowane ludziki stanowiące wzory dla osob malujących zabawki.

Ilustacje
1. Medal SW Celebration Europe, arch aut.
2. Blistery z figurką Boba Fett, foto Michael Vogt, dwa pozostałe arch. aut.
3.Matryce te służyły do wyrobu figurek z serii gdańskiej. Foto aut., figurka. fot. aut.
4. Figurki z gdańskiej serii, foto arch.  aut.
5. Zestawienie figurek, foto arch. aut.
6.Fotografie blisterów, foto arch. aut.

<<< Poprzedni odcinek | Następny odcinek >>>

Polski