Gwiezdne Wojny w PRL-u (Część 15)

Fanclub Falcon nie był jedyną prężnie działającą organizacją zrzeszającą miłośników Gwiezdnych wojen w PRL-u. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych powstała sekcja Star Wars Śląskiego Klubu Fantastyki, która dzięki osadzeniu w strukturach potężnego klubu, mogła sobie pozwolić na nieco większy niż w przypadku małych fanklubów, rozmach podejmowanych aktywności, wnosząc spory wkład popularyzatorski nawet do oficjalnego obiegu popularnej kultury.

Korzenie Śląskiego Klubu Fantastyki sięgają mniej więcej tak głęboko, jak historia polskiego, zorganizowanego fandomu. Co prawda klub pod tą nazwą został zarejestrowany w katowickim Urzędzie Miejskim dopiero 18 grudnia.19811, ale ewolucja, która do tego doprowadziła zaczęła się dużo wcześniej.

Jeszcze przed 1978 rokiem, w Bytomiu spotkało się trzech miłośników SF, którzy poszukiwali sposobu, by ułatwić sobie pozyskiwanie książek, o tematyce fantastycznej. Popularnym sposobem docierania do niedostępnych już na rynku tytułów była wymiana, a pozyskanie kontaktów z innymi posiadaczami książek ułatwić miał Klub Fantastyki, którego działalność została zainicjowana przy Śląskiej Akademii Medycznej. Założycielami klubu byli Andrzej Kowalski, Andrzej Wolski i Jan Maszczyszyn, a niebawem dołączył do nich Jan Przybylski.

Przełomowym wydarzeniem w historii klubu okazała się publikacja informacji o jego działaniu, którą zamieścił popularyzator, cieszącego się pod koniec dekady lat osiemdziesiątych ogromnym zainteresowaniem, tematu UFO, Lucjan Znicz. W jednym z cyklicznie ukazujących się - i chętnie czytanych - artykułów w bydgoskich „Faktach”2, zamieścił on informację, że fantastyką na Śląsku zajmuje się Andrzej Wolski. Wielkie zainteresowanie czytelników – Kowalski pisze o lawinie listów – zmobilizowało klubowiczów do działania na większą skalę. We wrześniu 1978 zwołali oni walne zgromadzenie organizacji, którą nazwali Klubem Miłośników Fantastyki i Science Fiction „Somnambul” i podjęli decyzję o wydawaniu biuletynu klubowego3. Biuletyn ten również otrzymał tytuł „Somnambul”. W latach 1978-79 ukazało się dziesięć numerów tego pisma, a nakład pojedynczych numerów nie przekraczał 50 egzemplarzy.


1. Zaproszenie na spotkanie w siedzibie Śląskiego Klubu Fantastyki, 30 marca 1984, godź. 18:00.

Rafał Ziemkiewicz w jednym z zamieszczonych w "Fantastyce" artykułów uznał „Somnambula” za pierwszy polski fanzin4, choć trzeba przypomnieć, że wcześniej, bo od 1976 roku ukazywały się informatory Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Fantastyki i Science Fiction5, jednak miały one wyłącznie charakter wewnętrznego biuletynu informacyjnego. W „Somnambulu”, wykorzystywano twórczość członków klubu, a także tłumaczone przez nich artykuły, pochodzące z zagranicznej prasy. Część zawartości pisma stanowiły także przedruki z polskich gazet. Stosowano technikę kserograficzną, a ogólna jakość wydań była niska – brakowało paginacji, opracowanie edytorskie i graficzne stało na niewysokim poziomie6.

Działalność Somnambula wygasła w drugiej połowie 1979 roku, głównie za sprawą rezygnacji pierwszego zarządu, ale schedę po nim – przede wszystkim w postaci rozmaitych, przeznaczonych do druku tekstów - przejął Andrzej Kowalski, który zdecydował się na wydawanie rozpowszechnianego drogą korespondencyjną biuletynu o nazwie „Tachion”, którego cztery, pięćdziesięciostronnicowe numery ukazały się w pierwszej połowie 1980 roku. Tak samo, jak tytuł biuletynu, brzmiącą nazwę nadał korespondencyjnemu klubowi w ramach którego czasopismo było dystrybuowane. Przerwana z powodu wakacji działalność wydawnicza Tachionu nie została już wznowiona, ale we wrześniu 1981 jeden z członków tej korespondencyjnej grupy, Piotr Kasprowski, zdecydował się zarejestrować zupełnie nowe stowarzyszenie. Jego wysiłki zostały zwieńczone sukcesem w postaci wpisu do rejestru stowarzyszeń i związków Urzędu Miejskiego w Katowicach o numerze R-67.

Tak właśnie narodził się Śląski Klub Fantastyki, który pod przyjętą wówczas nazwą funkcjonuje do dziś. Powstał on i działał poza strukturami PSMF-u7, a w pierwszym numerze klubowego pisma znalazły się podziękowania dla osób, związanych z instytucjami, które umożliwiły i wsparły rozpoczęcie działalności. Znalazły się wśród nich między innymi: Wydział Spraw Społeczno-Administracyjnych i Wydział Kultury Urzędu Miejskiego w Katowicach, placówki naukowe i kulturalne oraz państwowe przedsiębiorstwa, jak np. Prodryn. W pozyskaniu pomieszczenia pomógł dyrektor Wydawnictwa Śląsk.

Na początku mieliśmy do dyspozycji pomieszczenie i szafę. Od tego się wszystko zaczęło, przynajmniej na Śląsku – powiedział trzydzieści siedem lat później Piotr Rak8, udzielając wywiadu na potrzeby filmu Wojna gwiazd9. U genezy całej fandomowej magii leżą bowiem sprawy jak najbardziej przyziemne. Dariusz Poczciarki, jeden z członków klubu wspomina, że pierwsze działania, jakie dane mu było podjąć, po zapisaniu się do klubu, polegały przede wszystkim na porządkowaniu pomieszczenia klubowego, które początkowo znajdowało się w opłakanym stanie. Rzeczywiście, o remontach i o tym, że nie najlepszy stan techniczny lokalu mógł odstręczać potencjalnych klubowiczów przeczytać można już w śląskiej „Fantastyce”z 1982 r.10  Wielu jednak potencjalnych kandydatów na, posiadającego legitymację, fantastę nie dało się zniechęcić i działalność klubu szybko stała się faktem.

Pierwsze walne zebranie członków, podczas którego wybrano zarząd klubu odbyło się 7 października 1981 roku11, a działalność popularyzatorską zainaugurowano 26 listopada tego roku, spotkaniem autorskim z pisarzem Krzysztofem Boruniem, w domu książki „Pegaz”, podczas którego omawiano problemy polityczne i socjologiczne w fantastyce. Niecałe trzy tygodnie później w Polsce ogłoszony został stan wojenny, który sparaliżował życie kulturalne w całym kraju, a działalność ŚKF-u została zawieszona na cztery miesiące. Wznowiono ją trzynastego kwietnia 1982 roku, organizując spotkanie klubowe, poświęcone omówieniu treści „Misji Międzyplanetarnej” Van Vogta.

Od tej chwili działalność Śląskiego Klubu Fantastyki zaczęła nabierać impetu i do dziś nie wygasła, a samo stowarzyszenie wpisało się na stałe w krajobraz polskiego fandomu. W okresie PRL-u klub zrzeszał równocześnie około 4000 członków12 stacjonarnych, którzy na rozmaite sposoby uczestniczyli w klubowej działalności. Byli także członkowie korespondencyjni, których zjazdy organizowano co jakiś czas w Katowicach13, oraz przedstawicielstwa klubu w pobliskich miejscowościach, jak np. Koło ŚKF w Gliwicach14 czy w Tychach15.

Siedziba klubu mieściła się przy ulicy Mariackiej 17a w Katowicach, a zebrania członków odbywały się w każdy wtorek w godzinach 17-20. Klubowicze otrzymywali legitymację i dwa znaczki klubowe z indywidualną numeracją oraz prenumeratę miesięcznika „Fikcje”. Warunkiem przynależności do klubu było ukończenie 18 roku życia (lub 14 w przypadku posiadania pisemnej zgody rodziców) i opłacenie składki członkowskiej.

   
2. Trzy przykładowe "Informacje" oraz pełniąca rolę "koperty", odwrotna strona jednej z nich.

W deklaracji, którą rozpowszechniano wśród osób zainteresowanych działalnością stowarzyszenia, czytamy, że celem klubu jest propagowanie dobrej książki fantastycznej i fantastyczno-naukowej oraz wszelkich form twórczości o akcentach fantastyki16. Cele te realizowane mają być poprzez organizowanie zebrań, dyskusji, odczytów, seansów filmowych oraz spotkań z pisarzami, tłumaczami, krytykami i wydawcami fantastyki, prowadzenie biblioteki klubowej oraz archiwum fantastyki i wewnątrz klubową dystrybucję książek fantastycznych oraz działalność wydawniczą związaną z fantastyką17.

Bieżące sprawy klubu omawiano w wewnętrznym biuletynie zatytułowanym „Informacja”. Ukazywał się on przynajmniej raz w miesiącu i miał formę pojedynczej kartki maszynopisu, zazwyczaj zapisanej jednostronnie, co ułatwiało rozsyłanie informatora do członków za pomocą poczty, bez konieczności użycia koperty. Złożoną w czworo kartkę, zaklejano taśmą, a na niezapisanej powierzchni naklejano niewielką karteczkę z adresem oraz znaczek i przybijano pieczątkę z adresem zwrotnym18.

Aby tego typu działalność wydawnicza stała się możliwa, klub musiał dysponować odpowiednim sprzętem poligraficznym. Ponieważ było to oficjalnie działające, zarejestrowane stowarzyszenie, miłośnicy fantastyki otrzymali do dyspozycji trzy maszyny do pisania oraz powielacz. Sprzęt ten naturalnie również był oficjalny i zarejestrowany, a więc podlegał kontroli. Zgodnie z relacjami Piotra Raka oraz Piotra Cholewy, ilekroć w mieście doszło do dystrybucji nielegalnych wydawnictw, na przykład gdy ktoś rozrzucił ulotki, natychmiast w siedzibie ŚKF-u zjawiała się ekipa Służby Bezpieczeństwa, żądając udostępnienia do wglądu matryc powielacza, które użytkownicy zobowiązani byli przechowywać, nawet po całkowitym zużyciu. Warto napisać w tym miejscu kilka słów o metodzie wydawania pism za pomocą tego rodzaju urządzenia. Pierwszym krokiem było zawsze przygotowanie matrycy. Był to rodzaj nawoskowanej bibuły, którą umieszczało się w maszynie do pisania, na podobieństwo kartki, po to by używając sporej siły podczas naciskania klawiszy, napisać pożądany tekst. Czcionki maszyny odbijały się w wosku. Następnie umieszczano matrycę w powielaczu i dopiero wtedy masowo wykonywano kopie, których kolejne egzemplarze w miarę upływu przeznaczonego na druk czasu, traciły jakość, gdyż miękkie matryce szybko się zużywały. W procesie obsługi powielacza wykorzystywano między innymi spirytus, a co za tym idzie, jak opowiada Piotr Rak, średnio co pięćdziesiąt odbitych kopii, maszyna stawała w płomieniach i należało ją gasić za pomocą wody, która zawsze powinna znajdować się pod ręką19.

Lektura sporej liczby, zachowanych w kolekcji Dariusza Poczciarskiego numerów „Informacji” daje obraz bardzo aktywnej działalności klubu i dowodzi, że sprawnie realizowano przedstawione we wspomnianej wyżej ulotce, statutowe cele. Klub organizował liczne prelekcje, spotkania z pisarzami, seanse filmowe, zarówno w kinach, jak i na pokazach video, a także pokazy gier komputerowych, aukcje książek, konkursy, czy wreszcie rozmaite wyjazdy, w tym także na konwenty fantastyki, z których niektóre sam organizował (Polcon 86 i 88, Silcon 87), a nawet za granicę20. Bibliotekę uruchomiono w połowie roku 198421. Zaproponowano także stworzenie klubowej wypożyczalni kaset wideo, a metoda, jaką się posłużono bardzo wyraziście oddaje atmosferę owych, przesiąkniętych duchem lekkiego surrealizmu, czasów, a zarazem świadczy o zaradności miłośników fantastycznej popkultury. W „Informacji” z grudnia 86 roku czytamy: Proponujemy członkom klubu założenie wypożyczalni kaset video na następujących zasadach: Podarowanie klubowi kasety z nagranymi dwoma filmami daje prawo wypożyczenia 12 kaset, każdą na 3 dni22.

Pismem o większym niż „Informacja” zasięgu, bo adresowanym także do czytelników spoza klubu, był wydawany od kwietnia 1983 roku, biuletyn „Fikcje”. Debiut tego pisma poprzedziło wydanie fanzinu o tytule „Fantastyka”, który po ukazaniu się w roku 1982 jednego numeru, zastąpiono magazynem „Robot”. Zmiana tytułu magazynu została wymuszona faktem wydania w Warszawie wysokonakładowego pisma „Fantastyka”, co skłania do refleksji na temat obowiązujących w owych czasach zasad dysponowania przez podmioty cieszące się wsparciem państwa, prawami do własności intelektualnej – zwłaszcza cudzymi. Przygoda fanów z „Robotem” także zakończyła się na pierwszym numerze, ale wydane bezpośrednio po nim „Fikcje” utrzymały się na rynku aż do 1989 roku, przybierając formę miesięcznika. Ukazały się 54 numery tego czasopisma, a jego nakład wynosił początkowo 1000 egzemplarzy, po czym szybko wzrósł do 3000 i przez kilka lat utrzymywał się na niezmienionym poziomie. Publikowano w nim opowiadania zarówno członków klubu jak i profesjonalnych pisarzy, w tym także zagranicznych, oraz publicystykę. Było to pismo w formacie A5 drukowane w profesjonalnej drukarni, zatwierdzone przez cenzurę i rozpowszechniane zarówno w klubie, jak i drogą prenumeraty, oraz poprzez sieć kiosków Ruchu. Jednym z ważniejszych oświadczeń, które znalazły się w stopce redakcyjnej, była informacja o tym, że wszelkie teksty w magazynie publikowane są bez honorariów autorskich. Dotyczyło to także autorów zagranicznych, których teksty tłumaczyli na język polski członkowie klubu, w tym takie osobistości, jak znani dzisiaj z wielu późniejszych tłumaczeń:  Agnieszka Sylwanowicz i Piotr W. Cholewa, czy wykonująca klimatyczne ilustracje do publikowanych tekstów ( w tym także do Gwiezdnych wojen)  Aleksandra Jagiełłowicz (wtedy Kościuczuk).

   
3. Fanziny wydawane przez ŚKF: a) "Fantastyka"; b) "Robot"; c) Dwa numery "Fikcji".

Tematyka związana z Gwiezdnymi wojnami zawitała do klubu bardzo szybko i obecna była cały czas dość intensywnie. Już w roku 1982, zorganizowano klubowy pokaz tego obrazu, który odbył się 29 maja w katowickim Pałacu Młodzieży. 12 czerwca tego roku, we współpracy z ZM ZSMP zorganizowano maraton filmowy w kinie Światowid. Pokazano tam wówczas Gwiezdne wojny, Bliskie spotkania trzeciego stopnia oraz film Obcy-ósmy pasażer Nostromo23. Współpraca z kinem Światowid trwać miała wiele lat, czego świadectwo stanowią liczne numery „Informacji” zawierające anonse o stosownych wydarzeniach, oraz bilety-zaproszenia na odbywające się w Światowidzie imprezy o nazwie „Spotkanie z fantastyką”, podczas których nie tylko wyświetlano filmy, ale także organizowano aukcje książek, a na zaaranżowanym stoisku udostępniano trudno dostępne w sklepach nowości wydawnicze24. W listopadzie 1983 roku zapowiedziano serie pokazów wideo. Siódmego grudnia tego roku, ponad rok przed polską kinową premierą, serię ową otworzył seans Powrotu Jedi25. Film ten, podobnie jak dwie pozostałe części trylogii gościł na ekranach klubowych telewizorów, a także zaprzyjaźnionych kin bardzo często, a przeglądając ocalałe do dziś, archiwalne „Informacje” nie sposób oprzeć się wrażeniu, że trafiał tam częściej niż inne pozycje.
Klubowe imprezy filmowe w Światowidzie odbywały się w każdą trzecią sobotę nieparzystych miesięcy, a w seansach magnetowidowych można było uczestniczyć we wszystkie czwartki, piątki i niedziele oraz w te soboty, kiedy nie było pokazów kinowych26.

Filmy Lucasa pojawiały się w programie kilka razy w roku, aż do końca epoki PRL-u. Od roku 1987 za stan taki odpowiedzialna jest przede wszystkim powołana wówczas do istnienia klubowa sekcja Star Wars.

Zanim jednak sekcja ta powstała, Gwiezdne wojny można było obejrzeć także przy okazji rozmaitych imprez organizowanych i przez inne kluby, na przykład na różnych konwentach. Warto zwrócić uwagę, że w omawianych czasach formuła konwentów wyglądała nieco inaczej niż dzisiaj i nawet te największe imprezy miały dość kameralny charakter. Nie były to zjazdy otwarte dla szerokiego grona przypadkowych odbiorców, którzy mogą zakupić bilet, tak jak wygląda to dzisiaj. Przed rokiem 1989 udział w konwencie wymagał akredytacji, którą otrzymywały głównie osoby zrzeszone w klubach fantastyki. Ilość miejsc na tych imprezach była bardzo ograniczona i zazwyczaj było tak, że poszczególne kluby otrzymywały do dyspozycji pewną pulę wejściówek, by rozprowadzić je wśród swoich członków. Uczestnicy konwentów nie byli anonimowi, a w wydawanych z okazji tych imprez informatorach, drukowano listy osób, biorących w nich udział. Lista zamieszczona w informatorze Polconu 86 obejmuje 548 nazwisk, a pamiętać trzeba, że Polcon był największą tego typu imprezą w owych czasach i do dzisiaj pozostaje najważniejszym konwentem w kalendarzu polskich miłośników fantastyki. Zazwyczaj na konwenty zapraszano około 300 osób. Uczestnicy fandomowego życia stanowili więc w skali kraju swoistą elitę, która miała okazję obcować ze światem, znanym przytłaczającej większości miłośników fantastyki jedynie z kart książek i czasopism. Także ci, którym dane było obejrzeć przedpremierowe pokazy Powrotu Jedi stanowili jedynie ułamek grupy osób zafascynowanych światem wykreowanym przez George’a Lucasa, jaka chciałby w podobnych pokazach uczestniczyć.

Informacje o pierwszym pokazie konwentowym ostatniej części Trylogii pojawiły się w ósmym numerze "Fikcji" z 1983 roku w postaci relacji z trzech połączonych, imprez, które odbyły się w dniach 27-30 października tego roku. Był to zjazd Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Fantastyki, połączony z Dniami Fantastyki oraz V Ogólnopolskim Konwentem Klubów i Miłośników SF Polcon 83. Relację napisali słynni w fandomie, szalejący reporterzy Śląskiego Klubu Fantastyki, Piotr Cholewa i Piotr Rak. (Ściślej, według ówczesnego opisu, pierwszy z wymienionych był reporterem szalejącym, a drugi szalonym). W artykule pojawiła się informacja, że podczas imprezy dwukrotnie oglądano Powrót Jedi27. Była to nie lada gratka, ponieważ do premiery kinowej było jeszcze daleko, a jej data pozostawała nieznana28. W tym samym numerze, w sprawozdaniu z wcześniejszego nieco, poznańskiego seminarium „Rola fantastyki we współczesnej literaturze i filmie” pojawiła się relacja ze spotkania ze znanym nam z odcinka o recenzjach filmu29 krytykiem Andrzejem Kołodyńskim, który wygłosił prelekcję o sposobie nabywania filmów. Nagabywany przez żywo zainteresowanych fanów, mimo długiej obrony, udzielił wreszcie informacji której podobno nie było mu wolno zdradzić, że Powrót Jedi zostanie zakupiony, natomiast Łowca androidów nie. Daty premiery filmu jednak nie ujawnił30.

Zarówno Piotr Rak, jak i Piotr Cholewa wystąpili w dokumentalnym filmie z 2018 roku, Wojna gwiazd. Cholewa podczas wywiadu powrócił pamięcią do wspomnianych wyżej Dni Fantastyki w Dzierżoniowie i z rozbawieniem opowiedział o swoich wspomnieniach. Jak mówi, na pokaz VI Epizodu przyszły tłumy ludzi, bo każdy chciał wiedzieć, jakie są dalsze losy Luke’a Skywalkera. Przypomnijmy, że Imperium kontratakuje weszło na ekrany polskich kin zaledwie pół roku wcześniej, w marcu 1983 roku. Sala była wypełniona po brzegi, a Powrót Jedi puszczano wówczas z magnetowidu podłączonego do niewielkiego, czarno-białego telewizora. Niewiele było widać, zwłaszcza z dalszych rzędów, a jednak dla fanów Gwiezdnych wojen i miłośników fantastyki było to wielkie wydarzenie i unikalna okazja poznania treści filmu. Przypomnijmy, że cena zakupu magnetowidu stanowiła wówczas równowartość przynajmniej rocznej pensji, przeciętnego obywatela PRL-u31, a i ceny kaset były wysokie. Koszt zakupu oryginalnej kasety i sprowadzenia jej z zachodu także przekraczał możliwości mieszkańca Polski. Jak pamiętamy z drugiej części niniejszego cyklu, cena kasety z Powrotem Jedi, dostępnym w sprzedaży detalicznej wynosiła 80 dolarów, a średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce pozwalało na zakup około 30 dolarów. Pirackie kasety nie były jeszcze wówczas powszechnie dostępne w sprzedaży z uwagi na brak potencjalnych klientów posiadających odtwarzacze. Boom na filmy wideo rozpoczął się dopiero od połowy lat osiemdziesiątych, kiedy to magnetowidy pojawiły się w Peweksach.

  
4. a) Zaproszenie na maraton filmowy w "Światowidzie". b) Program filmowy na II kwartał 1987 r.

Zapoznanie się z literacką wersją opowieści nie wymagało pokonania aż tak spektakularnych przeszkód natury finansowej, a stanowić mogło równie przyjemne doświadczenie, co uczestnictwo w seansie i trwało dłużej. Kultura czytania, była w latach osiemdziesiątych bardzo rozwinięta, a u podstaw motywacji większości wstępujących do klubu miłośników fantastyki leżała chęć uzyskania dostępu do interesującej literatury. Klub stwarzał możliwości dostępu do książek, o które na co dzień nie było łatwo, gdyż albo błyskawicznie znikały z księgarskich półek, albo w ogóle tam nie trafiały. Literaturę głównego obiegu sprzedawano podczas spotkań klubowych na specjalnym stoisku32, ale także stworzono możliwość składania zamówień na wydawnicze nowości, które klub otrzymywał w pierwszej kolejności. Każdy członek miał prawo złożenia w sekretariacie pisemnego zamówienia na książki, których pojawienie się zapowiadano na kartach „Fikcji” i po wpłaceniu odpowiedniej kwoty na klubowe konto oczekiwać na jego realizację. Warto zauważyć, że ŚKF otrzymywał także pewną pulę ogólnopolskiego magazynu „Fantastyka”, umożliwiając jego nabycie swoim członkom „po okazaniu legitymacji z opłaconymi składkami33. Mimo ogromnego nakładu „Fantastyki”, dochodzącemu do trzystu tysięcy sztuk, upolowanie własnego egzemplarza w kiosku graniczyło często z cudem. Świadczy to zarówno o sporym zainteresowaniu fantastyką w owych czasach jak i o ówczesnym poziomie czytelnictwa w ogóle.

Książki używane trafiały do antykwariatu, gdzie sprzedawano je z niewielkim narzutem (od grudnia1983 r.10 zł za książkę), jak i na organizowanych przez klub aukcjach, które cieszyły się tak wielkim zainteresowaniem, że wprowadzono opłatę za wstęp do sali, w której odbywała się licytacja (20 zł). Aukcje odbywały się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca34.

Jak zauważył Piotr Rak, o niektóre egzemplarze toczono prawdziwe wojny, i to wcale niekoniecznie o te najstarsze unikaty35.

Przed rokiem 1981 żadna z książek, których akcja rozgrywa się w uniwersum Gwiezdnych wojen nie pojawiła się na oficjalnym rynku, ale jak wiemy z 8 części naszego cyklu, istniały tzw. klubówki. Pierwsze powielaczowe wydania Oryginalnej Trylogii był już dostępne w czasach, kiedy klub zaczynał się dopiero organizować. Kolejne wydania i następne części, jak np. „Spotkanie na Mimban” czy opowieści o przygodach Hana Solo wydano w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Wydania klubowe (nie tylko „Star Wars”) stanowiły asortyment stale obecny w świecie fanów fantastyki. W ŚKF można je było kupić na aukcjach, ale pojawiały się też w antykwariacie. W „Informacji” z maja 1984 ogłaszano, że dostępny jest tam Powrót Jedi36, a w sierpniu tego samego roku informowano, że antykwariat klubowy oferuje Gwiezdne wojny Georga Lucasa oraz Imperium kontratakuje... również George’a Lucasa! Była to oczywiście pomyłka, ponieważ książkę napisał Donald F. Glut. Obok tytułów podano tym razem ceny - pierwsza z książek kosztowała 500 zł, a druga 600. Były to ceny dość wysokie, bo koszt zakupu większości pozostałych książek wahał się w granicach od 70 do 320 zł37. Nie są to jednak wcale kwoty rekordowe. W czasie Polconu 86 cena wywoławcza Kronik Marsjańskich Bradbourego wynosiła 1000 zł, a licytacja Władcy pierścieni Tolkiena miała rozpocząć się od 4500 zł. Średnia pensja wynosiła wtedy około 20 tys. zł38.

Klubowe wydania nowelizacji Gwiezdnych wojen ukazywały się w kilku rozmaitych wersjach, różniących się nie tylko jakością techniczną ale i tłumaczeniem, skąd płynie wniosek, że musiało być kilku różnych wydawców wprowadzających tę powieść na rynek. Tłumaczenia, jakie istniały przed 1986 rokiem miały tę wspólną cechę że – cytując opinię Piotra Cholewy – były do kitu39, stąd kiedy kolegium redakcyjne „Fikcji” z Piotrem Kasprowskim na czele, podjęło decyzję o odcinkowej publikacji Gwiezdnych wojen na łamach tego miesięcznika, nie skorzystano z żadnego z nich. Powieść od nowa przetłumaczył Piotr Cholewa. Zrobił to tak dobrze, że kiedy, wydawnictwo Interart - już w dobie gospodarki rynkowej - zdecydowało się na legalne wydanie tej książki, w 1990 roku, zwróciło się do niego z prośbą o współpracę. To samo tłumaczenie było później kilkukrotnie wykorzystywane przez wydawnictwo Amber, z tym zastrzeżeniem, że sam Cholewa dokonał kilku korekt, aby zastosowane przez niego u zarania dziejów „rozszerzonego uniwersum” słownictwo, dostosować do wykształconego w międzyczasie wśród miłośników gwiezdnej sagi uzusu. Gwiezdne wojny były pierwszym tak długim tekstem, który Cholewa tłumaczył, choć już wcześniej przełożył kilka opowiadań i jak sam mówi, dla niedoświadczonego jeszcze tłumacza ważna była przede wszystkim wierność oryginałowi. Stąd wzięło się kilka decyzji, które dzisiaj wyglądałyby inaczej, takich jak na przykład pomysł pisania słowa „księżniczka” z dużej litery, tak jakby była to nazwa własna. Najwięcej kontrowersji wzbudziło wśród czytelników zastosowanie spolszczonej wersji „imion” robotów Trzypeo oraz Erdwa, zamiast powszechnie dziś przyjętych: Threepeo i Artoo. Była to świadoma decyzja, której tłumacz broni do dziś, argumentując, że Artoo Deetoo i See Threepio to fonetyczne odczytanie symboli R2D2 i C-3PO w języku angielskim, a skoro wersja książki dla polskiego czytelnika napisana jest w języku polskim, to logika nakazuje konsekwentne odczytywanie tych symboli także w języku polskim. Rzeczywiście, nie sposób odmówić temu rozumowaniu racji, mimo że ostatecznie zwyciężył zwyczaj zapoczątkowany przez mniej logicznie myślących tłumaczy.

  
5. Początek i koniec. a) "Fikcje" z lutego 1986. b) Ostatni numer z 1988 (wydany 1990); Ilustrowała Aleksandra Kościuczuk.

Tłumaczone przez Cholewę odcinki Gwiezdnych wojen ukazywały się aż do 1988 roku, kiedy to wydano ostatni numer pisma, wraz z ostatnim odcinkiem Gwiezdnych wojen, oraz pełnym tekstem Imperium kontratakuje, przetłumaczonym przez Agnieszkę Sylwanowicz40.

Jak widzimy duch fascynacji Gwiezdnymi wojnami był w klubie obecny od samego początku, a działania służące popularyzacji tematu prowadzono całkiem intensywnie. Fascynatom trylogii Lucasa jednak to nie wystarczyło i zapragnęli stworzyć odrębną sekcję, po to by w wyraźny sposób zaznaczyć swoje przywiązanie do filmu. W Śląskim Klubie Fantastyki już wcześniej wyodrębniło się kilka różnych sekcji, których członkowie specjalizowali się w określonych tematach, wzbudzających szczególne zainteresowanie. Istniała sekcja tolkienowska, ze stałym działem w „Fikcjach” oraz odrębnym, wydawanym od 1984 roku fanzinem „Gwaihir”. Na tolkienowskim polu szczególnie udzielała się od samego początku wspomniana wyżej Agnieszka Sylwanowicz, znana dzisiaj powszechnie z tłumaczenia dostępnych w oficjalnym obiegu dzieł Tolkiena, Niedokończone opowieści i Dzieci Hurina41 oraz wielu innych utworów fantastycznych. W pierwszym oficjalnym wydaniu Imperium kontratakuje, jakie ukazało się na naszym rynku w roku 1991, nakładem wydawnictwa Interart, także figuruje nazwisko tej tłumaczki42.

W 1984 roku powstała sekcja filmowa. Zadaniem jej członków było przygotowywanie materiałów informacyjnych o filmach, prowadzenie prelekcji, pisanie recenzji i ustalanie programu klubowych pokazów43. Sekcja zastąpiła istniejącą od roku radę repertuarową, w której od samego początku zasiadał m. in. Mariusz Ramach44, poznany już przez nas w odcinkach 7 i 8 niniejszej serii, przy okazji wspomnień na temat magazynu „Brawo”, fotosów i slajdów.

Rok później powołano do życia sekcję mikrokomputerową45, a Piotr Rak wspomina także o grupie Startrekowców, których działalność została jednak nieco przyćmiona przez spektakularne akcje miłośników Gwiezdnych wojen46.

Jak czytamy w przedmowie do „Lubieżnego Okrucha” - pierwszego i ostatniego numeru fanzinu miłośników Gwiezdnych wojen wydanego przez ŚKF – sekcja Star Wars powstała w kwietniu 1987 roku. Celem jej działalności miało być nie tylko zgłębianie wiedzy na temat uniwersum Lucasa, ale także poznawanie i popularyzacja zagadnień związanych z istnieniem dzieł gatunku zwanego „Space-Operą”47. Rzeczywiście w „Lubieżnym Okruchu” próżno szukać typowych wiadomości na temat Gwiezdnych wojen, są za to trzy opowiadania, z których tylko jedno prezentuje fabułę rozgrywającą się w uniwersum Star Wars, oraz jeden artykuł popularno-naukowy na temat kosmicznych promów.

Wstęp napisał, noszący pseudonim IG-88, Szymon Hrebenda, będący także autorem jednego z opowiadań, oraz wspomnianego wyżej artykułu. Tekst gwiezdnowojenny przygotował Krzysztof Rożko, a autorem ostatniego opowiadania jest R2D2, czyli Aleksandra Jagiełowicz (z d.: Kościuczuk – znana nam ilustratorka, publikowanych w „Fikcjach”, odcinków powieści „Star Wars”, późniejsza tłumaczka starwarsowych powieści wydawanych przez Amber. Ksywkę „do pary”, czyli C-3PO, nosiła Agnieszka Sylawnowicz). Jak widzimy, członkowie sekcji używali pochodzących z filmu pseudonimów. Z opowieści Adama Węgrzyna (Yoda)48,  sprawującego w omawianych czasach funkcję prezesa sekcji, wynika, że każdy jej członek  otrzymał swoją koszulkę, na której przedstawiono postać od której pożyczył imię lub nazwę. Dariusz Poczciarski, noszący wówczas nick Luke Skywalker, zachował swoją koszulkę do dziś, dzięki czemu możemy ją zobaczyć49. Zdradził też technologię wytwarzania tych klubowych gadżetów, okazuje się, że nadruki wykonywano ręcznie za pomocą aerografu i przy użyciu szablonów. Efekty są zadziwiające - bardzo estetyczne obrazki, mimo upływu lat oraz kilkukrotnego prania zachowały się w bardzo dobrym stanie do dzisiaj.

 
6. Od lewej: a) Aleksandra Kościuczuk (dziś Jagiełowicz), Darek Poczciarski, Agnieszka Sylwanowicz.; b) Scenariusz spektaklu kabaretowego.

„Lubieżny Okruch” ukazał się w pierwszej połowie 1988 roku, a zatem rok po rozpoczęciu działalności starwarsowej sekcji. Pisząc o jej dotychczasowych dokonaniach, Hrebenda wymienił w chronologicznej kolejności: prowadzenie w siedzibie ŚKF regularnych, comiesięcznych prelekcji, opiekę nad osiedlowym Klubem Fantastyki „Gom Dżabbar” w Wadowicach, a także zorganizowanie części programu na konwencie Silkon, w roku 1987. Ostatnim dokonaniem był w tym momencie wadowicki mini konwent fanów Gwiezdnych wojen „Banthacon”, zorganizowany we współpracy z wspomnianym wcześniej Gom Dżabarem oraz znanym nam z poprzedniego odcinka "Gwiezdnych wojen w PRL-u", brzeskim klubem Astron, w dniach 11-13 marca 198850.

Historia sekcji nie skończyła się jednak na Banthaconie. Już kilka miesięcy później odbył się konwent Polcon 88. Wystawiono tam przygotowany przez nią kabaretowy spektakl pod wiele mówiącym tytułem „Obibok Ikebana, wnuk Obi-Wana”. Zachował się czterostronicowy scenariusz tego spektaklu51 Jest to pełna humoru opowieść, w której występują bohaterowie Trylogii Lucasa, a także Steven Spielberg i bohater jego filmu E.T. Co ciekawe, podobne wymieszanie uniwersów w filmowym świecie stało się później faktem, bo jak wiemy, w Epizodzie I Gwiezdnych wojen, w scenie przedstawiającej głosowanie w senacie, rzeczywiście pojawiają się stworki pozaziemskiej rasy znanej z obrazu Spielberga52. Tutaj jednak E.T. nie głosuje, tylko mówi wierszyk:

„Zrobił sobie pan robota
I choć mu się udał całkiem,
Mówiąc: ”Co to za idiota!”,
Rozebrał go na kawałki.

Trudno mi powstrzymać się przed nieco zgryźliwym komentarzem, że twórcy spektaklu w pewien sposób antycypowali atmosferę filmów sagi, które miały nadejść wiele lat po premierze Powrotu Jedi.

Opowieść kończy się alternatywną wersją zakończenia Imperium kontratakuje, a mianowicie Luke Skywalker, dowiedziawszy się z ust Dartha Vadera kto jest jego ojcem, ulega darowi przekonywania czarnego Lorda i przechodzi na jego stronę, by rządzić z nim galaktyką „jak ojciec i syn”. Dzieje się to przy dźwiękach utworu śpiewanego przez Marylin Monroe „My Heart Belongs to Daddy”.

Tak się szczęśliwie złożyło, że oprócz scenariusza, do dzisiaj zachowały się także zdjęcia, przedstawiające kilka scen z tego spektaklu. Widzimy na nich aktorów w stylizowanych kabaretowo-starwarsowych strojach, a w tle majaczą prawdziwe plakaty z Gwiezdnych wojen i Powrotu Jedi autorstwa Erola i Dybowskiego. Scenariusz zachował się w kolekcji Darka Poczciarskiego, a zdjęcia w archiwum Adama Węgrzyna, który został na nich uwieczniony w roli Luke'a Skywalkera.

  
7.a)  Ekipa sekcji SW ŚKF na scenie; b) Atrakcyjne ujęcie z plakatem w tle; c) Składanka.

Rok 1989 przyniósł w polskiej rzeczywistości równie zaskakujące zwroty akcji, jak te przedstawione w opisanym wyżej przedstawieniu. Już u progu okresu poprzedzającego czerwcowe wybory, uważane za graniczną datę PRL-u, zaczęły ujawniać się spore zmiany cywilizacyjne, których ślady odnajdujemy dziś wśród klubowych pamiątek. Wewnętrzne biuletyny wydawane pod koniec lat 80. i później, nie są już wykonane metodą powielaczową, ale za pomocą ksero i pojawia się w nich coraz więcej grafiki komputerowej. W jedno kartkowej, dwustronnej gazetce „Chwała imperium”, która utrzymana jest w pastiszowej formie „Trybuny Ludu” wydawanej przez kojarzone z ciemną stroną mocy siły Odległej Galaktyki pojawiają się satyryczne komentarze dotyczące rzeczywistości w której mieszają się trzy, potraktowane z przymrużeniem oka, porządki – klubowo fantastyczny, starwarsowy i ten związany ze zmieniającą się dookoła rzeczywistością polityczną. Atmosferę całości łatwo oddać, przywołując tytuły kilku artykułów: Idzie nowy styl53, Powodzenie reform zależy od skuteczności Mocy54, Nowe treści tradycyjnej przyjaźni – List Imperatora do uczestników CLVII konwencji Trustu Pełnomocników Planetariuszy Rozumnych55, Trwają obrady kwadratowego pulpitu56. Artykuł Im będzie lepiej57przedstawia  humorystyczną metaforę przemian gospodarki, w której głównym celem staje się robienie pieniędzy, rozumiane przez ludzi interesu dosłownie, jako bicie bilonu. Świat dookoła stawał się równie ciekawy, jak snute wcześniej fantastyczne wizje, ale rzeczywistość ta miała i ciemne strony. Czasopismo „Fikcje” nie wytrzymało urynkowienia gospodarki, bo w jej realiach niemożliwe stało się utrzymanie rozsądnej ceny przy tak niewielkim nakładzie i magazyn musiał zniknąć z kioskowych półek.  Klub Fantastyki jednak przetrwał, choć ewoluowała nieco formuła jego działalności, bo zmieniła się diametralnie oficjalna oferta fantastycznych produktów – np. rynek książki eksplodował setkami tytułów, na które nie trzeba było już polować. Organ sekcji Star Wars Śląskiego Klubu Fantastyki, „Imperial Express” nie przynosił konkretnych informacji, zamiast tego oferując dowcipnie napisane parodie dziennikarskich tekstów nawiązujących do treści rozmaitych Space-Operowych i fantastycznych utworów, a świat zewnętrzny zapominał o Gwiezdnych wojnach. Na zachodzie od 1986 roku nie produkowano filmowych figurek, przestały ukazywać się komiksy, nie wydawano książek o tematyce starwarsowej. W Polsce filmu nie grano już w kinach i milczała o nim prasa, choć przyznać trzeba, że  nowe pokolenie fanów miało okazję obejrzeć pierwszy z filmów cyklu, puszczono go bowiem w telewizji. Gwiezdne wojny pojawiły się programie pierwszym w świąteczny poniedziałek 27 marca 1989 roku58, Seans ten nie wzbudził jednak na tyle spektakularnego zainteresowania by zaowocować reakcją widzów, po której zachowałby się do dzisiaj jakiś ślad, a działalność fanów Star Wars w owym czasie przycichła. Była to jednak cisza przed burzą…

Jakub Turkiewicz
Korekta: Adam Gotan Kmieciak

Przypisy:

1. [B.A], Kronika klubowa, „Robot”, nr 1 z 1982 r, Katowice, s. 1.
2. Artykuły te posłużyły za bazę wydanych w latach 1981-1989, również bardzo poczytnych książek Znicza; L. Znicz, Goście z kosmosu? Nieznane obiekty latające, Gdańsk, 1983, 1985, 1988, 1991.
3. A. Kowalski, Głos Weterana, „Fantastyka; Informator Śląskiego Klubu Fantastyki w Katowicach”, Katowice, 1982.
4. R. Ziemkiewicz, Przegląd Fanzinów Polskich, „Fantasyka”, nr 10 (25) z 1984 r. , s. 2.
5. Patrz odc. 12.
6. R. Ziemkiewicz, Przegląd Fanzinów Polskich, „Fantasyka”, nr 10 (25) z 1984 r. , s. 2.
7. Polskie Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki, zarejestrowane 15 czerwca 1981 w Warszawie, bezpośredni następca OKMFiSF; więcej: Fantastyka, nr 1 z 1982 r., s. 59; Zob też: A. Niewiadowski, Polska fantastyka naukowa 1945-1985, Warszawa, s. 100-102.
8. Piotr "Raku" Rak – uczestnik i animator życia fandomowego od początków jego istnienia, aktywny działacz ŚKF, redaktor „Fikcji”.
9. Wojna Gwiazd, reż. Radosław Salamończyk, Polska, 2018.
10.  [B.A.], Przedstawiamy klub, Fantastyka nr 1 z 1982 r., Katowice, s. 1 (5).; Temat remontu powrócił na łamach wewnętrznego biuletynu klubu w 1986 roku, zawieszono wtedy działanie klubu i apelowano do członków o pomoc w pracach remontowych; „Informacja” nr 39 z 20 czerwca 1986 r.
11. W zebraniu udział wzięli: Piotr Kasprowski, Andrzej Kowalski, Maciej Szczepka, Sławomir Sokół, Mirosław Koźliński, Wiesław Myszka, Ireneusz Myszka, Grzegorz Hampel, Krzysztof Rożko,Paweł Różycki, Tomasz Weryk, Władysław Pilśniakowski, Ryszard Ładoń, Mariola Michalska, Leszek Dacko, Andrzej Perkosz, Marta Rochowczyk, Dariusz Gawlik, Tomasz Kowalski, Andrzej Węgierski, Grzegorz Zając, Jacek Stępień, Józef Rudolf i Krzysztof Łoskot; „Robot: nr 1 z 1982 r, s.1 (3).
12. „Informacja” nr 39 z 20.06.1986 r.; arch. D. Poczciarskiego.
13. II zjazd Członków Korespondentów odbył się 8 i 9 lutego 1986 roku; „Informacja” nr 35 z 19 grudnia 1985 r.; IV zjazd zapowiadano na 7 i 8 marca 1987; „Informacja” nr 41 z 23 grudnia 1986 r.; arch. D.P.
14. [B.A.], Imprezy Koła ŚKF w Gliwicach, „Informacja” nr 13 z 20 grudnia 1983 r., s. 2.
15.  „Informacja” nr 12 z 22 listopada 1983 r., arch. D. P.
16. „Droga Koleżanko, Drogi Kolego!”; ulotka w postaci jednostronnego maszynopisu, lata 80.; arch. Dariusza Poczciarskiego.
17.  Tamże.
18. Przykład takiego rozwiązania stanowi egzemplarz „Informacji” wysłany w 1984 r. do Dariusza Poczciarskiego; „Informacja” nr 24 z 22 grudnia 1984 r.; arch. D.P.; patrz fot. nr 1.
19. Rozmowa w arch. aut. Fragmenty wykorzystano w filmie Wojna gwiazd(…)
20.
W „Informacji” z marca 84 roku czytamy: Klub zamierza zorganizować wyjazd do Norwegii na 2-3 miesiące w celach nawiązania kontaktów z tamtejszym środowiskiem. Utrzymanie na miejscu za własnoręcznie zarobione tam pieniądze /pewien procent zarobku będzie przeznaczony na cele klubowe/. Chętni mogą zgłaszać swoje kandydatury w sekretariacie klubu. Kwalifikacji dokona zarząd, biorąc pod uwagę przede wszystkim pracę w klubie.; „Informacja” nr 16 z 23.03.1984 r.; s. 1; arch. D.P.; W sierpniu z kolei pojawiło się takie powiadomienie: Klub otrzymał zaproszenie na Brytyjski konwent Yorkon 85, który odbędzie się w czasie przyszłorocznych świąt wielkanocnych. Jest możliwe wysłanie naszego przedstawiciela /na własny koszt – 40-50 tys. zł. [wysokość średniego wynagrodzenia wynosiła w 1985 r. 20.005 zł; MRS, 1988, s.107.] Zgłoszenia w sekretariacie; „Informacja nr 20 z 28 sierpnia 1984 r.;  arch. D. P.
21. „Informacja” nr 16 z 23.03.1984, s. 1; arch. D. P.
22.  „Informacja” nr 41 z 23.12.1986, s. 1; arch. D. P.
23. Kronika klubowa, „Robot” (…)
24. „Informacja” nr 18 z 28 maja 1984 r., arch. D. P.
25.  „Informacja” nr 12 z 22 listopada 1983 r., arch. D. P.
26. „Informator” nr 13 z 20 grudnia 1983 r., pkt. 3.;arch. D. P.
27. P. Rak, P. Cholewa, Mikrobus Mercedes Benz, „Fikcje”, nr 8 z października 1983 r., s. 4-5.
28. Powrót Jedi wszedł na ekrany polskich kin w lutym 1985 r.; MRF 1988, s. 68.
29. Patrz cz. 5 cyklu.
30. P. Rak, P. Cholewa, Wywiad z Maćkiem, czyli Poznań od kuchni, „Fikcje” nr 8 z października 1983 r., s. 3.
31. Patrz wypowiedź Krystiana Kujdy, Wojna gwiazd(…)
32.
„Informacja” nr 12 z 22 listopada 1983 r., arch. D. P.
33, „Informacja” nr 12 z 22 listopada 1983 r., arch. D. P.
34.  „Informacja” nr 13 z 22 listopada 1983 r., arch. D. P.
35. Wojna gwiazd(…)
36. „Informacja” nr 18 z 28 maja 1984 r., arch. D. P.
37. „Informacja” nr 20 z 28 sierpnia 1984 r., arch. D. P.
38. Aukcja książek, „Informator konwentowy Polcon 86”, ŚKF, s. 12.
39. Wojna gwiazd(…)
40. „Fikcje” nr 54 z 1988 r.
41. J. R. R. Tolkien, Dzieci Hurina, Warszawa, 2007.
42. D. F. Glut, Imperium Kontratakuje, Warszawa, 1991.
43. „Informacja” nr 24 z 22 grudnia 1984 r., arch. D. P.
44. „Informacja” nr 13 z 20 grudnia 1983 r., arch. D. P.
45. „Informacja” nr 34 z 22 listopada 1985 r., arch. D. P.
46. Patrz Wojna gwiazd(…)
47. Pisownia za S. Hrebendą; Wstęp, „Lubieżny Okruch”, Katowice, 1988, s. 1 (3).
48. Wojna gwiazd(…)
49. Patrz ilustracja oraz film Wojna gwiazd(…)
50.  S. Hrebenda; Wstęp, „Lubieżny Okruch”, Katowice, 1988, s. 1-2 (3-4); zobacz też odc. 13.
51. Kabaret STARE WARSY, Obibok Ikebana, wnuk Obi-Wana; arch. D. P.
52. Star Wars: Episode I - The Phantom Menace, USA, 1999.
53. „Chwała Imperium” nr 4 ze stycznia 1989, s 1.
54. „Chwała Imperium” nr 5 z lutego 1989, s. 1.
55. Tamże, s. 2.
56. Tamże, s.1.
57. „Chwała Imperium” nr 6 z marca 1989, s. 1.
58. Co, gdzie, kiedy? Telewizja. „Trybuna Robotnicza” nr 72 z 25-27 marca 1989, s. 5.

Ilustracje:

1.Zaproszenie na spotkanie z fantastyką; arch. Darka Poczciarskiego.
2. Materiały z arch. D.P.
3.a, b) Arch aut.; c) arch. D.P.; Okładka "Robota" została pokolorowana kredkami przez któregoś z wcześniejszych posiadaczy.
4. Arch. D.P. 
5. Arch. aut.
6. Zdjęcie w koszulkach wykonano w 1987 r. podczas konwentu Polcon; Scenariusz do spektaklu wystawianego na Polconie 88.' Arch. D.P.
7. Zdjęcia z archiwum Adama Węgrzyna.

 

<<< Poprzedni odcinek | |

Polski