Miewacie sny? Bywają dobre i złe. Nie zawsze jesteśmy w stanie zapamiętać, co śniło nam się tej czy owej nocy. Czasami śnimy o bzdurach, rzeczach totalnie niezwiązanych z naszym życiem. Czasem zaś budzimy się, zlani potem, gdy w swoich majakach dojrzeliśmy coś, przed czym od dawna uciekaliśmy, lub wręcz przeciwnie – co od dawna ścigaliśmy. Miło było by wejść w świat snów, ingerować w nie, zrozumieć, o co w nich chodzi, prawda? Co jednak, gdyby ktoś chciał je wykorzystać do zawładnięcia ludzkimi umysłami?

W przypadku „Papryki” mam problem: nie mam pojęcia, czego uchwycić się, przy pisaniu recenzji. Satoshi Kon – mistrz psychodeli i onirycznych puzzli po raz kolejny pokazał, na co go stać. Wystarczy spojrzeć na fabułę – mamy tu wszystko: cudowny wynalazek, pozwalający wejść w ludzkie sny; genialnego konstruktora, któremu ten wynalazek zostaje wykradziony; nieustraszonego detektywa, nielubiącego filmów; terapeutkę, która razem z nim próbuje odnaleźć złodzieja i tajemniczą Paprikę, która lubi wchodzić w ludzkie sny i marzenia, i w ten sposób pomagać ludziom. A jeśli dodać do tego jeszcze karnawałowy pochód wszelkiego rodzaju sprzętów domowych, kukieł, lalek, zabawek i bóg wie, czego jeszcze, otrzymamy jakiś zwariowany lunapark, prawda?

Otóż niekoniecznie. Co zadziwiające, reżyser potrafi wszystkie te postacie i elementy zebrać do kupy, odpowiednio wstrząsnąć i zrobić z tego opowieść, która nie dość, że będzie sensowna, to jeszcze wciągnie widza od samego początku! Wszystko zdaje się tutaj łączyć na zasadzie pewnej pokrętnej harmonii, a granica między jawą i snem – na początku wyraźnie zaznaczona, powoli zaczyna zanikać, by w końcu świat snu z całym impetem wtargnął w naszą rzeczywistość, wraz ze swoją feerią barw, szaleństwem i groteską. Zresztą, film Satoshiego bez wątków onirycznych jest nie do pomyślenia…

Oczywiście pod płaszczykiem beztroskiej z pozoru zabawy i szaleństw kryją się też nieco głębsze wartości: miłość, pomimo wszelkich wad; przyjaźń i związane z nią obietnice; przerost ambicji i wypływające z tego zagrożenie czy tez problem ingerowania techniki w ludzki umysł i sferę tak intymną, jak sny – wszystko to znajdziemy w filmie, podane w sposób widoczny, ale unikający dydaktyzmu, ckliwości czy moralizatorstwa.

Oczywiście, za szaloną fabułą idzie równie szalona animacja, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Postacie są sympatyczne (a główne bohaterki wyjątkowo ładne), kolory soczyste a animacja płynna i dynamiczna. Można wprawdzie trochę narzekać na rendery, ale jest ich na tyle mało, że nie psują w żaden sposób ogólnego, świetnego wrażenia. A, zapomniałbym – muzyka też jest świetna, zwłaszcza główny motyw, towarzyszący festynowi.

Film polecam z całego serca – nawet jeśli nie przepadacie za anime, warto go obejrzeć. Rzadko zdarza się produkcja z takim klimatem. Grzech nie znać.

Share.

Contact Us